Filmy

« powrót
Hostel
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Eli Roth
Scenariusz: Eli Roth
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Nathan Barr
Obsada: Jay Hernandez
Derek Richardson
Eythor Gudjonsson
Barbara Nedeljakova
Jana Kaderabkova

O „Hostelu” zapewne każdy z was już słyszał, był to bowiem jeden z tych niewielu horrorów o których swego czasu mówił praktycznie każdy. Często o filmie Rotha wyrażano się bardzo niepochlebnie, m.in. przez wzgląd na to, że nie bał się on złamać pewnego tabu dla produkcji kinowych. Chodzi tutaj o epatowanie przemocą z ukazaniem wszystkich szczegółów, estetykę gore…

Oczywiście już na długo przed premierą wiadomym było, że film zostanie zmiażdżony przez krytykę ludzi o słabych żołądkach, tudzież nerwach. Nie mogę jednak zrozumieć po co ktoś taki  biega do kina na tego typu filmy. Pomijając kwestię dosyć mocnych posterów i zarysu fabuły, to chyba nie jest ciężko wywnioskować czego należy się spodziewać po horrorze którego hasła reklamowe brzmią następująco:

„Witaj w swoim najgorszym koszmarze” (USA)

„Najstraszniejszy amerykański film ostatniej dekady” (wydanie dvd)

„Co jest najgorszym, co mogłoby się wydarzyć?” (Chiny)

„Staraj się nie wymiotować... przynajmniej nie w kinie” (Niemcy)

Dwaj młodzi amerykanie – Paxton i Josh – na wakacje postanawiają wyjechać do Europy. Już na starym kontynencie spotykają Oliego, który się do nich przyłącza. Od tej pory w trójkę wędrują po największych europejskich miastach celem poderwania możliwie jak największej ilości dziewczyn. W Amsterdamie spotykają człowieka który opowiada im o Bratysławie – mieście w którym z pewnością znajdą dużo pięknych i przede wszystkim szalonych kobiet. Po dotarciu do celu podróży i zakwaterowaniu się w miejscowym Hostelu okazuje się, że to raj na ziemi. Mężczyźni zdają się niczym nie przejmować – bawią się w najlepsze, imprezują całymi nocami i zaspakajają swoje seksualne zachcianki. Nie wiedzą, że wkrótce przyjdzie im tutaj doświadczyć czegoś, czego nie byliby sobie w stanie wyimaginować nawet w najgorszym koszmarze…

Co ciekawe pomimo ostrej fali krytyki „Hostel” okazał się kasowym hitem i przy niespełna pięciomilionowym budżecie zarobił na całym świecie grubo ponad 80 mln $. Można by to było oczywiście tłumaczyć totalnym bezguściem amerykańskich nastolatków (i wielu domorosłych krytyków właśnie w ten sposób próbuje sobie to wytłumaczyć) gdyby nie fakt, że jedynie niecałe sześćdziesiąt procent tej sumy to przychody z USA… z resztą jakoś ciężko mi uznać, że „Hostel” kierowany jest do przeciętnego nastolatka. Dlaczego?

Otóż dlatego, że rzeczywiście znalazło się tutaj kilka potwornie obrzydliwych momentów, które swoje apogeum osiągnęły w scenach w krematorium i odcięciu ofierze gałki ocznej bezwładnie zwisającej na wywierconym z wnętrza ciała nerwie wzrokowym. Przyznam szczerze, że efekt ten wywarł na mnie ogromne wrażenie, chyba po raz pierwszy w życiu poczułem się autentycznie obrzydzony w kinie. Widać więc gołym okiem (ach to oko… cały czas się przewija w tym akapicie; może to już jakieś skrzywienie psychiczne z mojej strony? ;)), że Roth zdecydował się nawiązać do japońskiego kina eksploatacji (które to notabene w kraju kwitnącej wiśni do dzisiaj cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem), a żeby nikt nie miał nawet najmniejszych wątpliwości co do jego intencji epizodyczną rolę zaproponował weteranowi japońskiego kina. Takashi Miike; bo o nim mowa; znany jest chyba wszystkim miłośnikom horroru. Jego „Gra wstępna” (w Polsce wydane dopiero po przeszło pięciu latach od premiery światowej), „Ichi the Killer”, „Yakuza Horror Theater: Gozu”, „Visitor Q”, „Izo”, czy nawet pastisz ghost story „One Missed Call” (w Polsce wydany również z żenującym opóźnieniem) to obrazy w środowisku fanów filmów grozy powszechnie znane, a dla wielu fanów twórczości Japończyka wręcz kultowe. Pojawia się on co prawda zaledwie w krótkim epizodzie, ale wypowiedziane przez niego słowa zapadają w pamięci na długo. Zapytany o to jak jest w miejscu kaźni bogu ducha winnych ofiar ze stoickim spokojem, ale zarazem wyraźnie widocznym zadowoleniem na twarzy odpowiada „bądź ostrożny… możesz tam wydać wszystkie swoje pieniądze”,  po czym wskazując na zdewastowane ruiny starej fabryki dodaje „…właśnie tam”. Słowa te zwiastują to, co zaraz ma się wydarzyć… a wydarzy się wiele, bowiem przekroczenie progów ponurych ruin równa się z zanurzeniem w czeluściach najmroczniejszych ludzkich zachcianek. Tutaj przestają obowiązywać jakiekolwiek normy moralne, a do głosu dochodzą najprymitywniejsze ludzkie instynkty.  Żądza mordu, czy chęć znęcania się nad bezbronnymi to posępna wizja codzienności tego przerażającego miejsca…

