Filmy

« powrót
Zhai bian
(Heirloom)
(Dziedzictwo)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Leste Chen
Scenariusz: Dorian Lee
Produkcja: Tajwan
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Jeffrey Cheng
Obsada: Terri Kwan
Jason Chang

Któż z nas nie lubi czasem obejrzeć jakiegoś azjatyckiego horroru...

Mówiąc o dalekowschodnim kinie grozy mamy na myśli albo ociekające krwią i bardzo często epatujące wręcz sadyzmem gore, albo straszące w bardziej subtelny sposób ghost story. „Heirloom” przynależy do tego drugiego podgatunku filmów grozy i jest dziełem wielce nietypowym. Stanowi ono bowiem połączenie horroru z dramatem, co często się nie zdarza. Zacznijmy jednak od początku...

...a na początku dostajemy przypisek o „Hsiao guei”, czyli sztuce hodowania duchów dzieci. Polega ona na karmieniu przez właściciela własną krwią martwego płodu, przetrzymywanego w specjalnej urnie. Duch takiego dziecka przynosi właścicielowi szczęście i pomyślność, a co potężniejsze duchy mogą nawet zabijać jego wrogów...

Właściwa fabuła filmu zaczyna się natomiast w momencie gdy James, młody architekt, dziedziczy w spadku stary dom. Wprowadza się do niego wraz z narzeczoną, Yo. Wkrótce po tym wspólnie zapraszają oni do siebie przyjaciół, żeby to uczcić. Ich szczęście nie trwa jednak długo, gdyż w domu zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a kolejni ludzie którzy przekroczyli progi owego domostwa zaczynają umierać w przerażający i nie dający się racjonalnie wyjaśnić sposób.

Szczerze mówiąc, ciężko mi było w tym przypadku przybliżyć fabułę na tyle, żeby potencjalnych chętnych zainteresowała, a żeby jednocześnie nie zdradzić im tyle szczegółów, by podczas seansu zbyt szybko zaczęli kojarzyć fakty. Linia fabularna jest bowiem na tyle ciekawa i zawiła, że nudzić się nie będziecie, o ile oczywiście o owym tytule nie dowiecie się zbyt wiele zanim zaczniecie go oglądać.

Jak to zwykle bywa w tego typu historiach, twórcy przede wszystkim próbują stworzyć mroczny klimat. Czy w tym wypadku im się to udało?

Moim zdaniem tak, gdyż większa część filmu dzieje się w starym, skrywającą jakąś tajemnicę domostwie. Widz od samego początku przeczuwa, że coś jest nie tak, a to działa na wyobraźnię. Oglądając obraz Chen’a niemal, że od pierwszych minut zacząłem snuć teorie o tym, co to może być za zagadka i jak będzie się prezentowało jej rozwiązanie. Tradycyjnie jednak pomyliłem się, a odpowiedzi na moje pytania bardzo mnie zaskoczyły. Film jest więc mało przewidywalny, a to – w moim mniemaniu – ogromna zaleta. Wracając jednak do klimatu – jest zagadkowo i bardzo tajemniczo, ale czy strasznie?

Moim zdaniem nie bardzo i to jest właśnie największy zarzut jaki można postawić filmowi. Momentami co prawda przeszły mi po plecach ciarki, ale były to sytuacje okazjonalne i stwierdzam, że „Dziedzictwo” bardziej niż wystraszyć, potrafi zadziwić jakimś zwrotem akcji, bądź też odpowiedzią na zadane wcześniej pytanie.

Na ową tajemniczość wpływa na pewno w dużym stopniu scenografia (stary, zapuszczony dom robi swoje) i doskonała muzyka Jeffrey’a Cheng’a. Bardzo ładnie brzmi przewodni motyw, zagrany na fortepianie; piękny kawałek – przy okazji skutecznie podsyca w oglądającym poczucie niepewności.

Aktorstwo we filmie stoi raczej na przyzwoitym poziomie i nie mam na tym polu raczej rzadnych zastrzeżeń.

Na koniec pragnę poruszyć jeszcze jeden bardzo ważny aspekt. Wspomniałem już o tym na początku recenzji, a mianowicie – „Heirloom” stanowi bardzo ciekawe połączenie dwóch gatunków filmowych – dramatu i horroru. reżyser pokazuje nam wewnętrzne rozterki bohaterów, które swoją podstawę znajdują w odległej przeszłości. Mamy tu dużo mówienia o miłości i samotności, o rozdzieleniu matki od dziecka, o tym, że nie powinno się kogoś traktować inaczej, bo jest w jakiś sposób upośledzony na zdrowiu. Wszystko to zostaje ubrane w klasyczną dla ghost story opowieść o krzywdzie i zemście, wykorzystującą typowe klisze gatunkowe.

Co zatem dostajemy?

Niezbyt straszną, ale za to perfekcyjną od strony technicznej opowieść o duchach przeszłości, które wracają do nas w dorosłym życiu. Reżyser sprytnie oplótł to tajemnicą, co sprawia, że widz odczuwa nieodpartą ochotę, by film obejrzeć do końca, pomimo iż ten idealny nie jest. Kończąc moje wywody chciałem powiedzieć, iż wszystko wyszło nadzwyczaj zgrabnie i każdy miłośnik azjatyckich straszaków do oceny końcowej może śmiało dodać jedno oczko; ci zaś, którzy za tego typu filmami nie przepadają – nie przekonają się do niego. Jedno jest pewne. Rozpoczynając swoją przygodę z azjatyckim horrorem nie powinniście zaczynać od omawianego tytułu.

data: 22:50; 11 listopada 2009     autor: Dux

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |