Filmy
Scenariusz: Bruce Cameron, Christopher Stone
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2000
Muzyka: Tim Jones
Corbin Bernsen
Bridgette Brooks
Andrea Langi
Slasher od niedawna przeżywa swoją drugą młodość i to widać na pierwszy rzut oka. Coraz częściej mamy do czynienia z rewelacyjnymi, lub przynajmniej dobrymi pozycjami z tego gatunku. Nie trzeba jednak sięgać daleko wstecz by zobaczyć, że jeszcze nie dawno zamaskowani mordercy leżeli i kwiczeli zjadając swoje własne ogony. Mnożące się pomysły oparte na jednym schemacie kopiowały same siebie tworząc bezkształtną papkę, z której wyłaniali się coraz to śmieszniejsi mordercy – niektórzy nosili maski kupidynków, inni przebierali się za pilotów samolotu… a jeszcze inni mieli po prostu instynkt.
W małym miasteczku w USA przed piętnastu laty doszło do krwawego zdarzenia. W akcie zemsty mieszkańcy zabili pojmanego wcześniej przez policje psychopatycznego mordercę. Zabili… lub tak się im przynajmniej wydawało, gdyż wiele lat po tym zdarzeniu grupka młodych ludzi włamuje się do kliniki, w której go przetrzymywano, by spędzić tam noc i zagrać w upiorną grę. Wkrótce jeden po drugim zaczynają znikać w tajemniczych okolicznościach, a wszystkie drogi ucieczki z domu zdają się być odcięte. Czyżby morderca sprzed lat powrócił na stare śmieci?
Na „Instynkt mordercy” trafiłem zupełnie przypadkowo. Pewnego sobotniego wieczoru z nudów włączyłem telewizje, zobaczyłem że na jednym z kanałów leci jakiś film więc postanowiłem zawiesić na nim oko, ot tak tylko dla zabicia czasu… Początkowo myślałem, iż mam do czynienia z filmem erotycznym, gdyż atmosfera i półprofesjonalne wykonanie były rodem z nisko budżetowych produkcji spod tego szyldu. Po chwili jednak zacząłem mieć wątpliwości, a gdy upłynęło następnych kilka minut doznałem olśnienia – toż to przecież horror jest! No właśnie horror, tyle że pozbawiony większości elementów, które winien posiadać. Klimat, jak już wcześniej wspomniałem, niezbyt pasuje do kina grozy, do tego „senne” zdjęcia i praca kamery jeszcze bardziej potęgują ten efekt. Film oparty jest o ograne już setki razy schematy, przez co najzwyczajniej w świecie będziemy się nudzić – w końcu jaką mamy frajdę, jeśli i tak wiemy co stanie się za chwilę? Twórcy nie potrafili także stworzyć namiastki napięcia ani grozy, niczym mnie nie zainteresowali i w efekcie jeszcze przed połową filmu miałem ochotę przerwać seans i dać sobie spokój z oglądaniem kiczu wciskanego mi przez reżysera i ekipę. Postanowiłem jednak niezmordowanie tkwić dalej przed telewizorem i łykać kolejne marne wyczyny zarówno bohaterów jak i mordercy. A te prezentowały się opłakanie- debilizm grupki nastolatków zamkniętych w klinice przerósł moje oczekiwania. Najpierw dzielny i jakże przystojny rycerz zbiera pozostałych przy życiu i każe im trzymać się razem. A co w takiej sytuacji robi panna, której chłopak przed kilkoma minutami został zaszlachtowany? Oczywiście rozhisteryzowana płacze i ucieka gdzieś od pozostałych w ciemne pokoje, chyba specjalnie po to, by ułatwić mordercy zadanie. Nie lepszym okazuje się dzielny rycerzyk, który zamiast ją olać lub ruszyć na poszukiwania wraz ze wszystkimi, oddaje swój pistolet innym i sam bezbronny rusza by sprowadzić ją z powrotem. Morderca pewnie aż zacierał ręce… Jednym słowem głupota aż zieje od tego obrazu i to nie tylko w kwestii zachowania bohaterów. Rozumiem, że slasher nie zawsze trzyma się praw fizyki, ale kilka morderstw, jakich dokonuje tutaj zamaskowany psychopata przechodzi najśmielsze granice – chwilami nawet czułem się, jakbym oglądał „Oszukać przeznaczenie”. Samo zakończenie również nie wypada zbyt przekonywująco i mogłoby być dużo lepiej przemyślane… No ale cóż, jak się kręci horror nie mając o nim bladego pojęcia tak to już wychodzi…
Szczerze powiedziawszy chyba nie ma osób którym mogę polecić ten film. Jeśli nie jesteś totalnie bezkrytycznym fanem slasherów to nawet po niego nie sięgaj. Jeśli zaś jesteś... to lepiej też nie, a czas jaki mógłbyś z nim spędzić przeznacz na poszukiwanie lepszego filmu. Nie zajmie Ci to dużo czasu, gdyż slasherów gorszych od tego jest naprawdę niewiele…