Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
King of the Lost World
(Król zaginionego świata)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Leigh Slawner
Scenariusz: Carlos de los Rios, David Michael Latt
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Ralph Rieckermann
Obsada: Bruce Boxleitner
Jeff Denton
Rhett Giles
Steve Railsback

Samolot pasażerski rozbija się na pustkowiu nieopodal dzikiej dżungli. Grupa pasażerów postanawia ruszyć w głąb dżungli w poszukiwaniu pomocy, jednak dane będzie im zmierzyć się z gigantycznymi owadami, dzikimi plemionami oraz prawowitym królem dżungli – Kongiem. Czy komukolwiek uda się wyjść cało z tych opresji?

„Król zaginionego świata” w dużym stopniu oparty jest na powieści sir Arthura Conana Doyle’a – „Zaginiony świat”. Niestety, film Leigh Slawnera („Frankenstein Reborn”, „Beast of the Bray Road”) w porównaniu z wcześniejszymi ekranizacjami wypada bardzo słabo by nie powiedzieć tragicznie.

Obraz ten stworzony dla Sci-fi Channel miał za zadanie połączyć w jedno dwa filmy – wspomniany już „Zaginiony świat” oraz „King Konga”. Oczywiste jest, że z niezbyt dużym nakładem finansowym nie mogło z tego wyjść cokolwiek dobrego.

Aktorzy swoje role grają dość przeciętnie, bez przebłysków, brak tu specyficznego klimatu dzikiej dżungli, który towarzyszył wcześniejszym ekranizacjom. Ot grupa bohaterów spaceruje sobie przez lasek i nic poza tym, od czasu do czasu coś ich zaatakuje. Różnorodność stworów niestety została ograniczona do minimum. Jak wiadomo, w oryginalnym „Zaginionym świecie” zamieszkiwały różnorakie dinozaury oraz inne monstra, a w „Królu zaginionego świata” mamy do czynienia jedynie z przerośniętymi pająkami, skorpionami, smokopodobnymi potworami oraz wielką małpa – Kongiem. O wykonaniu kreatur nie będę nawet się rozpisywać, gdyż po prostu nie warto. CGI tak tandetne i słabe, że bardziej się można przerazić grając w „Wolfenstein 3D”.

Sam tytułowy Kong tak naprawdę niewiele robi, jest po prostu kolejną kreaturą, przed którą trzeba uciec i tyle. Fruwające smoki rodem z „Władców ognia”, tyle tylko że o wiele mniejsze i o wiele gorzej wykonane wzbudzają jedynie uśmiech politowania.

Reasumując, jeśli nie jesteście fanatykami filmów rodem z powieści Doyle’a, lepiej nie sięgajcie po tę pozycję, gdyż okaże się ona jedynie niepotrzebna stratą czasu.

data: 21:18; 13 listopada 2009     autor: Critters