Filmy
Scenariusz: David A. Prior
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2006
Muzyka: David M. Poole
Alissa Koenig
Peter Shelton
Kristi Pearce
Craig Seitz
Kolejny z całej masy niskobudżetowych zombie movies, choć zawierający pewne oryginalne elementy – tak najkrócej można scharakteryzować „Zombie Wars”, film Davida A. Priora, znanego z seryjnego kręcenia niskobudżetowych filmów akcji i horrorów (min. „Killer Workout” z 1986 r. i „Mutant Species” z 1995 r.). Zasiadłem przed telewizorem z niekłamaną nadzieją na ciekawy obraz o żywych trupach, który stanowiłby odskocznię dla remake’ów klasyków podgatunku i nowych mainstreamowych produkcji. Obok nadziei była też niepewność, jako że na wielu wyprodukowanych w ostatnich latach niskobudżetowych obrazach poruszających tematykę nieumarłych srogo się już zawiodłem. Jak było tym razem?
Ludzkość prowadzi wojnę z zombie. Zakładane są specjalne obozy wojskowe, w których dzieci od małego przysposabiane są do walki z nieumarłymi, a jest się czego bać – żywe trupy zbudowały swego rodzaju społeczność i wiele wskazuje na wzrost ich inteligencji. Poznajemy młodego żołnierza Davida, który odbija z rąk umarlaków … grupę kobiet. Jak się okazuje, zombie założyły nieopodal obozu farmę służącą do hodowania ludzi dla pożywienia. Wkrótce też zgłaszają się po swoją własność, atakując placówkę w dużej liczbie. Szturm zostaje ostatecznie odparty, ale wielu żołnierzy ginie. David trafia do niewoli wraz z jedną z odbitych wcześniej dziewczyn, wkrótce poznaje szokującą prawdę o założonej przez żywe trupy farmie – są bowiem ludzie, którym istnienie tego miejsca jest na rękę…
Już sam opis fabularny znamionuje, że nie będziemy mieli do czynienia ze zwykłym zombie movie. Mamy tu wątek sensacyjny, miłosny, a wszystko to klimatem przypomina bardziej film wojenny niż horror. Charakteryzacja żywych trupów jest co prawda dość dobra (niektóre „okazy” prezentują się wręcz rewelacyjnie), ale już pomysł ich inteligencji i organizacji społecznej jest wysoce kontrowersyjny. Jakże różni się to od wykreowanej przez George’a A. Romero w przełomowym dla podgatunku „Night of the Living Dead” wizji nieumarłych. Sam mistrz wstąpił co prawda na zaproponowaną przez Davida A. Priora ścieżkę w swym rok starszym „Land of the Dead”, ale nie zdecydował się na aż tak nietypowe i daleko idące zmiany w wizerunku żywych trupów jak reżyser i scenarzysta „Zombie Wars”. Czy było to dobre posunięcie tego ostatniego? Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony dostajemy coś oryginalnego, a z drugiej zombie zostają w pewien sposób odarte ze swojej groźnej otoczki, upodabniając się niebezpiecznie do swych ofiar.
Brakuje niestety także i napięcia, gdyż zdecydowanie przesadzono ze strzelaninami – żywe trupy kładą się łatwo pod kulami żołnierzy, przez dłuższy czas nie stwarzając większego zagrożenia. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że gdy już dopadną swej ofiary, rozprawiają się z nią bardzo krwawo. Efekty gore są w większości świetnie dopracowane, wrażenie robi zwłaszcza rozszarpywanie wnętrzności. Przyczepić się mogę jedynie do dekapitacji, wyraźnie wspomaganych cyfrowo. Natomiast aktorstwo i muzyka są elementami „Zombie Wars” które można opisać bardzo krótko, gdyż nie wyróżniają się niczym specjalnym, ale i nie są tragiczne, nie pogarszają zatem ogólnego wrażenia po seansie – a to już coś.
Kreśląc te słowa wciąż rozmyślam nad wystawioną przeze mnie ostateczną oceną tego obrazu, gdyż mało który zombie movie wprawił mnie ostatnimi czasy w takie zakłopotanie. Nie można mu odmówić oryginalności i niezłych efektów wizualnych, ale inteligentne zombie, brak napięcia i zbyt duża ilość strzelanin ciążą mocno po drugiej stronie wagi. Czynnikiem decydującym okazał się jednak brak tego, czego oczekuję od reprezentujących ten podgatunek filmów przede wszystkim – klimatu i odpowiedniego przedstawienia nieumarłych, stąd też tylko „czwórka”. Nie chcę jednakowoż zniechęcać zwolenników zombie movies do zapoznania się z obrazem Priora, gdyż mogą odebrać przyjętą przez reżysera konwencję znacznie bardziej entuzjastycznie niż ja.