Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Hammerhead: Shark Frenzy
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Michael Oblowitz
Scenariusz: Boaz Davidson
Produkcja: USA, Aruba
Rok produkcji: 2005
Muzyka: John Dickson
Obsada: Jeffrey Combs
William Forsythe
Hunter Tylo

Michael Oblovitz to reżyser, którego polscy fani kina mogą kojarzyć głównie z kręconym w naszym kraju filmem akcji „Cudzoziemiec” ze Stevenem Seagalem w roli głównej. Miłośnikom horroru natomiast do głowy przyjść może jedynie kiczowaty „The Breed” z 2001 roku. Czy zatem „Hammerhead” mógł się udać?

Kiedy doktor Reed próbował udowodnić, że możliwe jest skrzyżowanie DNA człowieka i rekina wszyscy go wyśmiewali, jednak lata pracy sprawiły, że cel osiągnął. Zaproszeni  na odciętą od świata wyspę goście  nie spodziewają się, że wpadli w pułapkę zastawioną przesz szalonego naukowca, który ma zamiar wyeliminować ich wszystkich za upokorzenia, które spotkały go przed laty. Narzędziem zemsty w jego rękach ma być straszliwa kreatura pół człowiek - pół rekin. Czy komuś uda się wydostać z wyspy w jednym kawałku?

Ufff. Musze przyznać z ręką na sercu, że filmu tak tragicznie beznadziejnego jak „Shark Frenzy” (znany również pod tytułem „SharkMan”) dawno nie było dane mi oglądać. Ciężko mi określić stopień debilizmu reżysera i scenarzysty, którzy spłodzili taki kit.

„Hammerhead” to film absolutnie bezklimatyczny, kreacje aktorskie, jeśli w ogóle to można tak nazwać, wzbudzają jedynie poirytowanie na twarzy widza.

Ciężko uwierzyć, że William Forsythe („Larva”), który jest przecież całkiem niezłym aktorem, tak samo jak Jeffrey Combs („Dom na Przeklętym Wzgórzu”) zagrali w takiej szmirze. Zagrali zresztą obaj poniżej krytyki.

Na wygląd kreatury oraz efekty gore liczyłem najbardziej, ale niestety i tu się zawiodłem. Gore jest mało i niestety nie wygląda prawdziwie, podobnie jak monstrum, które w większości scen prezentuje nam się pod postacią CGI – niestety bardzo miernego jak w większości filmów dla SF Channel.

Głupota wprost wylewa się z ekranu a zamiast horroru często mamy wrażenie, że oglądamy następną część „Rambo” (kiedy to lekarz niczym komandos w pojedynkę rozbija armię komandosów Reeda).

Ścieżka dźwiękowa również standardowa dla filmów tworzonych dla tego kanału słowem nic specjalnego. Jedyne co może się w tym filmie podobać to krajobrazy, lecz to zbyt mało by film mógł otrzymać pozytywną ocenę.

„Hammerheada” nie polecam absolutnie nikomu, gdyż jest to tylko zbędna strata czasu. Jest parę filmów SF Channel po które warto sięgnąć, jak np. „Snake King”, „Klątwa komodo” czy też „Bugs”, ale „Shark Frenzy” oraz równie beznadziejne „Komodo kontra kobra” radzę omijać szerokim łukiem.

data: 22:43; 11 listopada 2009     autor: Critters