Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Gojira tai Megaro
(Godzilla vs. Megalon)
(Godzilla kontra Megalon)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jun Fukuda
Scenariusz: Tomoyuki Tanaka
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 1973
Muzyka: Riichiro Manabe
Obsada: Robert Dunham
Yutaka Hayashi
Hiroyuki Kawase
Katsuhiko Sasaki

Cykl filmów o Godzilli, jego przeciwnikach, sprzymierzeńcach, Ziemianach i kosmitach zdaje się nie mieć końca. Patrząc z perspektywy dzisiejszego widza, pod względem ilości dzieł bije na głowe choćby tak znaną i bogatą serię jak przygody Jamesa Bonda. To samo tyczy się stażu – przypomnijmy, że pierwsza produkcja o wielkim G miała swoją premierę w 1954. a ostatnia w 2004. roku. Właśnie przez tyle lat jaszczur gości na naszym ekranie, a już prowadzone są prace nad kolejną częścią. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że nie wszystkie dzieła z tej długiej listy 28 filmów prezentują ten sam poziom. Niewątpliwie najlepsze obrazy wyszły spod ręki mistrza i ojca chrzestnego Godzilli - Ishiro Hondy, któremu niezwykle rzadko przydarzały się wpadki jak "Godzilla's Revenge". Był on też wieloletnim współpracownikiem geniusza kina - Akiry Kurosawy.
Do czołówki serii Showa (I. z III serii o Godzilli) bez wątpienia zaliczają się: "Godzilla" (1954), "Destroy All Monsters" (1968), "Godzilla vs. Hedora" (1971), "Godzilla vs. Mechagodzilla" (1974) oraz "Terror of Mechagodzilla" (1975). Tak mniej więcej wygląda lista najciekawszych produkcji TOHO z lat 1954-1975.

Zapewne większość z Was zastanawia się do czego teraz zmierzam. A więc drodzy czytelnicy: podane przeze mnie dzieła to w większości filmy Ishiro Hondy, a jeden jedyny z powyższej listy należy do filmografii Juna Fukudy ("Godzilla vs. Mechagodzilla"). Jego dokonania, bowiem na scenie wytwórni TOHO zawsze wzbudzały kontrowersje i często pozostawiały wiele do życzenia. I tak też jest w przypadku produkcji z 1973. pt. "Godzilla vs. Megalon", o której dziś możecie dowiedzieć się więcej. Na zachętę dodam, że ten obraz przez wiele osób znających kaiju został uznany za najgorszą część przygód wielkiego jaszczura... zatem miłej lektury!

Początek filmu wprowadza widza w dość ciekawe wydarzenie. Otóż dwóch dorosłych mężczyzn i młodszy brat jednego z nich beztrosko spędzają czas na dzikiej plaży, gdy nagle zbiornik wodny, w którym znajduje się mały braciszek głównego bohatera, zaczyna implodować. Gdy wydaje się, że dla dziecka nie ma już ratunku desperacka próba ratunkowa kompanów zagrożonego chłopca kończy się powodzeniem. Jednak po zniknięciu wody z jeziora, pojawiły się na jej miejscu tajemnicze posągi, mające ponoć 6 mln lat. Kiedy cała trójka wróciła już do domu reżyser raczy widza nowym kaiju - Jet Jaguarem. Choć ten robot, którego stworzył Katsuhiko, rozmiarami bardziej przypomina człowieka, to "urośnie" do parametrów Godzilli, ale o tym w swoim czasie, bowiem teraz ktoś chce ukraść Jaguara i ta sztuka udaje się złoczyńcom, po dobrze zorganizowanej akcji. Okazuje się, że stoją za tym Seatopianie - starożytny ród żyjący pod ziemią. Mimo, iż są podobni do ludzi, nie mają wobec Ziemian dobrych zamiarów. Podejmą się próby zgładzenia ich w odwecie za degradację środowiska jakiej dopuścił się człowiek. W tym celu wysyłają w bój swoją broń - Megalona. Ów potwór, który jest ogromnym żukiem, nie grzeszy jednak inteligencją. Z tego właśnie powodu skradziony i przeprogramowany, aby działać na szkodę Ziemian, JJ ma pilotować tego przerośniętego robala. Nasza planeta wydaje się być zagrożona, a być może czeka ją nawet zagłada, tym bardziej, że Seatopianie wzywają na pomoc potężne monstrum z kosmosu - Gigana. Ale zza kurtyny wychodzi jedyny w swoim rodzaju, szarmancki Godzilla... Rozpoczyna się wielkie przedstawienie... dla dzieci...

