Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Seddok, l'erede di Satana
(Atom Age Vampire)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Anton Giulio Majano
Scenariusz: Anton Giulio Majano, Gino De Santis
Produkcja: Włochy, Francja
Rok produkcji: 1960
Muzyka: Armando Trovajoli
Obsada: Alberto Lupo, Franca Parisi, Sergio Fantoni, Susanne Loret

Szalony naukowiec, potwór, piękna (w zamierzeniu twórców) niewiasta, odważny młodzieniec. Jest to kilka, jakże częstych, części układanki, która w setkach sekwencji gościła w świecie celuloidowej grozy, aż stała się całkowicie trywialna, a tym samym jej zdolność zaskakiwania zmalała do minimum. Wychodząc od niezbyt poczciwego dra Frankensteina niemal wszyscy horrorowi naukowcy mają w głębokim poważaniu prawa natury i bezbożnie ingerują w jej zasady działania, czym zdobywają sobie uznanie takich ludzi, jak ja, niestety, niepodzielane przez resztę postaci im towarzyszącym w filmach. Również "Atom Age Vampire" posiada takowego człowieka nauki, a nawet bez obaw można go nazwać człowiekiem czynu. Szkoda jednak, iż już w latach swego powstania ów film nie porażał oryginalnością i skierowany był raczej do mniej wybrednego odbiorcy horrorów.


Opowiada on historię sławnej kobiety, która miała nieszczęście zniszczyć sobie część twarzy w wypadku samochodowym. Lekarze nie dają jej szans na powrót do pierwotnego stanu, rezultatem czego jest jej ograniczona chęć wychodzenia do świata zewnętrznego. Traci również dobre kontakty z ukochanym, który bynajmniej z jej życia oczywiście nie zniknie. Tutaj jednak wszelkie psychologiczne inklinacje, które mogłyby pojawić się za sprawą traumy bohaterki zostały bezlitośnie i bezbłędnie wycięte ze scenariusza, wynikiem czego trafiamy na niezbyt towarzyskiego naukowca, opracowującego metodę regenerowania zniszczonej tkanki. Jak można przypuszczać natrafia na niego również nasza bohaterka i tak zaczyna się jej proces leczenia. Pan naukowiec darzy ją przy tym sporą, dodatkowo wciąż rosnącą, sympatią, która z kolei wzbudza zazdrość jego asystentki. I tym razem, ponownie, wszelkie psychologiczne aspekty takiego trójkąta są nieobecne, w końcu ten film ma straszyć a nie wzbudzać refleksje. I tak sobie wszyscy żyją nie do końca w zgodzie, gdy pojawia się pewien problem. Okazuje się bowiem, iż wyniki eksperymentu nie są trwałe, a żeby efekt trwał potrzeba więcej młodych kobiet. Naukowiec zmienia się więc w krwiożerczą bestię i rusza na łowy...


Niestety za daleko jego myśliwska podróż nie prowadzi. Produkcja ta jest bardzo kameralna i oprócz domu naukowca zwiedzimy tylko kilka ulic, zapewne i tak nieopodal jego lokum. Wspominałem, że film miast wzbudzać refleksje widza zamierza straszyć. Niestety, rozczarowująco mało, jak na próby spełnienia takiego zamierzenia, odbywa się podczas jego trwania polowań na białogłowe. Myśliwskie wypady monstrualnego naukowca zostały w większości zastąpione czerstwymi dialogami, które czasem starają się naśladować naukowy żargon. Przez to sceny w tej włosko-francuskiej produkcji są zdecydowanie bardziej nużące niż twórcom zapewne przyszło do głowy, gdy padał ostatni klaps na planie. Obraz Majano niestety w dużej mierze nie może się również początkowo zdecydować, czy ma zamiar być odzwierciedleniem płytko ukazanego dramatu bohaterów, który tutaj jest pokazywany pod kątem trzymania widza w napięciu, jednakowoż bez prób zainteresowania go problemami natury umysłowej, czy też może horrorem z bestią mordującą ludzi. Pod koniec jesteśmy już pewni, że decyzja brzmi: horror. Szkoda tylko, iż następuje ona tak późno, że już mało kogo jest w stanie zainteresować. Przez większą część czasu bowiem, akcja posuwa się niemiłosiernie wolno, a że wszystko co przedstawia jest pozbawione jakiejkolwiek głębi, to nie jest w stanie zainteresować nas niemalże niczym. Całe szczęście, iż w finale wszystko odrobinę przyspiesza, dzięki czemu co najwyżej grozi nam podczas seansu drzemka, a nie głęboki sen.


Nie jest to jednak produkcja całkowicie i bezbrzeżnie wypełniona nieprzebranym zbiorem wad. Do plusów zaliczyć trzeba sceny przemiany naukowca w monstrum, które mimo swej prostoty okazują się zaskakująco udane i trzymają w napięciu nawet bardziej niż skradanie się do "niewinnej i pięknej" kobiety pod osłoną nocy. Niewątpliwą zaletą filmu jest też kreacja aktorska Alberto Lupo w roli niezbyt stabilnego zarówno psychicznie, jak i fizycznie, naukowca. Jest w nim coś złowieszczego i złowrogiego, może nie na miarę najlepszych popisów Vincenta Price'a czy legendarnego Beli Lugosi, lecz wciąż bardzo mocno umilającego obcowanie z tym zbyt nijakim jak na horror filmem.


To wszystko też skąpane jest w charakterystycznym klimacie starych produkcji filmowych, dzięki któremu każdy fan starszych straszaków nie uzna czasu spędzonego przy tym obrazie za czas bezapelacyjnie stracony. Analogicznie, miłośnicy kina nowoczesnego zostaną od tej niezbyt już świeżej produkcji odepchnięci z siłą zdecydowanie większą niż moc naukowco-potwora grasującego w filmie.


Reasumując. "Atom Age Vampire" jest nużącym i rozczarowującym filmem, który zdzierżyć będą w stanie jedynie fani starszych produkcji grozy. Nawet udana kreacja Lupo i scena transformacji nie ratują wampira atomowego wieku przed wystawieniem mu niskiej oceny.

data: 01:00; 22 listopada 2009     autor: MrowiecMachine