Filmy

« powrót
Chakushin ari
(One Missed Call)
(Nieodebrane połączenie)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Takashi Miike
Scenariusz: Yasushi Akimoto
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 2003
Muzyka: Kôji Endô
Obsada: Kou Shibasaki
Kazue Fukiishi
Shin'ichi Tsutsumi
Atsushi Ito

Ostatnimi czasy twórcy filmowi, a w szczególności ci z Japonii łączą ze sobą zjawiska nadprzyrodzone i postęp technologiczny. Powstało już w ten sposób przynajmniej kilka dobrych horrorów pośród których uwagę zwrócić warto w szczególności na „Kairo”, czy chociażby „Ringu” w którym klątwa rozprzestrzenia się za sprawą niepozornej kasety vhs, mściwa zjawa wydzwania do swoich przyszłych ofiar i koniec końców… wychodzi z telewizora.

Prędzej czy później musiało więc paść i na telefony komórkowe, bez których Japończycy (my z resztą również ;)) nie mogliby się obejść nawet jednego dnia. Temat ten podchwycił Miike, który do 2003 roku zdążył już kilkukrotnie zwrócić na siebie oczy milionów fanów horroru na całym świecie. Czy w takim wypadku film potrzebuje jeszcze jakiejkolwiek rekomendacji?

16 kwiecień. Do Yoko ktoś dzwoni i nie było by w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że wyświetlacz na jej komórce pokazuje jej własny numer. Do tego ta upiorna melodyjka…

Po chwili zdumiona dziewczyna odbiera wiadomość głosową z 18 kwietnia. W rozmówczyni rozpoznaje swój głos, potem krzyk i dźwięki wydawane przez przejeżdżający pociąg. Pomimo początkowego osłupienia bagatelizuje jednak całe zajście… do 18 kwietnia rzecz jasna.

Nie bez powodu pozwoliłem sobie zakończyć opis fabuły właśnie w tym miejscu. Film rozkręca się bowiem stosukowo powoli i wszystkie ciekawsze zwroty akcji lepiej jest poznać samemu. Na całe szczęście fani azjatyckiego kina grozy do dłuższych „wstępów” są przyzwyczajeni, w związku z czym tempo pierwszej połowy obrazu raczej nie zniechęci ich do dalszego oglądania. Tym bardziej, że w drugiej połowie „Nieodebrane połączenie” nabiera rumieńców…

Widz powoli zaczyna razem z bohaterami zbierać owoce ich śledztwa, spirala śmierci zatacza coraz to szersze kręgi, strzępki faktów łączą się w całość, klątwa „pochłania” kolejne ofiary, jedyną szansą na przeżycie zdaje się być poznanie prawdy o tym jak wszystko się zaczęło, w końcu dochodzi do scen kulminacyjnych… tradycyjnie w mrocznym i przerażającym miejscu. Nie należy również zapominać o tzw. drugim finale, koniecznie zaskakującym. Fani azjatyckich straszaków zapewne zdążyli już dostrzec typowy dla tego podgatunku schemat, aż nazbyt typowy, archaiczny można by wręcz rzec. Tym bardziej zaskakuje więc fakt, że wziął się za to Takashi Miike – spec od kina (jeżeli idzie o horror rzecz jasna, gdyż w jego imponującym dorobku reżyserskim; pomijając horrory i Yakuza movies; znaleźć można naprawdę przeróżne rzeczy) dziwacznego, łamiącego wszelkie tabu, niejednokrotnie wymagającego od widza umiejętności myślenia. Wydaje mi się jednak, że można „Chakushin ari” traktować jako swego rodzaju pastisz (nie robi on jednak tutaj za punkt wyjścia do parodii) podgatunku  i patrząc na ten film w taki właśnie sposób ciężko jest wyszukać jakieś większe zastrzeżenia, gdyż nie licząc wspomnianej, aż nazbyt uwypuklonej konwencji widz dostaje  klimatyczną opowieść o mściwej zjawie która nie na żarty potrafi wystraszyć, szczególnie we finale (a i sceny w studiu telewizyjnym potrafią zapaść w pamięci).

„One Missed Call” nie zawodzi również od strony technicznej. Aktorzy bez jakichś wybitnych uniesień, ale poprawnie odgrywają powierzone im role, muzyka doskonale współgra z tym, co aktualnie dzieje się na ekranie, a przyćmione oświetlenie w zakładzie przemysłowym skutecznie podnosi ciśnienie. Całokształt tych wszystkich czynników ponownie pozwala mi stwierdzić, że Miike po prostu uwielbia manipulować widzem i w przeciwieństwie do większości współczesnych mu reżyserów wie jakie emocje chce wywołać w danym momencie u oglądającego. Trzeba mieć bowiem świadomość co do tego, że doskonale zna się on na swoim rzemiośle skoro potrafi aż tak uwypuklić konwencję podgatunkową nie popadając przy tym równocześnie w śmieszność. Potwierdza to tylko uniwersalność Miike'go, reżysera który najwyraźniej czuje się pewnie i dobrze niemalże w każdej konwencji filmowej i nawet  z przetartych klisz filmowych potrafi coś uciągnąć… a nawiązań do klasycznych już ghost stories wcale nie brakuje, że wspomnę o scenie pogawędki głównej bohaterki z grupą uczennic w ciemnej uliczce (tyle tylko, że tutaj rozprawiają o telefonie zwiastującym rychłe nadejście czyjejś śmierci, a w „Ringu” rozmowa dotyczyła przeklętej kasety vhs), jest i postać w szafce (czy tylko ja widzę tutaj nawiązanie do „Ju-on”?). Po dokładniejszym przyjrzeniu się pewnemu blokowi mieszkalnemu w którym bohaterowie szukają rozwiązania zagadki dojść można do wniosku, że przypomina on budynek z „Dark Water”…

Reasumując więc uważam, że „Nieodebrane połączenie” jako pastisz ghost stories jest obok takich tytułów jak „Ringu”, „Dark Water”, „Ju-on - The Grudge”, „Shutter”, czy chociażby  „The Eye” pozycją obowiązkową dla miłośników tegoż właśnie podgatunku. Film daje możliwość przyjrzenia się schematom obowiązującym w azjatyckich straszakach, a tam gdzie trzeba - potrafi widza i wystraszyć. Jest po prostu sprawnie zrealizowanym horrorem. Czy trzeba czegoś więcej?

data: 11:18; 16 listopada 2009     autor: Dux

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |