Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Killing of America, The
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Sheldon Renan, Leonard Schrader
Scenariusz: Chieko Schrader, Leonard Schrader
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1982
Muzyka: W. Michael Lewis, Mark Lindsay
Obsada: Chuck Riley
Ed Dorris
Thomas Noguchi
Sirhan Sirhan
Wayne Henley
Ed Kemper
David Berkowitz
Ted Bundy
John F. Kennedy
John Lennon
Charles Manson
Charles Whitman

Szum policyjnego radia. Głos z offu powtarza: „Drop your gun”. Czarnoskóry mężczyzna, ubrany w brązowy garnitur nonszalancko opiera się o ścianę. W ręce trzyma rewolwer. Dwaj policjanci celują w jego kierunku. Powtarzają polecenie, ze słyszalnym podenerwowaniem w głosie. Mężczyzna porusza się nieznacznie. Słychać strzały. Jego ciało pada na ziemię. Nagranie zostaje przerwane.

Plansza tytułowa pojawia się wraz z dźwiękiem fortepianu. Przenikają początkowe napisy. Pojedyncze uderzenia w klawisze zaczynają mieszać się ze toczonymi przez radio rozmowami i tandetną muzyką rodem z taniego horroru.

Widzimy ociekającą mrokiem sieć ulic. Mętne światło latarni. Wytarte chodniki, oddychające spalinami przez długie i głębokie pęknięcia. Ponad tym obrazem wisi potężny śmigłowiec. Co chwila z ulgą zniża się i głaszcze przemoczone ulice wąską i ostrą smugą światła.

Tak rozpoczyna się „The Killing of America” jeden z najczęściej omawianych, a zarazem najrzadziej pokazywanych filmów wpisujących się w nurt mondo. Wyprodukowany jako koprodukcja amerykańsko-japońska – nigdy nie doczekał się oficjalnej dystrybucji w USA. 
Oprócz Sheldona Renana, reżyserią filmu (oraz scenariuszem) zajął się Leonard Schrader, brat słynnego amerykańskiego scenarzysty Paula Schradera (współpracownika Martina Scorsesego, na podstawie scenariuszy którego powstały takie dzieła reżysera, jak, „Ostatnie kuszenie Chrystusa”, „Ciemna strona miasta” czy legendarny „Taksówkarz”). Klimat tego ostatniego da się niekiedy wyraźnie odczuć w poszczególnych scenach „The Killing of America”.

Film posiada wewnętrzny podział na kilka części. Pierwsze odsłony prowadzą nas przez problem dostępu do broni palnej w USA. Publicystyczny, skądinąd temat zmienia się nagle, gdy widzimy serię udanych i nieudanych zamachów, prowadzonych przeciwko czołowym politykom amerykańskim. W tej części największe wrażenie robią niepublikowane w mediach, wyjątkowo drastyczne ujęcia z zamachu na prezydenta Kennedy’ego. Oprócz wstrząsu, jakiego doznajemy przez beznamiętne przedstawienie tego obrazu – robi na nas wrażenie wymowa tej sceny. Oto Ameryka, napawa się widokiem śmierci swojego najdoskonalszego, chodzącego symbolu. Kolejne odsłony filmu prowadzą nas przez znane (również w Polsce) przypadki snajperów, masowych morderców strzelających bez wyraźnego powodu do przypadkowych ofiar. Kolejnym rozdziałem (w moim przekonaniu najbardziej interesującym) są „szaleni zbawcy”. Reżyser włącza w ich grupę Davida Berkowitza (lepiej znanego jako Syn Sama), Herberta Mullina oraz Charlesa Mansona wraz z przedstawicielkami „Rodziny”. Związek wiary, szaleństwa, strachu i brutalnych mordów, jaki udaje się zarysować reżyserowi w tej części budzi autentyczny niepokój i zmusza do refleksji. Najmocniejszym akcentem w tym rozdziale jest wątek poświęcony sekcie Jima Jonesa, wraz z szokującym epilogiem w postaci masowego samobójstwa 909 osób. W dalszej części filmu przedstawione zostają nam portrety słynnych seryjnych morderców dokonujących zbrodni na tle seksualnym (składające się między innymi z fragmentów procesu Teda Bundy’ego i wywiadu z Edmundem Kemperem). W finale stykamy się z zabójstwem Johna Lennona.

Mimo, że od omawiany przeze mnie obraz ujrzał światło dzienne ponad 25 lat temu – nie da mu się odmówić tego, ze do dziś zachował swoją moc oddziaływania na odbiorcę. Nawet dla współczesnego widza może się okazać wstrząsające, jak zdemitologizowany obraz Ameryki wylewa się z kadrów „The Killing of America”. Siła przebicia, jaką posiada omawiany tu film skłania mnie do przyznania jego twórcom, że stworzyli dzieło, które nie tylko się nie starzeje, ale również śmiało wytrzymuje porównanie z takimi komentarzami do fenomenu kultury przemocy w USA, jak choćby współczesne (nota bene – wyraźnie w wielu momentach inspirowane „TKOA”) „Zabawy z bronią” Michaela Moore’a.

