Filmy

« powrót
Wrong Turn
(Droga bez powrotu)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Rob Schmidt
Scenariusz: Alan B. McElroy
Produkcja: USA, Niemcy
Rok produkcji: 2003
Muzyka: Elia Cmiral
Obsada: Eliza Dushku
Desmond Harrington
Jeremy Sisto
Emmanuelle Chriqui

Rok 2003 kojarzony jest przez fanów horroru mainstreamowego głównie za sprawą nowej wersji „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną” i  recenzowanej „Drogi bez powrotu”. Jak się okazało w obydwu przypadkach było na co czekać, a „Wrong Turn” okazał się znakomitym survivalem z domieszką slashera, odwołującym się do klasyki gatunku i stawiającym na raczej ograne schematy. Widz dostaje zatem osiemdziesiąt minut nieskomplikowanej, czystej rozrywki w której to właśnie człowiek okazuje się być zwierzyną łowną…

Zachodnia Virginia. Pewna parka postanawia zakosztować uroków górskiej wspinaczki, a że położone głęboko w lasach skałki nie są wyczynem wymagającym wybitnych umiejętności alpinistycznych, wybór pada właśnie na nie. Na miejscu okazuje się jednak, że owe lasy są przez kogoś zamieszkane…

Ten krótki wstęp, który jest zapowiedzią dalszych krwawych ekscesów sugeruje, że widz powinien przyszykować się na następne polowanie. Oto dostaje bowiem nie do końca sprecyzowane zagrożenie, ale po odgłosach dochodzących zza drzew i sposobie działania agresorów wywnioskować można, że to ludzie którzy właśnie polują na swój przyszły obiad i dobrze się przy tym bawią. Potem oglądający dostaje okazję do przyjrzenia się zdjęciom zaginionych na przestrzeni dobrych kilku lat w zalesionych terenach Zachodniej Virginii, są i oprawiane zwłoki (jednak pamiętajmy, że to dopiero 2003 rok i nie od końca udało się jeszcze uporać z tabu, jakim dla produkcji kinowych było gore), no i zdjęcia zdeformowanych na wskutek kazirodztwa jednostek. Wszystko to w rytmie dosyć sugestywnej muzyki, w leśnej otoczce. W chwilę potem akcja przenosi się na drogę. Chris pędzi na ważne spotkanie w sprawach zawodowych, jednak autostrada którą podąża okazuje się być zakorkowana z powodu wypadku. Trafia na stację benzynową prowadzoną przez niezbyt uprzejmego, starszego człowieka. Ów właściciel dobytku informuje go, że chcąc nie chcąc będzie musiał wrócić na nieprzejezdną drogę główną, gdyż prowadząca przez lasy dróżka jest jeszcze nie ukończona. Ten znajduje jednak zjazd prowadzący na autostradę, który zgodnie z jego obliczeniami pozwoli mu uniknąć długiego postoju na zakorkowanym odcinku. Odchodząc pozdrawia właściciela stacji słowami „życzę szczęścia”, na co ten mamrocze pod nosem, że „to właśnie jemu będzie ono potrzebne”. W lesie wpada w stojący na środku drogi samochód pięciorga wycieczkowiczów. Okazuje się, że ktoś przeciął drogę w poprzek drutem kolczastym. Chris wraz z trójką z przyjaciół ruszają po pomoc. Trafiają do usytuowanej głęboko w lesie, rozsypującej się chatki…

Zabawne, że 2003 roku, ni stąd ni z owąd fani survivali otrzymali godnego reprezentanta gatunku i na dodatek był on jeszcze wyświetlany na ekranach kin. Sam osobiście nie przypuszczałem, że Schmidt pójdzie właśnie w tę stronę, a od samego początku trwałem w przekonaniu, że ulegnie naciskom ze strony producentów i z pod jego ręki wyjdzie kolejny…

…no właśnie, w tym miejscu moje czarne myśli najlepiej zobrazuje chyba jedno z haseł reklamowych promujących ów horror: „Film producentów "Resident Evil" i "Koszmaru minionego lata" oraz czterokrotnie nagrodzonego Oscarem za efekty specjalne w filmach "Park Jurajski", "Terminator 2" i "Obcy", Stana Winstona”. Wynika bowiem z niego nie mniej i nie więcej jak to, że dla szanownych panów liczy się szybka akcja, krwawe sceny owszem, ale w umiarze no i oczywiście, jak najbardziej odpowiada im konwencja młodzieżowego, tak znienawidzonego przez znaczną większość miłośników gatunku slashera. Z drugiej jednak strony żaden z wymienionych filmów nie był szmirą absolutną, a taki „I Know What you Did Last Summer” był w końcu jednym  niewielu teen slasherów na które w ogóle dał się patrzeć. Mniejsza o to jednak, bowiem efekt końcowy jaki udało się osiągnąć Schmidtowi przerósł moje najśmielsze oczekiwania.

