Filmy
(Tumbling Doll of Flesh)
Scenariusz: Tamakichi Anaru
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 1998
Tamakichi Anaru
Yūji Kitano
Kikurin
„Niku daruma” to jeden z bardziej rozpoznawalnych przedstawicieli japońskiego kina ekstremalnego. Każdy, kto interesuje się horrorem tego typu, o tytule tym przynajmniej słyszał. Powód? Powód jest dosyć prosty – jest to bowiem z całą pewnością jeden z najobrzydliwszych pornohorrorów, jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne. Pod względem ukazywanego okrucieństwa niewiele ustępuje zniesławionemu „Guinea Pig 2”.
Dwójka psychopatów wynajmuje w celu nakręcenia filmu porno dwójkę aktorów. Kobieta rezygnuje z dalszego „parzenia się”, gdy mężczyźni zaczynają poddawać ją coraz to wymyślniejszym torturom seksualnym, gdy zaś próbuje opuścić dom zwyrodnialców, jeden z nich ogłusza ją uderzeniem kijem baseballowego w głowę. Nieprzytomna dziewczyna zostaje przytwierdzona do łóżka i naszprycowana narkotykami. Oprawcy zaczynają ćwiartować żywcem i wielokrotnie gwałcić swoją ofiarę. Jak nietrudno się domyślić, cały ten spektakl bestialskiej przemocy wieńczy okrutny mord...
Po przebrnięciu przez serię „Guinea Pig” myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy. Przyznam szczerze, że po tych czterdziestu minutach z „Flowers of Flesh and Blood” byłem wyjątkowo zniesmaczony, ale z ciekawości obejrzałem „Mermaid in the Manhole” i... dalej już jakoś samo tak poszło. Dzisiaj całą serię „Guinea Pig” mam za sobą i o ile na samym początku o filmach tego typu nie miałem zbyt dobrego zdania, o tyle do teraz mój punkt widzenia diametralnie się zmienił. Widziałem już sporo i co ciekawe – nadal mam ochotę na więcej. Często zadaję sobie pytanie, z czego to wynika?
Być może jestem dobrym materiałem na psychopatę... Ale tak całkiem poważnie, to fascynacja śmiercią i okrucieństwem leży w ludzkiej w naturze. Wszystkie związane z tymi pojęciami instynkty są jednak przez nas tłumione (i dobrze, Ed Gein czy Kuba Rozpruwacz z pewnością pozbyli się tych swoistych hamulców i co z tego wynikło pisać chyba nie trzeba), ale i zarazem głęboko zakorzenione (po prostu myśli takich nie jesteśmy w stanie całkowicie wyplewić) . Ten swoisty fenomen u niektórych ujście znajduje właśnie w kręceniu tego typu filmów. Czy to dobrze?
Cóż... jedni to tłumią, drudzy (jednostki z wyjątkowo słabą tudzież chorą psychiką) dają temu ujście w swoich czynach (i najlepszym przykładem na to są hitlerowskie obozy koncentracyjne, radzieckie łagry, oraz japońskie jednostki eksperymentalne z czasów drugiej wojny światowej – wobec wydarzeń, jakie miały tam miejsce, po prostu nie można przejść obojętnie), a jeszcze inni kręcą bądź oglądają tego typu filmy i w ten sposób radzą sobie z tym wszystkim, rozładowują popęd do niszczenia, śmierci (Freud byłby dumny z tego toku myślowego, ale współcześni psycholodzy z pewnością by go potępili). Coś w tym wszystkim musi jednak być i wystarczy tutaj popatrzeć chociażby na Japonię – jako na kraj, w którym tego typu kino cieszy wciąż niesłabnącym zainteresowaniem, a wskaźnik przestępstw na tle seksualnym i przestępstw w ogóle utrzymuje się tam na zaskakująco niskim poziomie. Oczywiście mogę jedynie gdybać nad związkiem pomiędzy tymi dwoma zjawiskami społecznymi, aczkolwiek wydaje mi się, że nie jest to jedynie czysty przypadek...
W ramach ścisłości; wcale nie próbuję nadać recenzowanemu tytułowi jakiegoś głębszego znaczenia, gdyż takowego on po prostu nie posiada. „Tumbling Doll of Flesh” to film, który powstał tylko i wyłącznie po to, aby szokować. Zdaje się, że dla Tamakichiego Anaru nie istnieje żadne tabu, którego nie można by było złamać. Przez około pięćdziesiąt minut widz obcował będzie z typowym filmem pornograficznym, w którym z czasem seks przybierał będzie coraz to dziwniejsze dla normalnego człowieka formy, aż w końcu przekształci się w dwudziestominutowy, wręcz dokumentalistyczny (nie bez przyczyny film utrzymany jest w konwencji nagrania snuff) przekaz niebywałego wręcz okrucieństwa i wierzcie mi, że te dwadzieścia minut w zupełności wystarczy, aby niejednego z was zaprowadzić prosto w objęcia muszli klozetowej). Nie ma zatem takiej opcji żeby miłośnicy krwawych efektów poczuli się zawiedzeni. Zobaczycie m.in. odcinanie za pomocą tasaka stóp ofiary, jej ręki, odgryzienie języka, rozcięcie brzucha i kopulację z wypływającymi z doń wnętrznościami, tasak w głowie, oraz kastrację. Wyjątkowo dobijająca okazała się po raz kolejny optyczna cenzura narządów płciowych (niestety japońskie prawo jest wobec tego nieugięte), gdyż co by nie powiedzieć, przeszkadza to w stuprocentowym odbiorze tego zdegenerowanego obrazu, chociażby w przypadku sceny kastracji.
Reasumując, niewiele da się o „Niku daruma” sensownego powiedzieć. Mamy tutaj typowy dla większości tego typu filmów schemat: dużo brutalnego seksu i spektakl niczym nieuzasadnionej, bestialskiej przemocy. Dla fanów ekstremy mus absolutny, inni lepiej zrobią jak sobie ten seans darują.