Filmy

« powrót
Jaws 3-D
(Szczęki 3)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Joe Alves
Scenariusz: Peter Benchley, Richard Matheson
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1983
Muzyka: Alan Parker
Obsada: Dennis Quaid
Bess Armstrong
Louis Gossett Jr.
John Putch
Lea Thompson

Są takie tytuły, które darzymy wielkim sentymentem, pomimo tego, że ogólny poziom ich realizacji jest mówiąc najoględniej: mierny. Kicz, tandeta, totalny brak logiki wylewa się z ekranu, kobiety wrzeszczą i uciekają po schodach zamiast wybiec z domu, mordercy, którzy przez znaczną część filmu byli superinteligentni, w jednym momencie stają się półdebilami, potykającymi się o własne sznurówki, a zakończenie zakrawa o pomstę do nieba, biorąc pod uwagę prawa fizyki. I choć elementy te na dobrą sprawę powinny zdyskwalifikować produkcję z miejsca – oglądamy je, zapatrzeni jak w zdjęcie nagiej gwiazdy porno. Takim filmem są dla mnie „Szczęki 3” – powszechnie uważane za najgorszą część serii, nie wliczając nieoficjalnej „piątki”. I nie ma się w sumie co dziwić, że widzowie przyjęli „trójkę” tak chłodno, skoro obraz Spielberga jest jednym z najlepszych dreszczowców w historii kina, a część druga to po prostu dobra kontynuacja.

Scenariusz „Szczęk 3” za wszelką cenę stara się utrzymać fabularną więź z poprzednimi dwiema częściami. Mówiąc szczerze, jest to dość irytujące, ponieważ na dobrą sprawę, po co kurczowo trzymać się przeklętej przez los rodziny Brody’ego? Tym razem, to nie sam Martin, ale dwójka jego synów będzie miała do czynienia z rekinem ludojadem, który na dobre zadomowił się w wyczarterowanym, przygotowującym się do otwarcia wodnym parku rozrywki. Początkowo, Calvin Bouchard – inwestor, nie chce uwierzyć, że za śmierć poszczególnych członków ekipy odpowiedzialny jest żarłacz biały. Ignorując ostrzeżenia specjalistów, postanawia udostępnić park, wystawiając zwabionych atrakcją gości na pewną śmierć w szczękach olbrzymiej ryby. To dopiero będzie prestiżowy opening!

„Szczęki 3”, jako jedyna z części serii (zapewne między innymi dzięki przychylności tytułu) została wydana w technologii 3D, której złote lata przypadają na lata 50., choć również z początkiem 1980 roku cieszyła się niemałą popularnością. Dowodzi tego fakt, że w tej samej formie wyświetlano na ekranach kin „Piątek trzynastego III” (1982), „Kosmiczne łowy” (1983), „Człowieka, którego nie było” (1983), „Amityville III: Demon” (1983), a także nie mającego swojej premiery w Polsce „Silent Madness” (1984). Sam dobrze pamiętam mój pierwszy seans z trzecią częścią „Szczęk”, którym uraczyła nas telewizja Polsat w latach 90. Wówczas film wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, i wtedy to na dobre zachłysnąłem się historią rekina ludojada i chłonąłem praktycznie wszelkie podobnie tematyką produkcje. Myślę, że to właśnie głównie z tej przyczyny nie mogę mu wystawić nokautującej noty końcowej. Prawdą jednak jest, że żaden autorski tekst nigdy nie będzie nieskazitelnie obiektywny. Co z tego, że ekipa filmowa „Szczęk 3” kpi sobie w żywe oczy z inteligencji widza, pokazując mu rekina wielkości płetwala błękitnego, który na dodatek potrafi pływać do tyłu, ryczy niczym król zwierząt i posiada olbrzymi jęzor? Oczywiście, jest to paranoja i szaleństwo, jakie zapewne tylko i wyłącznie Troma byłby w stanie zaserwować. Ciężko jednak jest uwierzyć, że można popełnić tak karygodną pomyłkę budując model rekina i pozwalając mu na takie zachowanie. O ile próba wyjaśnienia przez Spielberga, że żarłacz ludojad z jego filmu obrał sobie terytorium Long Island za swój rewir wydaje się jeszcze mieć sens dla przeciętnego kinomana (mimo, że specjaliści uważają to za kompletną bzdurę), o tyle pokazanie tak nacechowanej ryby w „Szczękach 3” jest totalną edukacyjną klęską. Myślę, że głównie przez to można przeczytać tak wiele negatywnych opinii o filmie. I nie zamierzam go bronić za wszelką cenę, ponieważ odkładając sentyment, doskonale zdaję sobie sprawę z irracjonalności opowieści. Nie zmienia to jednak faktu, że pomimo totalnej ignorancji w kwestii wyglądu i zachowania rekina, produkcję ogląda się całkiem nieźle. Akcja przecież nie ociąga się, a całkiem konstruktywnie porusza się na przód, przez co odczucie nudy nie powinno mieć miejsca podczas seansu. Jeśli oczywiście widz zaakceptuje słabe w porównaniu z poprzednimi częściami efekty specjalne, i wspomniany już kilkakrotnie mankament z rybą.

