Filmy
(Man Behind The Scissors)
Scenariusz: Toshiharu Ikeda, Masahito Kagawa
Produkcja: Japonia
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Toshiyuki Honda
Kumiko Aso
Hiroshi Abe
Koji Higuchi
Mizuho Sakata
Miłośnicy grozy kojarzą Ikedę przede wszystkim z trylogią splatter-horrorów „Evil Dead Trap” (1988-93). Jako kreator tej – kultowej już – serii odpowiada za część pierwszą („Shiryo no wana”) i ostatnią („Shiryo no wana: Chigireta ai no satsujin”). Warto w tym miejscu nadmienić o zapatrzeniu Japończyka na charakterystyczny styl Argento, europejskiego mistrza horroru. Świadomie nawiązując do estetycznego przepychu, u Włocha budującego często oniryczną atmosferę grozy, wytworzył sobie bardzo charakterystyczny styl. Zresztą każdy kto widział „Sex Hunter” (1980) powie, że „Suspiria” musiała na nim wywrzeć ogromne wrażenie, bo i akcja tego sadomasochistycznego pinku osadzona została w szkole baletowej, a nawiązań jest znacznie więcej. Co ciekawe, poza wysmakowanym kinem erotycznym („Angel Guts: Red Porno”), tym bardziej sensacyjnym („Scorpion Woman Prisoner: Death Threat”, „XX: Beautiful Beast”), czy horrorami („Shadow of the Wraith”), w filmografii Ikedy przewijają się także komedie i tkliwe fantasy („Mermaid Legend”).
Yasunaga i Chika stanowią dość nietypową parę – nietypową, bo ona wyszukuje mu młode dziewczyny które on następnie uśmierca. Ich platoniczny związek również prezentuje się cokolwiek dziwacznie – ona chce się zabić, ale nie potrafi sobie odebrać życia, on biernie przygląda się jej cierpieniom mówiąc, że wszystko co robi, robi dla niej. Mężczyzna gustuje w pięknych i inteligentnych nastolatkach, choć jego ataki nie mają podłoża seksualnego. Wszystkie uczennice kończą tak samo – z nożyczkami krtani. Bezsilna policja wkrótce nadaje zabójcy pseudonim. Jako scissorman Yasunaga kontynuuje swoją krwawą działalność. Zupełnie niespodziewanie, w trakcie obserwacji kolejnej ofiary ktoś ich ubiega i jakby tego było mało, sposobem dokonania zbrodni podszywa się pod oryginalnego scissormana. Rozpoczyna się gra między wybitnie opanowanym Yasunagą, a sprytnym, lecz dającym się pochłonąć emocjom naśladowcą. Dlaczego zabił Yukiko i czemu dziewczyna tak bardzo przypominała Chikę? Wreszcie co stoi za suicydalnymi skłonnościami tej drugiej? Czy skrywający swą tożsamość za nożyczkami, beznamiętny Yasunaga faktycznie jest tu – jak sam twierdzi – dla niej?