Rola recenzenta bywa czasem niewdzięczna. Dzieje się tak wtedy, gdy trzeba skrytykować bardzo słaby obraz pochodzący z dobrej serii filmów, zwłaszcza kiedy jest się ich fanem. "Godzilla vs. Megalon" to film jedyny w swoim rodzaju. Szkoda, że to określenie ma w tym przypadku negatywne znaczenie. Przez tyle lat twórcy kaiju prezentowali różne scenariusze filmowe, często bardzo umowne, ale tym razem Jun Fukuda przekroczył wszelkie możliwe do zaakceptowania przez widza granice...

Pierwsza, najbardziej rzucająca się w oczy wada to brak pomysłu na scenariusz. Skąd ludziom odpowiedzialnym za ten film przyszedł do głowy pomysł na Seatopian, Jet Jaguara i Megalona?! Trudno powiedzieć, ale trzeba przyznać, że robią oni wyjątkowo złe wrażenie. Zacznijmy może od Megalona, który jest poważnym kandydatem do najgorszego kaiju w historii. Nierozgarnięty żuk, wyglądający jak potwór z kiepskiego komiksu razi swoją inteligencją już od samego początku pojawienia się na ekranie. Sceny z jego udziałem są naprawde komiczne i stawiają całą serię Showa w krzywym zwierciadle. Dodać do tego należy beznadziejną broń jaką ów stwór dysponuje, a jaka nic nie wnosi do akcji (zabójcze kule raczej przypominające czerwone kule do bilarda). Nic jednak nie przebije w tym filmie największej głupoty, czyli sytuacji w jakiej znalazł się Megalon. Kiedy Jaguar przestaje go pilotować, nieborak zaczyna potykać się o własne nogi nie potrafiąc nad sobą zapanować. Biedaczysko jest tak bezradne, iż widz zaczyna mu współczuć. Ale w tym miejscu pojawia się kolejna kwestia do omówienia - bezmyślne i tandetne wycinanie kadrów przez Fukudę z innych obrazów serii Showa. Japoński reżyser wyciąga niepotrzebne sceny z poprzednich filmów, a one wcale nie pomagają temu dziełu. Dla przykładu scena, w której Megalon mknie przez las pokazuje nam w istocie głównego przeciwnika Króla Potworów z wcześniejszego obrazu serii: "Godzilla vs. Gigan". Takich przypadków jest znacznie więcej, ale wymienianie ich mija się z celem, bo minusów opisywana produkcja ma jeszcze cały ocean, a Fukuda przecież już wcześniej pokazywał tendencję wklejania scen do swoich obrazów z innych części Godzilli. Poraz kolejny pojawia się wątek ekologiczny - degradacja środowiska, ale jest to tylko woda na młyn dla tandety jaką serwuje twórca opisywanego dzieła. Pozbawione sensu treści biologiczne nijak się mają do tych, które pojawiły się w dwóch bezpośrednich poprzednikach Megalona i mają tylko za zadanie uzupełnić bardzo nudną akcję.

Najwyższy czas przejść do najważniejszego punktu każdego z filmów opatrzonych etykietą kaiju - walk potworów. I tutaj nie można znaleźć nic pozytywnego, zwłaszcza jeśli ma się na uwadze krwawe i patetyczne batalie z "Godzilla vs. Gigan" (dzieło z 1972 r., tego samego reżysera). W tym przypadku to co fani lubią najbardziej zostało potraktowane po macoszemu. Pojedynki kaiju wyglądają naprawdę żenująco. Niesmak pozostawia szczególnie seria starć Gigana i Godzilli. I nie da się znów nie porównać tego dzieła z poprzednią częścią, która już kilka razy pojawiła się w tej recenzji ("Gojira tai Gaigan"), bo przecież potężny rywal naszego ulubieńca był tak silny, że Król Potworów ledwie wyszedł cało z opresji, ale tym razem Gigan niewiadomo dlaczego stał się słaby niczym znokautowany bokser i można by rzec, że nie stanowi poważniejszego zagrożenia dla wielkiego G. Ogólnie rzecz biorąc potyczki potworów w tym filmie są pozbawione patosu i dramaturgii. Widz nie odczuwa na własnej skórze dreszczyku emocji, lecz jest co najwyżej oszołomiony atakiem nudy jaka wylewa się z ekranu.