Zapewne wiele osób dobrze pamięta, a przynajmniej powinna słyszeć o ostatniej scenie, w której widzimy zbliżającego się rekina, rozbijającego szybę siedziby kontroli parku wodnego. Albo o ujęciach z łodzią podwodną, która wygląda jak nalepiona na rolkę filmową. Te elementy sprawiają, że widzowie, którzy byli zachwyceni pierwszą częścią, tracą ochotę na obcowanie z trzecią. Bo efekty specjalne, zamiast pnąć się w górę wraz z rozwojem techniki, są w rzeczywistości bardziej przestarzałe, niż te z pierwowzoru. Żarłacz ludojad w „Szczękach” Spielberga był przerażającym, morskim straszydłem, na widok którego ludzie wrzeszczeli i bali się wchodzić do okupowanej przez niego wody. Po premierze w 1975 diabli wzięli agroturystykę nadmorską w wielu kurortach. Przeciętny rekin przepływa 10 metrów w sekundę, a równie przeciętny człowiek - metr. W „Szczękach 3” wystarczy mieć butlę z tlenem oraz parę płetw, by uciec przerośniętemu żarłaczowi, który porusza się tak, jakby sprawiało mu to olbrzymią trudność. Brak w nim zadziorności, agresji i wspomnianej szybkości. Zachowuje się tak, jakby był rybim melancholikiem, że się tak żartobliwie wyrażę. Z pewnością nie wystraszy on nawet małoletnich widzów, nie wspominając już o wytrawnych kinomanach.

Z czystym sumieniem, muszę jednak przyznać, że „Szczęki 3” charakteryzuje znakomity soundtrack. Zastanawiam się, czy nie jest on miejscami ciekawszy, niż robota Johna Williamsa w części pierwszej. Alan Parker zaaranżował znakomite utwory, ze szczególnym uwzględnieniem motywu zamykającego film. Całkiem nieźle radzi sobie również kadra aktorska, co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Mike oraz Kathryn kreują bardzo sympatyczną parę, którą z chęcią ogląda się na ekranie. Dobrze prezentuje się także duet starych kumpli: Jacka i Dana znęconych chciwością mężczyzn próbujących schwytać olbrzymiego ludojada, z marnym skutkiem oczywiście. Niestety, w ostatecznym rozrachunku tylko muzyka oraz aktorstwo trzyma jako taki poziom. Gdyby nie usilne ciągnięciu wątku rodziny Brody’ego i na fabułę patrzyłoby się łaskawiej.

Jak zatem wypada końcowo film? Na płaszczyźnie serii: miernie. Biorąc pod uwagę całą gamę tytułów powstałych na fali sukcesu pierwszych „Szczęk”: nienajgorzej. Mimo głupoty autorów, ogląda się go całkiem dobrze, co jest chyba najważniejsze. Na dobą sprawę nie nudzi, posiada dość wartką akcję, wspomniane już dobre aktorstwo i solidną muzykę. Z pewnością wielu będą złościć kiepskie efekty specjalne, które zasadniczo mnie w ogóle nie przeszkadzały, oraz nienaturalne zachowanie rekina. Mimo wszystko obejrzeć trzeba. Może to nie klasyka, ale biorąc pod uwagę, że jest to oficjalna kontynuacja przeboju Spielberga, głupio byłoby jej nie znać. To fakt.

data: 01:54; 25 listopada 2009     autor: Judith Myers

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |