Filmy
(Martwe mięso)
Scenariusz: Conor McMahon
Produkcja: Irlandia
Rok produkcji: 2004
Muzyka: John Gillooley
David Muyllaert
David Ryan
Amy Redmond
Maggie Cassidy
Irlandzkie kino grozy to temat zupełnie obcy przeciętnemu widzowi. W rzeczy samej, nieliczne horrory z Zielonej Wyspy, takie jak „Zombie Genocide” (1993) czy „The Darkside” (2004), nie odniosły specjalnego sukcesu, pozostawiając Irlandię na uboczu światowej mapy kina grozy. Jednak i w tym pięknym kraju nie zabrakło rodzynków, z których aż dwa doczekały wydania w Polsce – obok „Shrooms” Paddy’ego Breathnacha z 2007 r. wyróżnia się „Dead Meat” Connora McMahona, jeden z najlepszych zombie movies jakie nakręcono w ostatnich latach.
Helena wybiera się wraz ze swym mężem na samochodową wycieczkę po Irlandii. Sielankę przerywa nagłe zderzenie się z pieszym na jednej z lokalnych dróg. Młodzi postanawiają zabrać poszkodowanego do auta i udzielić mu pomocy, tam jednak nieznajomy ujawnia swoją prawdziwą naturę – reanimuje się jako zombie i gryzie męża Helen, który wkrótce również dołącza do grona żywych trupów, powstałych w wyniku panującej w okolicy zarazy spowodowanej karmieniem krów skażonym pokarmem. Zrozpaczona dziewczyna będzie zmuszona walczyć o przetrwanie pośród irlandzkich wzgórz, a jej sprzymierzeńcem okazuje się Desmond, miejscowy grabarz.
Conor McMahon nakręcił znakomity zombie movie, w którym proporcje między horrorem a akcentami komediowymi są doskonale wyważone. Mamy tu więc momenty, których nie powstydziłby się wczesny Peter Jackson, takie jak oko wyssane odkurzaczem czy damski but wbity w głowę żywego trupa, ale i sekwencje z autentycznym napięciem i mrocznym klimatem, których kulminacją jest duszny i pełen grozy finał. To wszystko McMahon umieścił pośród zielonych irlandzkich wzgórz, perfekcyjnie eksponując atrakcyjne lokalizacje. Nie mogło oczywiście zabraknąć sporej dawki scen gore, które zostały wykonane bardzo dobrze – dekapitacje, odcięte kończyny i sceny ucztowania zombie na zwłokach będą prawdziwą gratką dla miłośników krwawych efektów. Nie gorzej wypada charakteryzacja żywych trupów, odpowiednio urozmaicona, ale zawsze bardzo efektowna.
„Dead Meat” prezentuje się bardzo dobrze pod względem aktorskim. Marian Araujo, David Ryan i David Muyllaert wykreowali wyrazistych bohaterów, za których widz z całą pewnością będzie trzymał kciuki w kolejnych starciach z żywą śmiercią. To duży atut, bo rzadko można powiedzieć niskobudżetowych produkcjach, iż aktorstwo stoi na poziomie profesjonalnym – a w „Martwym mięsie” tak właśnie jest.
Nazwisko Johna Gillooleya z pewnością nie powie wiele nawet zagorzałemu fanowi horroru, a stworzył on bardzo dobrą, choć pozbawioną muzycznych „fajerwerków” ścieżkę dźwiękową. McMahon zaufał tym samym kompozytorowi, z którym współpracował już wcześniej, bowiem Gillooley był odpowiedzialny za oprawę muzyczną „The Braineater”, nakręconego przez Connora McMahona w 2001 r. krótkometrażowego horroru, w którym poczuć możemy przedsmak „Dead Meat”.
Podkreślić należy, iż w „Martwym mięsie” pojawia się kilka dość nietypowych elementów wizerunku zombie. Niejednokrotnie rozmaite udziwnienia nie sprawdzają się i okazują się być wadą filmu, jednak w wypadku „Dead Meat” zostały one wprowadzone z rozwagą i bez zbytniego naruszenia konwencji zombie movies. Obserwujemy więc sen żywych trupów (zombie śpią na stojąco po zmroku), a także (co nie jest już taką nowością) zwierzęta-zombie. Te elementy niewątpliwie ubarwiają ten toczący się w niesłychanie szybkim tempie film, a dla miłośników nieumarłych tego typu „ciekawostki” mogą być jednym z elementów stanowiących o jego wartości.
Reasumując, „Dead Meat” to jeden z lepszych zombie movies nakręconych po 2000 r. Pozycję tę należy docenić tym bardziej, iż w ostatnich latach zasypywani jesteśmy lawiną miernych pozycji spod znaku żywej śmierci, takich jak choćby „Zombiez” czy „Die Zombiejäger”. McMahon stworzył horror niesłychanie „energiczny”, krwawy i trzymający w napięciu, nie szczędząc też ciekawego poczucia humoru. Nawet miłośnicy kina grozy nie będący szczególnymi zwolennikami zombie movies dadzą się zapewne uwieść irlandzkim wzgórzom, tym bardziej cieszy iż ta znakomita pozycja doczekała się wydania DVD (IDG) także w Polsce – i to z bogatymi dodatkami. Polecam!