Filmy

« powrót
Le notti erotiche dei morti viventi
(Erotic Nights of the Living Dead)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Joe D'Amato
Scenariusz: George Eastman
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1980
Muzyka: Marcello Giombini
Obsada: Laura Gemser
George Eastman
Dirce Funari
Mark Shannon

Jakkolwiek Joe D’Amato znany jest przede wszystkim z mrocznych i brutalnych horrorów, z takimi tytułami jak „Buio Omega” czy „Antropophagus” na czele, to jednak motywy erotyczne są w przekroju całej jego twórczości dominujące – wystarczy przypomnieć takie tytuły jak „Orgasmo nero” (1980), „Porno Esotic Love” (1980) czy „Porno Holocaust” (1981). Nikogo nie powinna zatem dziwić w dorobku D’Amato obecność połączenia erotyka i zombie movie, czyli „Erotic Nights of the Living Dead” („Le notti erotiche dei morti viventi”). Choć trudno postawić ten film na jednej półce z „Beyond the Darkness” czy „Rosso sangue”, to jednak seans tego prawie dwugodzinnego obrazu wspominam dość miło.

Biznesmen John Wilson wybiera się na wyspę zwaną Cat Island w celu spenetrowania jej – w przyszłości ma na niej stanąć ośrodek wypoczynkowy. W podróży towarzyszy Johnowi prostytutka Fiona, a właścicielem jachtu jest miejscowy żeglarz Larry. Ten ostatni wspomina kilkukrotnie o dziwnych legendach związanych z Cat Island, mówiących o snujących się po niej zombie dowodzonych przez … czarnego kota. Początkowo żaden z bohaterów nie bierze tych opowieści na poważnie, jednak to, co zastaną na wyspie, zmusi ich do zmiany nastawienia. Kolejne tajemnicze zdarzenia wzbudzają na jachcie przybyszy niepokój, ale najgorsze dopiero nadejdzie – czas przebudzenia pogrzebanych na wyspie trupów jest coraz bliżej.   

W pierwszej połowie filmu przeważają sceny erotyczne, stanowiące wręcz szkielet scenariusza pierwszej godziny „Erotic Nights of the Living Dead”. Niektóre z nich w istocie są dość odważne, jak choćby scena, w której naga tancerka masturbuje się korkiem od butelki. D’Amato nie szczędzi nam tu długich ujęć, przedstawiając sceny współżycia bohaterów ze wszelkimi szczegółami. Dopiero po dłuższym czasie elementy horroru biorą w „Le notti erotiche dei morti vivienti” górę, a ich kulminacja ma miejsce w końcówce filmu. Wtedy też zombie pojawią się w naprawdę sporej ilości, ujrzymy też kilka umiarkowanie efektownych scen gore. Niestety, wygląd nieumarłych w większości wypadków prezentuje się dość przeciętnie, a jednym z chlubnych wyjątków jest znakomita sekwencja w której umarli powstają ze swych ziemnych pochówków (sposobem przedstawienia, pracą kamery i doborem muzyki scena ta nawiązuje do bliźniaczego momentu z „Zombi 2” Lucio Fulciego). Głównymi walorami filmu D’Amato są natomiast lokalizacje i muzyka – te pierwsze również przywodzą na myśl takie filmy jak „Zombi 2” czy „Zombie Holocaust”, akcja toczy się bowiem na nieomal opuszczonej tropikalnej wyspie. Z kolei ścieżka dźwiękowa stoi na poziomie wybitnym – zmarły w 2003 r. Marcello Giombini skomponował szereg wyśmienitych, wysmakowanych motywów muzycznych, które z powodzeniem można byłoby wykorzystać w filmie o wiele wyższej klasy.

Trudno cokolwiek powiedzieć o grze aktorskiej – słynna Laura Gemser (etatowa odtwórczyni roli Emmanuelle) oraz Dirce Funari przede wszystkim prezentują swoje ciała, podobnie mało złożona jest też rola Marka Shannona. Stosunkowo największe pole do popisu otrzymał George Eastman (co łatwiej zrozumieć biorąc pod uwagę fakt, iż napisał on też scenariusz), który spisał się całkiem dobrze, potwierdzając, iż dobry występ w „Antropophagusie” nie był przypadkiem. 

„Eritoc Nights of the Living Dead” momentami dłuży się niemiłosiernie, brak pomysłu na ciekawy scenariusz uzupełniając licznymi scenami erotycznymi, jednak w ostatecznym rozrachunku D’Amato zrównoważył je na tyle dobrymi i licznymi elementami zombie movie, że mogę polecić tę produkcję miłośnikom tematyki żywej śmierci.(miłośnicy wrażeń związanych takoż z brutalnością, jak i erotyką, mogą zechcieć zaopatrzeć się w 112-minutową wersję uncut, w której ujrzymy wszystkiem smaczki obrazu). Zwolennicy włoskiego kina grozy, w szczególności ci z uznaniem spoglądający na charakterystyczny styl D’Amato, również nie powinni być zawiedzeni – także i moja ocena niska nie będzie, mimo wyraźnych mankamentów z jakimi boryka się ten specyficzny film.

data: 00:21; 12 grudnia 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |