Filmy
(Wzgórza mają oczy)
Scenariusz: Alexandre Aja, Grégory Levasseur
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2006
Muzyka: tomandandy
Kathleen Quinlan
Emilie de Ravin
Dan Byrd
Aaron Stanford
Wes Craven potrafił niegdyś dotkliwie kąsać…
Debiutując realistycznym aż do bólu rape&revenge „Last House on the Left” zapisał się na liście video nasties. Inspirowana „Źródłem” Bergmana opowieść o dwóch uprowadzonych, wielokrotnie gwałconych, torturowanych w leśnych ostępach i bestialsko zamordowanych dziewczynach po dziś dzień potrafi wstrząsnąć oglądającym, to też strach pomyśleć jak musiała zareagować ówczesna publiczka.
Niecałe pięć lat później powstało „The Hills Have Eyes” – surowe widowisko rozgrywające się na tle pustynnych wzniesień, które co prawda uwidaczniało już koszmarną przypadłość reżysera, ale w dalszym ciągu starało się być horrorem z krwi i kości. Niestety, totalna komercjalizacja dzieł Cravena, jaka nastąpiła wraz z premierą sławetnego „Koszmaru z Ulicy Wiązów” zamknęła zdecydowanie najlepszy okres w całej jego karierze filmowej.
Alexandre Aja; swój romans z grozą zaczął równie bezkompromisowo…
Turpistycznie brutalny „High Tension” („Haute Tension”), zgodnie z tym co obiecuje tytuł potrafił przyprawić amatorów mocnych wrażeń o szybsze bicie serca i stał się zalążkiem nowej fali horroru we Francji. A co wynikło z wpompowania młodej krwi w prawie, że trzydziestoletni survival?
Cóż… linia fabularna nie różni się znacząco od tej z oryginału, tak więc i tutaj widz dostaje rodzinę Carterów przemierzającą dzikie ostępy meksykańskiej pustyni. Jak to zwykle bywa w tego typu historyjach, psuje im się samochód. Pechowo pobliskie wzgórza zamieszkują kanibale. Tak oto zawiązuje się gra o przetrwanie...
Zalewająca kina fala remaków nie niesie za sobą nic dobrego. Taśmowo odnawia się zarówno leciwe, amerykańskie horrory klasy B, jak i azjatyckie opowieści o duchach mające na karku zaledwie po parę lat. Co za tym idzie; perełki pokroju „Texas Chainsaw Massacre” Nispela, czy „The Grudge” Shimizu bardzo szybko toną w gąszczu kiepskich, nikomu do szczęścia niepotrzebnych kił filmowych. Dlatego też sam nie wiedziałem czego właściwie spodziewać się po nowych „Wzgórzach…”, choć przyznam szczerze, że nazwisko Aja zaostrzyło mój apetyt, a bynajmniej już na pewno ciekawość. No i rzeczywiście, reżyser zadbał o to, aby jego nowe dzieło dostarczyło widzowi mocnych przeżyć, a nawet niejednokrotnie nim wstrząsnęło. Tak więc już na wstępie zdradzę, że Aja i tym razem nie zawiódł.
Dawno już nie widziałem tak intensywnie okrutnego, a w dodatku mainstreamowego survivalu. Celem ataku mutantów staje się rodzina, podstawowa komórka społeczna i już to, samo w sobie okazuje się gwarantem identyfikacji oglądającego z zaszczutymi bohaterami. Niezmiernie ważne staje się w takim wypadku aktorstwo. Szczęśliwie zarówno Ted Levine, Aaron Stanford, jak i Emilie de Ravin poradzili sobie znakomicie z udźwignięciem swoich kreacji. W takim wypadku przemiana ofiary w łowcę nie razi głupotą, czy sztucznością i jest zwyczajnie przekonująca.. bo do czego zdolny jest człek, ażeby ocalić siebie i do czego może posunąć się rodzic, by ratować własne dziecko?
Mistrzowsko budowana atmosfera podsyca uczucie odosobnienia od reszty świata i bezradności bohaterów wobec sytuacji w epicentrum której zostali rzuceni. Napięcie wzrasta z każdą minutą, a suspens utrzymuje się aż do chwili pierwszego ataku na przyczepę, orgii gwałtu i przemocy której nikt nie jest w stanie zapobiec. Chyba nikt z nas nie chciałby się znaleźć na ich miejscu…
Świetny montaż, dużo scen kręconych z ręki (nadaje to obrazowi wrażenie autentyczności), znakomite lokacje (nieprzyjazne pustynie, ciemne jaskinie, osada testowa) i znakomicie współgrająca z tym co się dzieje na ekranie muzyka dopełniają całości. Charakteryzacja mutantów stoi we filmie na najwyższym poziomie i potrafi wywrzeć na widzu piorunujące wrażenie, podobnie zresztą jak dosadnie ukazana brutalność w ich działaniach. Tak, krew leje się strumieniami i pomimo, że to „tylko” kino komercyjne gore nie brakuje. Szkoda tylko, że niektóre epizody paradoksalnie świadczą o cenzuralności obrazu (nie odważono się pokazać, jak rozjuszony pies rozszarpuje łepetynę mutanta z wodogłowiem). Pomimo tego, plakietka z kategorią wiekową +18 istotnie znajduje potwierdzenie w rzeczywistości i należy ją potraktować jak najbardziej serio.
Konkludując; Aja poprawił Cravena niemal, że pod każdym względem. Film to beznadziejnie krwawy, umownie realistyczny i powalający horrendalną perspektywą niemożności wezwania pomocy z zewnątrz. Jeśli się zatem tylko odważycie, gorąco zachęcam do kibicowania pechowcom w ich nierównej walce o przetrwanie ze zdeformowanymi prześladowcami…