Filmy
Scenariusz: Thomas J. Moose
Produkcja: Wielka Brytania
Rok produkcji: 1998
Lee Simpson
Robert Taylor
Jakkolwiek uwielbiam zombie movies i jestem w stanie znieść w tej materii wiele, są jednak filmy o których wolałbym jak najszybciej zapomnieć. A już najbardziej żałuję tego, iż dałem się wmanewrować w seans „Zombie Toxin” w reżyserii Thomasa J. Moose’a, jednego z najgłupszych obrazów jakie w życiu oglądałem. Niech ta krótka recenzja będzie przestrogą przed sięgnięciem po tytuł, dla opisania którego brakuje mi wręcz właściwych słów.
Mieszkający na farmie morderca oraz jego służący przypadkowo uwalniają do rzeki substancję zamieniającą ludzi w żywe trupy. Wkrótce pojawiają się pierwsi zarażeni, a sytuację próbuje wykorzystać… Adolf Hitler, rozpoczynając produkcję i dystrybucję wina dokonującego przemiany w zombie. O reszcie idiotycznych pomysłów pana Moose’a musicie się przekonać sami, jeśli macie tyle odwagi rzecz jasna.
Idiotyzm goni tu idiotyzm, a cienia sensu w tym nie widać. Rzecz jasna, można bronić film mówiąc, iż taka jest konwencja, ale taką argumentacją można próbować uzasadniać dosłownie wszystko. A fakty są jakie są – otrzymujemy tutaj stek kretyńskich scenek prezentujących humor na najniższym możliwym poziomie, koszmarnie drewniane „aktorstwo” oraz muzykę żywcem wyjętą z animowanych bajek Disneya. Co ciekawe, wszystko to oblane jest ogromną ilością krwi, jednak wykonanie scen gore jest pożałowania godne, o wiele gorsze niż we wczesnych filmach Andreasa Schnaasa (!). To, czego nie można „Zombie Toxin” odmówić, to obecność kilku scen wprawiających w osłupienie, bądź to za sprawą głupoty (latająca butelka z winem ścigająca bohaterów), bądź pomysłu i wykonania (scena defekacji żywego trupa).
Pod względem kiczu, głupoty i niepoprawności politycznej z „Zombie Toxin” konkurować mogą tylko najgorsze filmy Tromy. Nie rozumiem zupełnie co przyświecało twórcom tej żenującej produkcji, choć światło na ich intencje rzucić może slogan reklamowy: „Monthy Python meets Dawn of the Dead”. Ktoś tu miał ambicje, ale za grosz talentu…
Reasumując, „Zombie Toxin” to jeden z najgorszych knotów z jakimi miałem nieprzyjemność się zetknąć. Po obejrzeniu tego żałosnego „filmu” znacznie łaskawszym okiem patrzę na takie produkcje jak „Zombie Cult Massacre” czy „Die Zombiejäger”, bowiem w porównaniu z obrazem Moose’a jawią się one jako znakomite wręcz obrazy. Mam nadzieję iż udało mi się wybić Wam z głowy pomysł obejrzenia „Zombie Toxin”. Zapewniam, nawet fanatycy Tromy będą zdegustowani, gdyż mocny wyraz, energia i pomysłowość takich filmów jak „Class of Nuke’em High” czy „Maniac Nurses Find Ecstasy” zostały tu zastąpione skrajnym i kompletnie niestrawnym idiotyzmem.