Cement
- 16:43; 31 lipca 2010
Filmy
« powrót
Resident Evil
(Resident Evil: Domena zła)
(Resident Evil: Domena zła)
Ocena:
Reżyser: Paul W. S. Anderson
Scenariusz: Paul W. S. Anderson
Produkcja: USA/Wielka Brytania/Niemcy/Francja
Rok produkcji: 2002
Muzyka: Marco Beltrami
Scenariusz: Paul W. S. Anderson
Produkcja: USA/Wielka Brytania/Niemcy/Francja
Rok produkcji: 2002
Muzyka: Marco Beltrami
Obsada: Milla Jovovich
Michelle Rodriguez
Eric Mabius
James Purefoy
Michelle Rodriguez
Eric Mabius
James Purefoy
Filmowa adaptacja bardzo popularnej gry komputerowej. W ściśle tajnym podziemnym laboratorium korporacja Umbrella przeprowadza eksperymenty genetyczne. W ich wyniku powstaje wirus T, który w końcu zostaje uwolniony do szybów wentylacyjnych. Główny komputer – Czerwona Królowa – nie mogąc dopuścić do wydostania się wirusa na powierzchnię, zabija wszystkich laborantów. Na miejsce zostaje przysłany elitarny oddział komandosów, którzy mają ją dezaktywować. Zabierają oni wraz ze sobą do podziemnego laboratorium trzy przypadkowo napotkane osoby – policjanta Matta oraz Alice i Jamesa, którzy chwilowo utracili pamięć. Na miejscu okazuje się, że laboratorium opanowane jest przez dziesiątki zombies, a Czerwona Królowa wcale nie ułatwia im zadania. Zaczyna się walka na śmierć i życie, a to jeszcze nie wszystko, bowiem do gry wchodzi kolejny zawodnik...
Jak już zapewne spostrzegli gracze, film ze swoim pierwowzorem poza kilkoma nazwami własnymi nie ma nic wspólnego. Czy to dobrze, nie wiem. Sam byłem tym nieco zawiedziony, gdy siedziałem na sali kinowej, ale zawód szybko minął, gdy okazało się, że oglądam właśnie całkiem niezły horror.
Scenariusz jest na swój sposób ciekawy i na tym polu w zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Jeżeli chodzi o muzykę to łatwo wpada ona w ucho, szczególnie główny motyw muzyczny idealnie pasuje do horroru. Następnie należałoby przejść do kwintesencji obrazu, czyli do potworów. Te wyglądają świetnie – zombiaki wyglądają różnorodnie, są mniej lub bardziej „uszkodzone”, różnie odziane, czyli wyglądają jak należy. Jednakże to nie wszystko, gdyż twórcy postanowili wyciągnąć z pierwowzoru psy-zombie i lickera. Tutaj też należą im się ogromne brawa, bo bestie te wyglądają po prostu świetnie. Obdarte ze skóry i rozjuszone dobermany robią nie mniejsze wrażenie niż bestia o metalowych szponach, z mięśniami i mózgiem na wierzchu, polująca na swoje ofiary za pomocą języka. Tak, potwory mogą wzbudzić dreszcze i warto tutaj dodać, że wcale nie rzuca się bardzo w oczy, iż spora ich część jest wygenerowana komputerowo. Reszta zaś jest doskonale ucharakteryzowana. Aktorzy radzą sobie z powierzonymi im rolami i raczej nie denerwują widza swoją obecnością. Warto także wspomnieć o scenografii. Opuszczone na pozór podziemne laboratorium może wywołać lekką klaustrofobię, a opustoszałe miasto to po prostu mistrzostwo.
Teraz muszę jednak przejść do minusów, żeby nie było tak kolorowo. Największą wadą filmu jest to, iż jest to typowy horror akcji. Sporo tutaj biegania, wybuchów i strzelania. Może to być poważną przeszkodą, która wielu horrormaniakom skutecznie uniemożliwiać będzie czerpanie przyjemności z oglądania tego filmu. Ci jednak, którzy się nie zniechęcą, będą wprost zachwyceni doskonałymi efektami specjalnymi. Na całe szczęście nie zabija to wszystko klimatu, a ten, film na szczęście posiada. Jest trochę tajemniczo, a muzyka tylko potęguje to wrażenie. No i oczywiście wspaniały finał. Zapada na długo w pamięci i jest chyba najbardziej klimatycznym momentem w całym filmie.
Moja rekomendacja to 7/10, gdyż film jest naprawdę dobry, ale od takiego „Silent Hill”, który również jest adaptacją gry komputerowej, dzieli go jeszcze milowa przepaść.
data: 21:13; 16 listopada 2009 autor: Dux