Filmy
Scenariusz: Tucker Dryden
Rok produkcji: 2006
Rita Cannon
Tod Dahlger
Krótkometrażowe produkcje niezależne mają to do siebie, że zazwyczaj nie nużą, nieraz potrafią zaskoczyć widza poziomem wykonania oraz, co najważniejsze, samym pomysłem. Kiedy sięgałem po „Urine Trouble”, nie oczekiwałem wiele, wszak to produkcja typu indie (czyli bezbudżetowa lub zrealizowana naprawdę za niewielkie pieniądze). Na szczęście miło się zaskoczyłem, ponieważ film Sama Thompsona okazał się naprawdę przyzwoity.
Pewien mężczyzna będący właśnie podczas podwójnej randki w restauracji wychodzi na chwilę do toalety by zaspokoić potrzeby fizjologiczne. Po chwili zostaje zaatakowany przez spragnione ludzkiej krwi odświeżacze do pisuarów. Czy uda mu się opuścić toaletę bez szwanku?
Od czego by tu zacząć? Może od fabuły, która, choć, co trzeba przyznać, dość oryginalna (i równie zwariowana – odświeżacze do pisuarów – szaleńczy pomysł), to jednak nie prezentująca żadnych pomysłów. Ot, wchodzi koleś do kibla, gdzie z niewiadomych powodów zostaje zaatakowany przez uzębione odświeżacze, które też tak naprawdę nie wiadomo skąd się wzięły, a dokładniej – jakim cudem są... żywe.
Reżyser słynący jedynie z krótkometrażówek postanowił nie wyjaśniać nam niczego. Akcja po prostu się toczy, a znaki zapytania pozostają. Oceniamy jednak cały film, więc zacznijmy może od gry aktorskiej, która o dziwo... nie jest tragiczna. W tego typu produkcjach aktorzy to najczęściej dobrzy kumple reżysera grający za przysłowiową puszkę piwa. Zapewne tak jest i w przypadku „Urine Trouble”, ale choć aktorzy wiele słów tu nie wymawiają, to da się odczuć, że jest dużo lepiej niż w większości tego typu pełnometrażówek.
Na klimat niestety zabrakło miejsca, zresztą jak człowiek może poczuć się oczarowany skoro główne zło przedstawia się tak jak w „Urine Trouble”. Następna rzecz, która może dziwić, to dobre wykonanie morderczych odświeżaczy, które wydają również prześmieszne dźwięki. Muzyka również nienajgorsza, choć przy czasie trwania filmu (tj. niewiele ponad 6 minut) nie jest tak bardzo istotne. Jeżeli chodzi o efekty, gore to jest nienajgorzej. Mamy kilka ciekawych scen, których jednak nie ma sensu wymieniać, bo po co zdradzać połowę filmu...
Na zakończenie mogę dodać jedynie, że „Urine Trouble” to filmik dziwaczny, ale zabawny i przyjemny w odbiorze, dlatego też ocena jest dość wysoka (pamiętajmy jednak, że oceny krótkometrażówek różnią się od ocen filmów pełnometrażowych, gdyż, jak wiadomo, pełnometrażowy film nakręcić jest o wiele trudniej, a zwłaszcza zrobić to dobrze.) Polecam więc każdemu, kto ma ochotę choć przez chwilkę się rozerwać.