Oczywiście nie ma się tutaj co doszukiwać jakiegoś głębszego przesłania, drugiego dna. Film ten nastawiony jest na szokowanie widza, podobnież z resztą jak większość filmów gore i jak mam być szczery to jednak pomimo wszystko wolę gore zaserwowane w odrobinę inteligentniejszy sposób. W wypadku „Hostela” twórcy wyraźnie skupili się na szokowaniu widza, ale na całe szczęście udało im się wytworzyć również i potężny ładunek napięcia, szczególnie w drugiej połowie filmu. Dużą zasługę ma w tym konstrukcja omawianego obrazu. Zaczyna się on niczym typowa, młodzieżowa komedia ociekająca głupawym humorem i erotyzmem (stąd też często porównywana jest do „EuroTripa” – zwariowanej komedii w której grupa nastolatków również podróżowała po całej Europie), a potem stopniowo przeradza się w typowy, sadystyczny obraz spod znaku gore. Przyjaciele zaczynają znikać bez śladu jeden po drugim, po miasteczku włóczą się grupy biednych dzieci przy okazji spotkania z którymi najbezpieczniej jest im oddać jakiś fant, a to co z początku wydawało się być utopią zaczyna się wydawać coraz dziwniejsze…

W końcu miłośnicy krwawych efektów otrzymują makabryczne obrazy tortur z użyciem przeróżnych narzędzi i sceny w krematorium, gdzie utylizuje się ciała ofiar… nie będę ukrywał, że byłem już po tym wszystkim nieźle nakręcony, a to jeszcze nie koniec… tuż potem następuje bowiem próba ucieczki głównego bohatera z miejsca kaźni, co przy odpowiednim podkładzie muzycznym i nienajgorszej grze aktorskiej potrafi wbić widza we fotel i nie pozwala odetchnąć przez dosyć długi kawałek czasu. A czy komukolwiek uda się opuścić to miejsce?

Odpowiedź na to pytanie poznacie na filmie. Ze swojej strony mogę was jedynie zapewnić, że seans z „Hostelem” z pewnością nie okaże się dla was czasem straconym, o ile oczywiście nie obcy jest wam termin kina ekstremalnego. Miłośnicy tego typu produkcji znajdą tutaj dla siebie wiele atrakcji, inni ten seans mogą sobie darować. Mnie natomiast cieszy jedno. Eli Roth pokazał jaki rodzaj horroru preferuje (tak na marginesie to jego „Śmiertelna gorączka” do przyjemnych w odbiorze obrazów raczej też nie należała) i ostatecznie przerwał w 2005 roku kiepski okres dla kinowych produkcji z pod znaku grozy; okres w którym liczyło się ukazanie możliwie jak największej dawki przemocy przy równoczesnym zerowym rozlewie krwi. Fani horroru w klasycznych jego odmianach powinni się więc czuć usatysfakcjonowani. Jest to bez dwóch zdań obok „Zejścia” Marshalla najlepszy kinowy horror 2005 roku i film który potrafi na długo zapaść w pamięci…

data: 23:13; 11 listopada 2009     autor: Dux

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomości suwałki | strzyżenie | Dzwonki | gzymsy | zdjęcia fryzur | zidane | suwałki praca | instalacje przeciwpożarowe | gry planszowe | Perfumeria | Projekty domów |
sprzedam psa kota | pisanie prac licencjackich | luksusowe apartamenty | myjnia kraków | konferansjerzy | kalendarze | dentysta warszawa |