Filmy
(Hyena)
Scenariusz: Grzegorz Lewandowski
Produkcja: Polska
Rok produkcji: 2006
Magdalena Kumorek
Jakub Romanowski
Horror w polskiej kinematografii to wciąż nowalijka. Ze świecą szukać przykładów dobrego kina grozy, wywodzącego się z naszej ojczyzny. A gdy już coś się trafi, to zazwyczaj ręce opadają a skatowane oczy kategorycznie wzbraniają kontynuowania poszukiwań. Starą i nienajlepiej wykonaną „Wilczycą” Marek Piestrak wygłodniałych amatorów rodzimej grozy nie nakarmi. Zresztą i mleko tytułowej bohaterki wraz ze sprawnie budowaną atmosferą i dobrą muzyką niosło jad karykaturalnej charakteryzacji, budzącej uśmiech politowania. Gdyby takowa wilczyce trafiła się Remusowi i Romulusowi pewnie by przeżyli, ale Rzym nigdy by nie powstał. Lecz nie o tym teraz, przynajmniej nie bezpośrednio. „Hiena” zawiera bowiem w sobie pewną, dodajmy jeszcze że tą lepszą, cząstkę „Wilczycy”, ale zarówno pod względem fabularnym jak i samym ujęciem tematu filmy te leżą od siebie daleko. Pamięć o niezależnym debiucie Grzegorza Lewandowskiego odkurzono nieco przy okazji zadomowiania się w naszych kinach „Pory Mroku”. I tym sposobem film, który wcześniej znałem jedynie ze zwiastuna kinowego wpadł mi w ręce. Popołudnie było szare i deszczowe, a hiena wygłodniała.
Robotnicze tereny Górnego Śląska. Pola, lasy, stare kopalnie wiejące chłodem i mrokiem z każdego zakamarka i obskurne kamienice. Bieda cicho piszczy w każdym kącie, by przeżyć trzeba codziennie parać się z losem, który do nikogo się nie uśmiecha. A zwłaszcza do Chłopca. Jego ojciec zginał bez śladu w kopalni, mówi się że popełnił samobójstwo, ale jego ciała nie odnaleziono. Matka szybko znajduje sobie kolejnych adoratorów, pijanych i brudnych. Chłopiec nie ma pojęcia po co to robi- z samotności, czy dla pieniędzy, których zawsze brakuje? Wyalienowany i zgorzkniały staje się jednym z uczestników piekła w piekle. Na tych paskudnych terenach znalezione zostają zwłoki dziewczynki. Nie wiadomo, kto jest mordercą, ale koledzy Chłopca przeświadczeni są, że to zbiegła z ZOO hiena. Silniejsza od innych hien, bardziej agresywna. Zabija ludzi i zakopuje ich w Martwym Polu, by nocami wygrzebywać nadpsute mięso. Wkrótce pojawia się kolejna ofiara a pobliskie lasy i mokradła zdają się skrywać własne tajemnice.