UWAGA! W TYM AKAPICIE POJAWIAJĄ SIĘ SPOILERY! (NIEZAZNAJOMIONYM Z „WRONG TURN”, „RITUALS”, „JUST BEFORE DAWN” I „DELIVERANCE” POLECAM GO POMINĄĆ)

Konwencja survivala jest aż nazbyt widoczna i praktycznie przysłania zagrywki charakterystyczne dla slasherów. Mało tego, twórcy odwołują się do klasyki gatunku i wychodzi im to niezgorsza. Takich nawiązań jest sporo, poczynając od tych do głośnego „Deliverance”. „Wybawienie” przewija się w dialogach prowadzonych pomiędzy bohaterami (oczywiście w tonie humorystycznym… gdyby tylko wiedzieli co ich czeka gdy wejdą do tej chatki ;)), a sama scena naszpikowania jednego z wczasowiczów strzałami z łuku przywodzi na myśl robiącą na mnie wrażenie do dziś scenę z filmu Boormana, tyle tylko, że tam perspektywa pozostaje odwrócona o 180 stopni i w konwulsjach kona „ten zły”. Z kolei zarówno sceny w koronach drzew jak i szydercze odgłosy wydawane przez najdrobniejszego z kanibali-mutantów nieodzownie kojarzą się z „Just Before Dawn”. Tyle tylko, że świsty sygnalizujące obecność morderczych bliźniaków zamienione zostały szyderczym śmiechem, a bohaterowie próbujący znaleźć schronienie nieco wyżej, zamiast być ściągnięci na dół poprzez ścięcie drzewa na którym się znajdują – są ścigani przez knypka dla którego wysokość zdaje się być żadną przeszkodą. Z resztą scena na wierzy strażniczej przypomina wspomnianą wyżej – dla odmiany – do ściągnięcia ofiar na ziemię użyty zostaje ogień, a nie maczety. Mamy też chatkę w której, podobnie jak w „Rituals” rozegra się finał, a i jeden z mutantów to stereotypowy obraz „leśnego dziada”… wyglądem przypomina mordercę z tego backwoods slashera/survivala…

KONIEC SPOILERA

Jawi się zatem przed wami swego rodzaju hołd jaki w 2003 roku Schmidt złożył klasyce gatunku, nie uniknął jednak przy tym pewnych niedociągnięć. „Droga bez powrotu” wyraźnie bowiem ucieka w stronę wartkiej akcji, co w tego typu filmie w ogóle nie powinno mieć miejsca. Poza tym, mutanty zdają się być wręcz nieśmiertelne. Starając się zrozumieć całą tą  gadaninę o nadludzkiej sile zdobytej na wskutek wielopokoleniowego kazirodztwa zastanawiam się czy nie lepiej było dopracować scenariusz tak, aby łowcy nie byli „bardziej” ludzcy pod względem możliwości fizycznych, bo o ile znakomita charakteryzacja robi swoje, o tyle przyjmujący kolejne ciosy ostrymi narzędziami mordercy w dalszym ciągu  katrupiący swoje ofiary niezbyt do mnie przemawiają. Cóż, horror to horror chciałoby się powiedzieć i raczej nie rządzi się on zasadami fizyki, a stawia na to, co nie do końca realne. Zarówno survivale jak i cały ogrom produkcji z kina eksploatacji, tudzież azjatyckiej ekstremy filmowej są jednak doskonałym przykładem na to, że ta bardziej „namacalna” forma horroru istniała, dalej funkcjonuje i ma się dobrze. Dając już spokój wadom krótko należałoby również wspomnieć o leśnym klimacie, budowanym w znacznej części przy użyciu świetnych zdjęć. Krajobrazy zapierają dech w piersiach, nieco później natomiast tylko pogłębiają psychozę u widza który zaczyna w nich dostrzegać nie tyle malowniczo osadzone, zalesione tereny, co pułapkę bez wyjścia. Pechowi podróżni zostają odcięci od świata, muszą uciekać, podczas gdy rodzinka zdeformowanych łowców nieustannie za nimi podąża, a sam las naszpikowany jest pułapkami. Gra o przetrwanie z minuty na minutę nabiera tempa, a sceny po zapadnięciu zmroku zachwycają zgrabnym montażem ujęć, potężnym ładunkiem napięcia i świetnym podkładem muzycznym…

…jednakże największe napięcie towarzyszy scenom eksplorowania chaty kanibali i temu co dzieje się na chwilę potem… Scott nieustannie nabijający się z terenów podupadłych gospodarczo nieustannie straszy resztę hitoriami o nielubiących gości redneckach, cały dom to jeden wielki śmietnik, Jessie odnajduje drut kolczasty, a Chriss lodówkę… a co gdyby  właściciele domu właśnie w tym momencie wrócili?

Nie zabrakło i gore, ale nie szykujcie się na zbyt wiele pod tym względem. Pomimo tego głowa ucięta na wysokości ust, czy zwłoki z drutem kolczastym w ustach i odciętymi dwoma kończynami rozłożone na przykrytym folia stole mogą zrobić wrażenie.

„Wrong Turn” polecam przede wszystkim miłośnikom kina survivalowego, ale i oddanym fanom slasherów. Film oferuje bowiem osiemdziesięciominutowe polowanie przy użyciu ostrych narzędzi, niezły klimat i potężną dawkę napięcia. Wrażenie przekombinowania niektórych elementów na całe szczęście ginie gdyż widz bardzo szybko zostaje wciągnięty w wir przedstawionych wydarzeń i z łezką w oku wspomina klasyki gatunku do których Schmidt wyraźnie się odwołuje. Zdeformowani łowcy-kanibale są dosyć brutalni w swoich działaniach i nie zamierzają odpuścić nikomu…

…polowanie rozpoczęte…

data: 16:23; 11 listopada 2009     autor: Dux

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |