Filmy

« powrót
Day of the Dead
(Dzień żywych trupów)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Steve Miner
Scenariusz: Jeffrey Reddick
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2008
Muzyka: Tyler Bates
Obsada: Mena Suvari
Nick Cannon
Matt Rippy
Stark Sands
Neil D'Monte

Z fali remake’ów jaka ogarnęła w ostatnich latach amerykańskie kino grozy nie wyniknęło jak dotąd zbyt wiele dobrego. Większość przeróbek azjatyckich horrorów to nienadający się do oglądania chłam (może z wyjątkiem „The Ring” Gore Verbinskiego), a i nowe wersje starych europejskich i amerykańskich klasyków rzadko kiedy wypadają zadowalająco. Z dużym niepokojem oczekiwałem zatem na  remake „Day of the Dead” George’a A. Romero, jednego z najsłynniejszych zombie movies jakie powstały. Informacje o tym, jakoby film Minera miał odbiegać fabularnie od oryginału rokowały pewne nadzieje, gdyż próba stworzenia kalki obrazu z 1985 r. musiała być skazana na niepowodzenie, jednak końcowy efekt okazał się bardzo słaby.

Oficer armii amerykańskiej Sarah Bosman zostaje skierowana do blokady obszaru, na którym rozprzestrzenia się tajemnicza epidemia. Sytuacja wkrótce wymyka się jednak spod kontroli wojskowych, gdyż wirus masowo zamienia ludzi w głodne ludzkiego mięsa zombie. Sarah, która po wizycie w szpitalu zamienionym przez żywe trupy w krwawą rzeźnię zdaje już sobie sprawę ze skali zagrożenia, wraz z grupą ocalałych będzie musiała podjąć próbę przebicia się na nieogarnięte jeszcze zarazą tereny. Jednak hordy nieumarłych nie śpią …

Początek jest obiecujący – kilka interesujących lokalizacji, niezłe aktorstwo i takaż muzyka, to wszystko dawało jeszcze nadzieje na przynajmniej przyzwoity film. Niestety, od momentu pojawienia się większej ilości zombie jest już tylko gorzej. Być może fakt, iż Miner nie nakręcił nigdy wcześniej żadnego zombie movie, tłumaczy tak katastrofalny brak wyczucia jaki zaprezentował w nowym „Day of the Dead”. Żywe trupy nie tylko biegają z zawrotną szybkością, ale i skaczą długimi susami, a chodzenie po ścianach i sufitach (!) ni sprawia im większych problemów. Widząc tego typu sceny miałem ochotę udusić niezłego przecież („Friday The 13 II”, „Friday The 13th III”, „Lake Placid”, „Warlock”) reżysera, który spartolił całkowicie ten film swoimi „nowatorskimi” pomysłami. Tylko w niewielkim stopniu wynagradza je niezła charakteryzacja nieumarłych oraz umiarkowanie efektowne krwawe sceny. Całość dobijają liczne elementy kina akcji, prezentujące się wyjątkowo tandetnie i mające niewiele wspólnego z kinem grozy. Klimat i napięcie to elementy nieobce twórczości Minera, reżyser nie potwierdził jednak tego w tym filmie. Mimo licznych scen nocnych atmosfery grozy nie ma tu ni szczypty, co ostatecznie kładzie na łopatki cały film.

Aktorstwo prezentuje się przyzwoicie – mamy do czynienia z profesjonalistami – ale również nie jest to element, który wynagrodziłby tandetne strzelaniny i idiotyczny wizerunek zombie jaki zaproponował widzowi Miner. Podobnie jest ze ścieżką dźwiękową, która nie jest zła, ale brakuje jej jakiegokolwiek godnego zapamiętania motywu przewodniego.   

Ciężko napisać cokolwiek więcej o filmie Steve’a Minera. Założenie zerwania z fabułą oryginału Romero nie było złe, jednak jego realizacja jest bardzo słaba. Przyzwoita charakteryzacja zombie i kilka scen gore nie wystarczająco uratowania tego niewypału, w którym skaczące po ścianach i sufitach zombie są tylko jednym z wielu, ale najbardziej rzucającym się w oczy błędem. Choć nie mogę polecić tego filmu nikomu (może poza najzagorzalszym zwolennikami zombie movies), to jednak stawiam go ponad inną zombie-klęskę ostatnich miesięcy – fatalny „Diary of the Dead” George’a A. Romero. Przynajmniej pod tym względem Miner wygrał rywalizację z twórcą NotLD, bo jego remake w porównaniu z oryginalnym „Day of the Dead” wypada blado.

data: 01:07; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |