Filmy
(Beast from Space, The)
Scenariusz: Christopher Knopf, Robert Creighton Williams
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1957
Muzyka: Mischa Bakaleinikoff
Joan Taylor
Marisa Leonardo
Frank Puglia
Wenus jest drugą względem oddalenia od Słońca planetą Układu Słonecznego. Czy istnieje na niej życie? Według hollywoodzkich filmowców tak, a jednym z mieszkańców tejże planety jest Ymir, stwór będący zagrożeniem dla Ziemi w filmie „20 Million Miles To Earth”.
Wioska rybacka na Sycylii. Do morza wpada rakieta, z której udaje uratować się jednego z astronautów. Tymczasem na brzegu syn jednego z rybaków znajduje cylindryczny obiekt, z którego wyjmuje galaretowate jajo. Z jaja wykluwa się tajemniczy malutki stwór, który jednak pod wpływem ziemskiej atmosfery zaczyna systematycznie rosnąć…
Lata 50-te to złoty okres dla monster-movies. W tym czasie filmowcy nakręcili wiele obrazów, w których Ziemię nawiedzały przeróżne stworzenia, począwszy od wielkich potworów morskich a na przybyszach z kosmosu kończąc. Jednym z takich kosmicznych stworów jest Ymir, dwunożna, człekokształtna, jaszczuropodobna kreatura z Wenus. Został on powołany do życia przez największego fachowca od efektów poklatkowych tamtego okresu, Ray’a Harryhausena. Efekty zastosowane w „20 Million..” to jedno z jego największych osiągnięć jeśli chodzi o animację slow-motion.
Fabuła jest raczej typowa dla filmów opowiadających o stworach z kosmosu, nietypowe jest za to, jak na film produkcji USA, miejsce akcji. Są nim Włochy, co stworzyło filmowcom spore pole do popisu. Szczególnie w pamięci widza zapada finał rozgrywający się w ruinach rzymskiego Koloseum oraz walka Ymira ze słoniem na ulicach Rzymu. Scen z udziałem potwora jest bardzo dużo, są one znakomicie wykonane i fani monster-movies powinni być bardziej niż usatysfakcjonowani. Aktorstwo jest typowe dla kina z tamtego okresu, więc raczej wiadomo czego można się spodziewać. Ja żadnych zgrzytów w tym aspekcie nie odnotowałem. Obraz trzyma w napięciu, próby schwytania przez wojsko tajemniczego stwora ogląda się z autentycznym zainteresowaniem. Świetna jest chociażby scena w stodole, w której Ymir, wtedy jeszcze wielkości człowieka, walczy z farmerem.
Podsumowując należy stwierdzić, że „20 Million Miles To Earth” to jeden z najlepszych filmów monster-movies lat 50-tych, a nawet jeden z najlepszych tego typu obrazów wogóle. Ogląda się go bez chwili znużenia a jego wykonanie stoi na najwyższym poziomie. Jest to pozycja obowiązkowa dla fanów wszelakiej maści przerośniętych kreatur, którzy cenią sobie efekty poklatkowe jak i klimat produkcji z lat 50-tych. Polecam.