Narzekałem na polski horror, ale teraz biję się w pierś. Całokształt rzeczywiście prezentuje mierny poziom, ale „Hiena” okazuje się być nie lada perełką. Lewandowski ma serce do horroru, ma swój pomysł i, co chyba najważniejsze, ma swoje koszmary które pokazuje w świetny, daleki od dosłowności sposób. Jego film nie stanowi płaskiej historii silącej się na wystraszenie niedzielnego widza horrorów. To opowieść dająca się czytać na kilku płaszczyznach i na kilku płaszczyznach poruszająca odbiorcę. Raz chwyta za serce, raz a gardło, a oba sposoby ma dobrze wypracowane. „Hiena” nie jest horrorem w ścisłym tego słowa znaczeniu. Lewandowskiego chwali się w tym przypadku głównie za szukanie nowych dróg dla polskiego filmu grozy, co wcale nie jest takie oczywiste i chyba też nie słuszne. To kolejne spojrzenie na polską rzeczywistość z perspektywy dramatu jednostki i małego społeczeństwa, które zlewa się i przenika z rasowym horrorem. Robi to jednak tak płynnie, że w miarę postępowania fabuły coraz trudniej odróżnić pseudodokumentalnego stylu od fantasmagorii dziecięcego umysłu. Film przygnębia, przytłacza i duża w tym zasługa rewelacyjnie budowanej atmosfery. Perfekcyjnie dobrane lokacje oddają nastrój beznadziejności, braku perspektyw dla bohaterów żyjących jakby z dala od normalnego świata. Tułających się po brudnych, rozsypujących się domach i budowlach, gdzie nie ma miejsca na inne uczucia niż troska o następny dzień i strach. Kapitalne zdjęcia Arkadiusza Tomiaka chłodno prezentują relacje pomiędzy bohaterami, rozpad podstawowych więzi społecznych za dnia, by w nocy zmieniać się na odrealnione, oniryczne kadry z sennych koszmarów. Tutaj groza jest niemalże namacalna w każdej minucie. W nocy spowija serca bohaterów, a w dzień wcale nie jest bezpieczniej. Widz obserwuje film w skupieniu i drży z obawy o losy chłopca, bo obraz stanowi tak naprawdę rzeczywistość widzianą jego oczyma. Pozostałe postacie, łącznie z kreacją Borysa Szyca to bohaterowie drugoplanowi, choć ważni dla całej historii. Ich relacje i opowieści kształtują światopogląd Chłopca, są źródłem jego lęków i nadziei, która ledwie dostrzegalna majaczy gdzieś na horyzoncie. Lewandowski potrafił tak ściśle związać widza ze swoim bohaterem, że już po krótkiej chwili nie jest on obojętny widzowi, a w miarę rozwoju akcji ta więź się umacnia. I to jest olbrzymi atut filmu. Reszta postaci oprócz stanowienia cegiełek dla budowanego świata ma też nieco inne zadanie. Celowo pozbawione imion, opatrzone nic nie znaczącymi pseudonimami bądź krótkimi słowami jak „Matka”, „Mężczyzna”, stają się dla odbiorcy miękką gliną, z której ten może sobie uformować własnych bohaterów. Pewne kalki i umowna schematyczność tych postaci stanowią o możliwości odniesienia ich do twarzy znanych nam z codziennego życia. Bo zawsze tragedia i bieda mogą zapukać do okna, wszędzie może zginąć mała dziewczynka, a potem kolejna osoba i kolejna. Bo każdy ma swoją hienę, która czeka na niego w szczerym polu.
Spojrzenie na świat oczami zagubionego dziecka i zmierzenie się z jego koszmarami to pomysł godny pochwały. Dał możliwość wprowadzenia sporej liczby niedomówień fabularnych, które Lewandowski wyśmienicie wykorzystał. Ciężko tu odróżnić prawdę od fikcji, tak jak ciężko zrozumieć świat takiemu dziecku jakim jest Chłopiec. Delikatnie budowana groza łączy się z brutalną rzeczywistością i z kolejnymi minutami ona sama przybiera na intensywności. Odwołanie się do miejskich legend (w wydaniu czarnej wołgi i diabła w BMW), zaczerpnięcie motywów z dziecięcych lęków przed „złym wilkiem” i oprawienie tego wszystkiego w mroczną, acz pełną niejasności atmosferę dało piorunujący efekt. A niedokończone dialogi bohaterów dają widzowi wiele do myślenie. Z czystym sumieniem powiem, że dawno już nie natknąłem się na horror, który potrafi trzymać w napięciu od samego początku aż do ostatniej sceny. Który umie stawiać pytania i dawać tak wymijające odpowiedzi. „Hiena” potrafi to robić bardzo dobrze. Tu każda odpowiedź rodzi następne pytanie, każdy lęk dnia dzisiejszego miesza się z makabrycznymi przebłyskami z przeszłości, każdy bohater ma własną hienę. Niezależnie od tego, czy wygłodniała czeka na nas na podmokłych polach, czy czai się w mroku duszy i czeka by nas pożreć, gdy obumrzemy od wewnątrz.