Filmy

« powrót
Fear of the Dark
(Strach przed ciemnością)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: K. C. Bascombe
Scenariusz: John Sullivan, K. C. Bascombe
Produkcja: Kanada
Rok produkcji: 2002
Muzyka: Dazmo
Obsada: Kevin Zegers
Jesse James
Rachel Skarsten
Charles Edwin Powell
Linda Purl

„Strachu przed ciemnością” zapewne w ogóle bym nie obejrzał, gdyby nie to, że tytuł skojarzył mi się z albumem „Fear of the Dark” Iron Maiden. Powód do zapoznania się z filmem może i głupi, ale jeśli nie ma się nic innego do roboty, to czemu nie poświęcić mu półtorej godziny?

Dwunastoletni Ryan panicznie boi się ciemności, co jest pozostałością po traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa. Gdy chłopiec zszedł do piwnicy po swoją zabawkę, z mroku wyłoniła się istota, która porwała go w ciemność. Od tego momentu Ryan śpi wyłącznie przy zapalonym świetle, nawet za dnia zapala wszystkie możliwe lampy. Któregoś wieczoru rodzice wychodzą na przyjęcie, a chłopak zostaje pod opieką swojego starszego brata, Dale’a. Po wyjściu rodziców zaczynają dziać się dziwne rzeczy, np. telewizor sam przełącza się na „Martwe zło”. W pewnym momencie rozpętuje się burza, światła gasną, zaś bracia będą musieli stawić czoła rzeczom, które czają się w ciemności.

Całą tę produkcję mógłbym podsumować krótkim stwierdzeniem, że jest ona niczym półtoragodzinny odcinek „Czy boisz się ciemności?” i na tym zakończyć recenzję. Ci, którzy kojarzą ów serial, mogą sobie podarować dalszą część, natomiast niezaznajomionych z nim zapraszam do czytania. Przede wszystkim mamy tutaj prosty niczym budowa cepa scenariusz, wykorzystujący tkwiące w ludzkiej naturze lęki. A że nyktofobia jest chyba jedną z najpopularniejszych fobii znanych ludzkości, scenarzyści mieli wdzięczny i niewymagający materiał na film. Trochę tylko szkoda, że przed nimi z tego pomysłu filmowcy korzystali już mnóstwo razy, przez co produkcja Bascombe’a jest kompletnie nieoryginalna. Nie bez powodu przyrównałem „Strach przed ciemnością” do przeznaczonego dla około siedmioletnich widzów „Czy boisz się ciemności?”, bowiem jest to dokładnie ten sam model straszenia (czy raczej: „straszenia”). Całość ogranicza się do cieni, pustukiwań, burzy i boogeymana, czającego się w szafie bądź pod łóżkiem. Coś takiego mogło budzić strach w latach 20., ale kompletnie nie sprawdza się współcześnie. Tym, co odróżnia recenzowany film od wspomnianego serialu, jest trochę wulgarniejsze słownictwo i demony wyglądające trochę bardziej makabrycznie od tych serialowych, przez co kategoria wiekowa filmu to PG-13, a nie PG. Irytować mogą również pewne niedociągnięcia w fabule, jak chociażby zachowanie Dale’a, który w ciągu kilku minut parokrotnie potrafi zmienić swoje zdanie co do wiary w to, że z ciemności coś może się wyłonić. Tym oto sposobem dostajemy wtórny, prosty i nie do końca przemyślany film, który dorosłego widza z całą pewnością nie przestraszy, a od biedy można go obejrzeć z trochę starszym dzieckiem lubiącym dreszczyk emocji, mając przy okazji nadzieję, że nie zarazi się przezeń nyktofobią.

Film nie rozpieszcza widza również poziomem realizacji. Była to zapewne produkcja o dość ograniczonym budżecie, której obsadę aktorską stanowi nie więcej jak piętnaście osób. Te z kolei wypadają przeciętnie bądź nawet słabo, wyraźnie brakuje im większego doświadczenia. Scenografia, ograniczająca się w zasadzie do domu Billingsów, w pewnym momencie może się przejeść, sytuacji nie ratują także bardzo „wyrobnicze” zdjęcia oraz muzyka. Przez tę ostatnią miejscami miałem wrażenie, że oglądam pastisz horroru, a nie produkcję starającą się uchodzić za film grozy. Słysząc jodłowanie czy towarzyszące pojawianiu się demonów techno (electro, dance – nie wiem, nie odróżniam od siebie tych gatunków, dla mnie brzmią one jednakowo) stukałem się palcem w czoło, zastanawiając się, czy ekipa realizatorów aby na pewno była zdrowa na umyśle bądź trzeźwa. Nie popisali się również charakteryzatorzy, bowiem wykreowane przez nich postaci demonów są nieco groteskowe, jak również „spece od efektów specjalnych”. Co prawda w większości przypadków jakoś udaje im się zamaskować braki budżetowe, jednakże już scena z wylęgającym się robactwem mocno razi sztucznością.

Chociaż „Strach przed ciemnością” oglądałem bez zgrzytania zębami i ziewania, nawet mimo późnej pory i zmęczenia po całym dniu, zdecydowanie nie jest to film, który mógłbym komuś polecić. Można obejrzeć, jeśli TVN zafunduje kiedyś jego powtórkę, ale pod warunkiem, że nie będzie się miało żadnej ciekawszej alternatywy, inaczej tylko zmarnuje się czas.

data: 19:36; 11 listopada 2009     autor: Jacek „Pottero” Stankiewicz

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com