Na wstępie wypadałoby zauważyć, że widz oczekujący surrealistycznego gore srogo się „Hasami otoko” zawiedzie. Reżyser, który jest także współtwórcą scenariusza (opartego na kanwach powieści Masayuki Shuno), tym razem wszystko postawił na jedną kartę – fabułę. To jej podporządkowana jest wizualna wstrzemięźliwość, brak szokowego factoru, czy w końcu uderzająca emocjonalnym zobojętnieniem, mistrzowska gra wiodącej pary aktorskiej. Kłamstwem byłoby jednak utrzymywać, że nie da się tu wyczuć ręki starego Ikedy. Dzięki niemu sceny gdy zmęczona psychiczną wegetacją, niedoszła samobójczyni sunie leniwie ulicą nabierają lekko abstrakcyjnego, niepowtarzalnego charakteru…
Mroczną uliczkę rozświetlają błyski piorunów. Zdołowana, skąpana w strugach ulewnego deszczu kobieta oddala się w bliżej niesprecyzowanym kierunku, do miejsca które zwykła nazywać domem. Tylko co tak naprawdę łączy ją z Yasunagą? Ledwie dostrzegalna nić zależności i pozornie błahe niuanse mnożą się w ekspresowym tempie, gdzie jednak spoglądać, by odkryć decydującą kartę nim zrobią to przed nami twórcy? Chłodne objęcia przewlekłej depresji zdają się występować ze szklanego ekranu, bo tam gdzie kończy się smutek, a perspektyw na lepsze jutro nie widać, początek swój bierze zobojętnienie. Emocjonalny szok, fałszywe poczucie winy, brak zgody na to, co i tak już miało miejsce. Dołującą tematykę Ikeda potęguje leniwym tempem akcji, w której brak zbędnych przestojów, niemniej wszystko jest jakby celowo splamione zwyczajnością. O ile szarość egzystencji byłaby melancholijna sama z siebie, o tyle cały ów bezsens w „The Man Behind the Scissors” uwypukla dławiące poczucie winy. Patrząc na całokształt, doprawdy trudno wyobrazić go sobie bez sugestywnej muzyki Hondy – smętnych, jazzowych melodii, tylko niekiedy agresywnych, będących rozwinięciem dla psychodelicznego tła.
Uwaga! W tym akapicie pojawią się spoilery!
Tematycznie obraz Ikedy stosunkowo bliski jest wyreżyserowanemu przez Kiyoshiego Kurosawę „Doppelgangerowi” z 2003 roku. Bada problem rozdwojenia jaźni, zbrodni dokonywanych przez osobowość, do posiadania której chory nie przyznaje się nawet sam przed sobą. W ten sposób koegzystowali Chika i animowany przez nią, zmarły Yasunaga. Mężczyzna funkcjonuje jako reminiscencja jej ojca, który dużo wcześniej popełnił samobójstwo, a o co obwinia się główna bohaterka. Temu też warto dokładnie zwrócić uwagę na cechy ofiar wybieranych przez mroczne alter-ego kobiety. Motywy działania zabójczyni; choć ona sama zdaje się być wyzutą emocjonalnie, pustą skorupą; są jak najbardziej przekonujące i mają charakter kary. Głębokie poczucie winy zmusza nieszczęśniczkę do krzywdzenia siebie, paradoksalnie jednak nie chce umierać. Następuje więc freudowskie przeniesienie i cel agresji zmienia się tak, aby mogła zatopić ostrze w szyi kogoś, kto choć trochę ją przypomina. Lecz oto nagle między dziewczyną, a wyimaginowanym zabójcą staje ktoś trzeci – naśladowca. Konfrontacja z mordercą Yukiko nie tylko pozwoli jej wejść w błogosławiony stan uświadomienia, ale i wskaże drogę do bram odkupienia. Samotność zadecyduje wprawdzie o rezurekcji jej krzywych odbić, ale będzie to swoista próba i zarazem pożegnanie ze scissormanem… maniakiem który umiera wraz z odejściem zniekształconego wizerunku ojca. Uzyskała rozgrzeszenie, ale prawdziwy sens życia odnajdzie dopiero wtedy, gdy nauczy się rozmawiać z innymi. Co więcej, odpowiedni facet jest w zasięgu ręki – wystarczy tylko nawiązać kontakt. Historia ma więc i pozytywny wydźwięk, tak daleki od hollywoodzkich, beznadziejnie cukierkowych happy endów.
Koniec spoilerów.
Przechodząc do podsumowania, należałoby wybaczyć twórcom drobne potknięcia, jak chociażby moment samobójczego lotu ku betonowej kostce chodnikowej. Także nieco przerysowana, humorystyczna kreacja młodego gliniarza średnio komponuje się z dołującą fabułą, niemniej znajduje to jasne uzasadnienie w ostatnich minutach filmu. Reszta jest miodem dla szarych komórek. Cierpliwy widz dostanie bowiem to, na co tak bardzo liczy: skomplikowany dreszczowiec kryminalny i ambitny psycho-dramat, a wszystko w jednym, cholernie frapującym tytule.