Warto również dodać, że w przeciwieństwie do wielu pozycji z cieszącego się dwuznaczną sławą nurtu video mondo, omawiany tu film nie stawia sobie za podstawowy cel wzbudzenia obrzydzenia widza, przez odniesienie się do jego najbardziej prymitywnych instynktów. Nie ma tu miejsca na zabawę w zaspokajanie niezdrowej ciekawości, jak odbywało się to przy okazji premier obrazów takich jak „Faces of Gore” czy „Faces of Death”. Twórcy „The Killing of America” posuwają się dalej – zamiast tracić energię na urządzenie kolejnego ekranowego odpowiednika Nagród Darwina – swój obraz budują przede wszystkich na ostrych tezach i nieoczywistych rozpoznaniach, które wspierają dopiero szokującym materiałem wizualnym. Korzystanie z drastycznych ujęć zyskuje sobie tu pewne uzasadnienie, gdyż ciągle prowokuje się widza do dyskusji, przez zadawanie mu coraz trudniejszych i coraz mniej wygodnych pytań.

Poczucie dyskomfortu towarzyszy widzowi niemal przez cały seans. Drażni chłodny sposób ujęcia i niepokojący klimat. Niepokojący – głownie dlatego, że przedstawione nam materiały najczęściej są doskonale znane, jednak kontekst, w jakim zostają postawione, sprawia, że stają się one dla nas obce i trudne do pojęcia. Beznamiętny głos narratora przyprawia o ciarki – szczególnie zapada w pamięć, gdy zestawiony jest z kolejnymi, przejmującymi scenami śmierci, które dane jest nam obserwować.

Z tych i innych powodów – trudno być wobec tego filmu obojętnym. Przedstawienie szokujących scen przemocy na tle wysoce zurbanizowanych metropolii amerykańskich stanowi temat sam w sobie. Reżyser w dużej mierze wzbrania się przy tym przed demagogicznym sposobem przedstawiania poszczególnych wątków (nie jest oczywiście całkiem wolny od tego zarzutu, ale do Michaela Moore’a mu daleko). Przyjmuje on raczej zasadę stawiania pytań, niż sugerowania prostych odpowiedzi. Kreśli przy tym bardzo złożony obraz problemu, który powraca w myślach przez wiele godzin po zakończonym seansie.

Problematyczny i dwuznaczny jest również finał filmu. Obserwujemy w nim zebrany tłum, opłakujący śmierć i przerwaną karierę jednego z największych idoli kultury popularnej – Johna Lennona. Z jednej strony dociera do nas autentyczny żal i współczucie po śmierci idola połączony z podziwem dla jego dzieła. Z drugiej jednak – mamy przed oczyma widok tłumu, który kreuje i wynosi na szczyt kolejnego przywódcę (duchowego, politycznego, moralnego) po to, aby samemu oczyścić się przez jego śmierć. Wspomniana dwuznaczność jest szczególnie silnie zaakcentowana w scenie, w której tłum opłakujących Lennona fanów modli się dla uczczenia jego pamięci, a z głośników słychać jeden z największych przebojów eksbeatlesa – „Imagine”, który w tym kontekście brzmi co najmniej przewrotnie. Znów powracają pytania o związek sławy, religii i zbrodni we współczesnym świecie. Tego rodzaju sceny i taki sposób dialogu z widzem stanowią o sile obrazu Sheldona Renana.

Kilka wątków osłabia jednak wydźwięk filmu. Niektóre sekwencje wydają się być włączone do obrazu na siłę. Pozbawione kontekstu mogą być odbierane przez widza mechanicznie i bez szczególnego zainteresowania. Nie ma przy tym okazji, aby zastanowić się nad nimi w szerszym kontekście. Niekorzystnie wpływa to na spójność filmu.

Widzowie, których nie interesuje problematyka mondo video oraz ortodoksyjni wyznawcy konwencjonalnego kina grozy mogą sobie „The Killing of America” odpuścić. Wszystkich innych do tego filmu zachęcam, jest to bowiem jeden z najbardziej niepokojących i szokujących obrazów, z jakimi miałem do czynienia we wspomnianym nurcie. Spełnia doskonale jego założenia i staje się do tego przyczynkiem do dialogu na temat strachu, tego jak powstaje, jak się rozwija i jak przybiera masową skalę. Warto obejrzeć także ten film także dlatego, aby zobaczyć jak obraz przygotowany w dokumentalnej formie dorównuje w kwestii komentowania ludzkich lęków i najmroczniejszych ludzkich skłonności najlepszym, rasowym horrorom.

data: 14:46; 12 listopada 2009     autor: Duffyd