Filmy

« powrót
School Night Massacre
(Death Academy)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Daniel Lehmussaari
Scenariusz: Daniel Lehmussaari
Produkcja: Szwecja
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Oden Nilsson, Johnny Olsson, Pauli Raitaniemi
Obsada: Ode Nilsson
Ulrica Heden
Sigfrid Josefsson
Mikael Strindsson

Ilość nie zawsze przechodzi w jakość – zasada ta odnosi się także do fali slasherów (kolejnej już) jaka ogarnęła kino grozy w ostatnich latach. Choć wysyp ten zaowocował powstaniem kilku naprawdę niezłych produkcji, przyniósł też masę ciężkiego do strawienia chłamu pokroju  „DeadHouse” czy  „Motor Home Massacre”. Ale nie poddawajcie się moi drodzy, buszowanie pośród filmów spod znaku stalk ‘n slash z rozmaitych stron świata może doprowadzić do bardzo ciekawych odkryć, nie na co dzień można się przecież natknąć na taką perełkę jak szwedzki horror „Death Academy”. Reżyserem tego świetnego obrazu jest Daniel Lehmussaari, dla którego był to już drugi slasher w karierze (po „I vädurens skugga” z 2003 r.). Hasło reklamowe „school doesn’t have to be dull, it can be also decapitating!” zostało przez twórców potraktowane bardzo dosłownie …
 
Przed dziesięcioma laty w jednej ze szwedzkich szkół doszło do prawdziwej jatki – seryjny morderca zabił cztery osoby. Teraz skazany za ten czyn Niklas opuszcza więzienie, a swą historię opowiada grupie uczniów piszących referat na temat masakry sprzed lat. Jak się okazuje, Niklas jest niewinny, a prawdziwym mordercą jest obecny dyrektor szkoły. Młodzi ludzie postanawiają dojść do prawdy włamując się na teren placówki w celu przeszukania gabinetu pryncypała, w nadziei odnalezienia dowodów jego winy. Szybko okazuje się, że nie są sami w mrocznym budynku, a zamaskowany morderca zrobi wszystko, aby nieznane fakty na temat makabrycznej historii nie wyszły na światło dzienne.

Generalnie rzecz biorąc „Death Academy” nie odbiega od slasherowych schematów: mamy grupę młodzieży systematycznie uszczuplaną przez zamaskowanego mordercę. Strój killera innowacyjny nie jest – kurtka, kaptur i maska upodabniają go do zbrodniarza z „Urban Legends”. Ogromnym atutem filmu są natomiast sceny gore, zarówno ich liczba jak i różnorodność robi ogromne wrażenie. Twarz zmiażdżona gaśnicą, poderżnięte gardło czy siekiera wbita w głowę to zaledwie niektóre spośród krwawych scen jakie dane nam będzie zobaczyć w horrorze Lehmussaariego, a ich wykonanie jest bardzo dobre (może prócz zbyt jaskrawego momentami koloru krwi), zwłaszcza biorąc pod uwagę niewielki budżet filmu – miłośnicy gore będą wniebowzięci. Jak już wspomniałem, „School Night Massacre” w dużej mierze powiela utarte slasherowe wzorce, jednak ... tylko do czasu. Końcówka jest bowiem niezwykle ciekawa – samą tożsamość mordercy stosunkowo łatwo odgadnąć, ale potem czeka nas jeszcze interesujący twist oraz zakończenie, w którym Lehmussaari dowiódł, iż kiedy trzeba potrafi zarzucić skostniałe schematy i postawić mocną kropkę nad „i”.

Kwestią bardzo problematyczną jest ścieżka dźwiękowa. Różnorodność muzycznych gatunków jest bowiem w „Death Academy” ogromna – od typowych elektronicznych motywów używanych do budowania napięcia, przez średniej jakości muzykę trance aż po kilka rockowych kawałków. Nie wszystkie spośród tych utworów komponują się z mrocznym klimatem skąpanej w nocnych mrokach szkoły, tym bardziej, iż wykorzystane zostały w kluczowych momentach (pościgi mordercy za ofiarami, końcówka). Mimo wszystko dzięki tak dużej różnorodności ścieżka dźwiękowa „School Night Massacre” pozostawi coś pozytywnego w pamięci każdego spośród widzów.

Jeśli chodzi o słabe strony „Death Academy”, wskazać trzeba przede wszystkim na aktorstwo. Co prawda jest to ostatnia rzecz jakiej czepiałbym się w przypadku niskobudżetowej produkcji, jednak słabe odegranie swych ról przez większość aktorów rzuca się w oczy dość mocno. Niektórzy mogą też narzekać na schematy które powiela Lehmussaari przez większą część swojego filmu, jednak – jak już wspomniałem – rekompensuje to zaskakująca końcówka.

Nie pozostaje mi nic innego jak wezwać złaknionych krwi miłośników kina grozy, w szczególności slasherów, do zajęcia miejsca przed ekranem i zapoznania się z „Death Academy”. Jest to produkcja bardzo dobra, klimatyczna i krwawa, a na tle posuchy jaką obserwujemy w ostatnich latach w podgatunku film Lehmussaariego jawi się niemal jako arcydzieło. Dla fanów kina stalk ‘n slash jest to pozycja absolutnie obowiązkowa, nie wątpię jednak, iż także widzowie średnio gustujący w tym dosyć schematycznym podgatunku będą w stanie docenić jej atuty.

data: 01:35; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |