Filmy

« powrót
Bat People, The
(Ludzie nietoperze)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jerry Jameson
Scenariusz: Lou Shaw
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1974
Muzyka: Artie Kane
Obsada: Stewart Moss
Marianne McAndrew
Michael Pataki
Paul Carr

Film otwierają bardzo zachęcające sekwencje, przedstawiające obrzydliwy senny koszmar pewnego mężczyzny - brzmi znajomo, prawda? Oczywiście, na pierwszą myśl przychodzi do głowy kultowy „Koszmar z ulicy Wiązowej” Wesa Cravena, jednak niech nie zwiedzie Was ta scena, ponieważ obrazy te nie mają ze sobą nic wspólnego. Co zatem przyszykowali nam twórcy recenzowanego filmu? W poszukiwaniu odpowiedzi zapraszam do przeczytania dalszej części mojego tekstu.

Lekarz John Beck wraz ze swoją żoną Cathy wybierają się w spóźnioną podróż poślubną. Podczas wyprawy postanawiają się udać do jednej z pustynnych jaskiń, gdzie John zostaje ugryziony przez nietoperza. Ten incydent na zawsze zmieni jego życie… Podczas pobytu w kurorcie narciarskim zaczyna zauważać nieodwracalne zmiany w swoim organizmie.

Obraz przedstawia nam zmagania głównego bohatera, którego organizm przechodzi przez proces dziwnej transformacji w wyniku ugryzienia przez nietoperza. Można szybko zauważyć, że autorzy pragną pogrywać ze świadomością widza, nieumiejętnie starając się zmylić go, czy wewnętrzna ewolucja Johna to wymysł jego psychiki czy też szczera prawda. Niestety, nie udało im się sprawnie wplątać mnie w te intrygę, ponieważ już od pierwszych minut można stwierdzić co się dzieje, i do czego zmierza całość. Wierzę, że Wy również nie dacie się nabrać! Ogół zbudowany jest w bardzo typowy sposób: idąc dalej - dowiadujemy się więcej, choć w tym przypadku trafniej będzie użyć słowa: pełznąć, ponieważ rozwój akcji rozwija się w ślimaczym tempie. Filmowe utwory to prawdziwy zawrót głowy, gdyż wykorzystano tutaj bardzo wiele dźwięków o różnorakiej tonacji. Mamy jeden piękny - kobiecy - operowy utwór śpiewany pojawiający się w pierwszych i ostatnich sekwencjach oraz samą muzykę; a jej kompozycja jest bardzo zaskakująca. Natężenie jak i dobór instrumentów jest zróżnicowany, w wyniku czego często usłyszymy wesołą bądź groźną melodię, czy nawet coś wpadającego w Jazz!

Stan Winston, który dosłownie zrewolucjonizował efekty charakteryzatorskie na dużym ekranie, twórca animatroniki do takich filmów jak: „Coś”, „Terminator”, „Edward Nożycoręki”, „Obcy” czy nawet słynny „Park Jurajski” brał również udział w realizacji „The Bat People”. Niestety, owoc jego pracy można w pełni podziwiać zaledwie przez kilkanaście ostatnich minut, i patrząc na Winstona staż, lata w których powstał film oraz budżet - otrzymaliśmy godną pochwały robótkę. Nasz człowiek - nietoperz wygląda ładnie, choć patrząc na pierwsze, jeszcze czarno - białe potwory z wytwórni Universal Pictures, powinniśmy zobaczyć coś przynajmniej o klasę lepszego. Pomimo, że image naszej kreatury się zasadniczo sprawdził, to zawiodły sceny morderstw. Co prawda, liczba ofiar nie jest taka mała (bo około 6 trupów), lecz sposób ich przenoszenia się na pola Elizejskie jest mało efektowny, i fanatycy ostrzejszych obrazów będą niezadowoleni. Sam finał - typowo romantyczny - przyczynił się on do wyciągnięcia przeze mnie bardzo istotnych wniosków: nie ma przeszkód dla miłości. Nie jestem jednak do końca przekonany czy istnieje to uczucie, oraz czy tego oczekują fani horroru, bowiem film ani nie straszy, ani nie wzrusza. I choć miał on wysokie ambicje i nawet umiarkowany poziom gry aktorów to wypadł poniżej przeciętnej, a sam tytuł wraz z okładką są bardzo zwodnicze. Insynuują one bowiem, że będziemy mieć do czynienia ze stadem żądnych krwi bestii - a tutaj ani stada bestii, ani krwi…

Uważam, że gdyby tak autorzy tej produkcji wycięli sporo zbędnych motywów, dodali bardziej krwawe sceny i znacznie więcej razy ukazywali kreaturę, to spłodzili by naprawdę godne uwagi widowisko! Dodatkowo sądzę, że inspiracją obrazu był „Wilkołak” z 1941, ponieważ otoczki fabularne są zadziwiająco podobne, tyle tylko że przedstawiają transformacje w inne formy końcowe (ot taka moja własna ciekawostka). I choć w naszym kraju tytuł ten jest dostępny na kasetach wideo, to wydany przez ArFilm jest rzeczą ciężką do znalezienia. Mimo wszystko zachęcam do zapoznania się treścią filmu, ponieważ jest on doskonałym przykładem na to, jak można spieprzyć coś, co mogło przynieść widzom wiele satysfakcji. No cóż… Bóg przebacza, ale John Rambo wraz ze mną - NIGDY! …stąd też ocena taka a nie inna.

data: 11:55; 03 listopada 2009     autor: Judith Myers

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com