Jeśli zaś chodzi o techniczne aspekty filmu "Godzilla vs. Megalon" to na pewno wyróżnia się składna muzyka Riichiro Manabe. Należą mu się gromkie brawa za to, że jako jedyny nie zawiódł oczekiwań fanów, pomimo tego, że ścieżka dźwiękowa i tak nie jest niczym odkrywczym, natomiast montaż ma bardzo niedopracowny, infantylny charakter, a dialogi i gra aktorów nadają się jedynie do kiepskiej opery mydlanej. Tylko początek filmu i tajemnicze zniknięcie wody oraz przedstawienie podziemi, w której żyją Seatopianie przypadnie większości do gustu, ale ta garstka małoznaczących plusów nie jest w stanie zmienić oblicza tej szmiry.
Wspominałem też o przedstawieniu dla dzieci. Otóż wizerunek Godzilli wyraźnie złagodniał i w ogóle nie przypomina gróźnego tego z 1954r. kiedy to jaszczur niszczył wszystko w obłędnej agresji. Poza tym kierowana do młodego widza produkcja przedstawia jako jedną z głównych postaci małego chłopca, z którym widz ma się utożsamiać, a pozbawione patosu sceny batalistyczne są na tyle złagodzne, by najmłodsi nie byli przerażeni na widok innych kaiju. Te posunięcia sprawiają, iż "Godzilla vs. Megalon" działają jak mocny lek na bezsenność.

W jednym z powyższych akapitów zostało napisane, że nie ma większej głupoty w tym filmie niż scena, w której Jaguar przestaje pilotować Megalona w wyniku czego ten ostatni zachowuje się jak pijany zając (zresztą jakby się dobrze przyjrzeć, to tak naprawdę jest to wycięty fragment taśmy z poprzedniej części Godzilli i zamiast wielkiego żuka widzimy Gigana) . Ale jednak jest(!), znalazła się jeszcze jedna infantylna, głupawa dziura fabularna. Dotyczy ona bezpośrednio Jaguara. Przypomnijmy zatem szybko jego historię: to potwór wielkości człowieka, zbudowany przez głównego bohatera. Seatopianie go porywają i przestrajają tak, by od tej pory był zły i pomagał Megalonowi w destrukcji Ziemi. Katsuhiko w końcu odzyskuje kontrolę nad Jaguarem, a ten staje do walki z ogromnym żukiem, po czym nagle rośnie do niebotycznych rozmiarów. Zdziwieni takim obrotem spraw bohaterowie w ten oto sposób tłumaczą te zajście: "Widocznie Jet Jaguar sam się przeprogramował wiedząc, że będzie musiał stoczyć walkę z Megalonem".

I niech ten cytat posłuży wszystkim za podsumowanie i rekomendację. Mógłbym wytknąć tyle błędów Fukudzie ile może się znaleźć w 80-minutowym gniocie, ale z sympatii do serii Showa przemilczę resztę wad. Ktoś kiedyś powiedział, że nie ma podziału filmów na złe i dobre. Są tylko filmy, które się lubi bardziej i te, które się lubi mniej. Niestety ta persona nie zostawiła osobnego działu dla dzieł w rodzaju Godzilla vs. Megalon, a która powinna brzmieć: "Filmy, które nie powinny ujrzeć światła dziennego". Na sam koniec chciałbym dodać, że Fukuda jeszcze raz pojawi się w wytwórni TOHO jako reżyser przygód Króla Potworów wraz z obrazem "Godzilla vs. Mechagodzilla". I będzie to pożegnanie w wielkim stylu. Ale o tym innym razem.

data: 18:27; 14 listopada 2009     autor: Radosław Kaczmarek