Filmy
(Zdjęcia Ginger)
Scenariusz: Karen Walton
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2000
Muzyka: Dani Filth
Emily Perkins
Kris Lemche
Jesse Moss
Mimi Rogers
Filmów o wilkołakach nigdy nie powstawało na potęgę, chociaż tak na dobrą sprawę likanotrop jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon horroru. W roku 2000; po jałowym dla praktycznie każdego podgatunku horroru okresie lat dziewięćdziesiątych (w szczególności drugiej połowy); powstaje „Ginger snaps”. Horror to niezwykły, gdyż daje widzom możliwość zobaczenia przemiany człowieka w wilkołaka. Zapytacie pewnie co w tym niezwykłego... odpowiedź poznacie poniżej.
Siostry Ginger i Brigitte Fitzgerald fascynują się śmiercią. Ich ulubionym zajęciem jest więc pozorowanie własnych zgonów i uwiecznianie ich na zdjęciach. Nie są przez to zbyt popularne w szkole. Pewnej nocy, w akcie zemsty na jednej z koleżanek, postanawiają upozorować śmierć jej psa. Wybierają się w tym celu do parku, gdzie Ginger zostaje zaatakowana przez wilkołaka. Zwierzę ostatecznie wpada pod furgonetkę miejscowego dilera, Sama. Dziewczynom udaje się więc uciec, ale Ginger doznaje dotkliwych obrażeń. Brigitte jest przerażona, chce zadzwonić na pogotowie, jednak ze zdziwieniem stwierdza, że rany zdążyły się już pozrastać. Wkrótce jednak z Ginger zaczyna się dziać coś niedobrego. Jej zachowanie ulega diametralnej zmianie, a do tego wszystkiego dochodzą jeszcze zmiany fizyczne. Prawdziwy koszmar zaczyna się jednak dopiero wtedy, gdy dziewczyna znajduje partnera seksualnego. Zakażenie zaczyna się bowiem rozprzestrzeniać. Gdy wyrasta jej ogon Brigitte podejmuje wraz Samem desperacką próbę zapobiegnięcia jej dalszej przemianie...
Scenariusz; niby banalny; daje twórcom możliwość pobawienia się w psychologię. Transformacja starszej ze sióstr w krwiożerczą bestię nie jest krótką, przepakowaną efektami specjalnymi sekwencją filmową lecz długotrwałym procesem i co chyba najważniejsze – przemianą ostateczną której najprawdopodobniej towarzyszy stopniowy zanik samoświadomości, oraz wspomnień. Szczególnie uwidocznione jest to w finale, dosłownie na kilkanaście sekund przed napisami końcowymi. Pamiętać należy bowiem, że wraz ze zmianami fizycznymi pojawiają się stopniowo i zmiany psychiczne. Bohaterka z zakompleksionej, unikającej otwartych konfliktów dziewczyny zamienia się w pewną siebie, atrakcyjną i nie stroniącą od przemocy pannicę nie baczącą na ogólnie przyjęte normy i konwenanse. Przy czym nadmienić należy, że przemiana ta pokazana jest w sposób stosunkowo realistyczny (o ile w ogóle można mówić o realizmie w filmie o likanotropach ;)).
Widz dostaje zatem całkiem inteligentne kino, zręcznie ukryte pod płaszczykiem wyjątkowo popularnego ostatnimi czasy młodzieżowego horroru.
Zostawiając już jednak scenariusz nie wypada nie wspomnieć o znakomitej grze aktorskiej dwóch głównych bohaterek, które stopniowo zaczyna dzielić od siebie coraz to większa przepaść. Zarówno Katharine Isabelle jak i Emily Perkins stanęły na wysokości zadania i stworzyły kreacje godne podziwu, przy czym pamiętać należy, że obydwie były wtedy aktorkami młodymi, można wręcz rzec – początkującymi. Stworzyły jednak duet który z całą pewnością wryje się wam w pamięć na długo.
Nie zawodzi także muzyka. Doskonale dopasowana podkreśla dramatyzm niektórych scen, przyspiesza natomiast w momentach kiedy ma się pojawić napięcie, a tego ostatniego na całe szczęście tutaj nie brakuje. Prawdę mówiąc, im bliżej finału tym bardziej zaczniecie odczuwać efekt „wlepionych” w ekran gałek ocznych. Niestety w jednej kwestii film rozczarowuje. Chodzi o wygląd samego wilkołaka. Nie wygląda on (a tak właściwie ona) tak jak większość widzów chciałaby go widzieć (na całe szczęście krew leje się gęsto i jest już zrobiona dużo lepiej). Można sobie oczywiście tłumaczyć, że przemiana nie dobiegła jeszcze do końca, ale mija się to z celem gdyż w części trzeciej wilkołaki również nie wyglądają o wiele lepiej (chociaż są już porośnięte sierścią). Zaręczam jednak, że całokształt wynagrodzi wam to małe niedociągnięcie z nawiązką, a do filmu zechcecie jeszcze nie raz powrócić. Jest to bowiem jeden z tych lepszych filmów o likanotropach jakie kiedykolwiek ujrzały światło dzienne...