Cement
- 16:43; 31 lipca 2010
Filmy
« powrót
Predator Island
Ocena:
Reżyser: Steven Charles Castle
Scenariusz: Steven Charles Castle
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Tony Bitten
Scenariusz: Steven Charles Castle
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Tony Bitten
Obsada: Ilana Becker
Tom Dahl
Sean Gallimore
Dan Gordon
Tom Dahl
Sean Gallimore
Dan Gordon
Filmy z obcymi o niezbyt przyjaznym usposobieniu przybywającymi na Ziemię od lat cieszą się nieustającą popularnością wśród szerokiej widowni. Zachwycają fantastycznymi efektami specjalnymi i wymyślną fabułą. Niestety, jak to ma się w większości podgatunków, na dziesięć filmów tylko jeden jest udany. Film Charlesa Castle’a do szczególnie udanych niestety nie należy...
Sześciu młodych ludzi w poszukiwaniu rozrywki pływa jachtem nieopodal wybrzeży Nowej Anglii. Udaną wycieczkę przerywa tajemniczy meteor, którego upadek powoduje potężny sztorm, który rozbija łódź i wyrzuca rozbitków na niewielką wyspę, której jedynymi mieszkańcami okazują się być latarnik i jego żona. Wkrótce dochodzi do serii dziwnych wydarzeń, które pozwalają sądzić tylko jedno – wraz z meteorem pojawili się kosmici, którzy z całą pewnością nie mają przyjaznych zamiarów. Zaczyna się walka o życie z nieznanym przeciwnikiem; czy komuś uda się przeżyć tę rzeź?
„Predator Island” to reżyserski debiut Stevena Charlesa Castle’a i jak dotąd jedyny jego film. Trzeba przyznać, że debiut nie wypadł szczególnie. Aktorzy wprawdzie prezentują się nienajgorzej jak na amatorską produkcję; śmiem zaryzykować stwierdzenie, że poszło im nawet bardzo dobrze.
Wytworzenie klimatu, który towarzyszył takim filmom jak „Obcy: Decydujące starcie”, czy bardziej podobnemu pod wieloma względami do opisywanego filmu „Predator”, nie jest łatwe i przekonał się o tym reżyser, któremu niestety nie udało się utrzymać klimatu choćby w 1/100 jak we wcześniej wymienionych filmach. W filmie znajdziemy jednak pewną ilość gore, która nie powali na kolana, ale dodaje jasności produkcji, przynajmniej w moich oczach. Muzyka prezentuje się dość przeciętnie co osobiście aż tak mnie nie przeszkadzało.
Na widok obcego nikomu raczej szczęka nie opadnie, bo jego wygląd jest bardziej śmieszny niż straszny i ratuje go tylko to, że akcja praktycznie całego filmu toczy się w nocy co dla mnie niestety jest minusem bo widoczność jest naprawdę ograniczona, a wpatrywanie się w ciemność i wynajdywanie tam bohaterów jakoś nie specjalnie mi przypasowało. Warto pochwalić nienajgorsze zakończenie wyjęte rodem z „Zombie” ojca chrzestnego gore’u – Lucia Fulciego.
Niestety cały film prezentuje się słabo, dużo poniżej przeciętnej, ale cieszy mnie, że niektóre produkcje z cyklu no budget potrafią zaskoczyć nienajgorszym wykonaniem i pomysłem, którego często brakuje chociażby w filmach SF Channel, które poszczycić się mogą najczęściej jedynie znacznie większym budżetem.
Reasumując, polecać „Predator Island” szczególnie nie będę. Kto będzie zainteresowany z pewnością i tak sięgnie po ten tytuł, a ten kto go ominie raczej niczego nie straci.
data: 17:33; 16 listopada 2009 autor: Critters