Filmy
(Orphanage, The)
(Sierociniec)
Scenariusz: Sergio G. Sánchez
Produkcja: Hiszpania, Meksyk
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Fernando Velázquez
Fernando Cayo
Mabel Rivera
Carmen López
Andrés Gertrúdix
Pewnego dnia
wyjdę z domu o świcie,
tak cicho,
że nawet się nie zbudzicie.
(…)I nie wezmę ze sobą nikogo,
tylko tego małego chłopaka,
co wczoraj na schodach płakał
i bał się wrócić do domu…
„Wędrówka” – Danuta Wawiłow
Moc uczuć otacza nas nieskończenie. Amor czyli w języku hiszpańskim miłość został rozdarty w życiu Laury w chwili, kiedy jej chory syn Simón przepadł bez śladu. Więź pomiędzy matką a dzieckiem w jednym momencie została przerwana. Bohaterka pragnie go odszukać, tkwiąc w nadziei, że jej się to uda nim leki przestaną działać. Gdyż wtedy…
„Sierociniec” wg mnie jest jednym z najciekawszych filmów nakręconych na przełomie ostatnich lat. Elegancka sceneria, opierająca między innymi się na świetnym cieniowaniu pomieszczeń, cieszy oczy, a fabuła z pewnością zaciekawi niejednego widza, mającego dość krwawych produkcji spod znaku niepoprawnie spopularyzowanego przez media nurtu „torture porn” o charakterze „Piły”, czy „Hostela”. Jestem przekonany, że wiele z osób, którzy zdecyduje się na nocny seans, przeżyje blisko 2 godziny emocjonalnego oszołomienia. Fabuła wstrzykuje w gatunek innowacyjne antidotum, bowiem nie jest przewidywalna i jednopłaszczyznowa. I to przede wszystkim dlatego, z mojej perspektywy, jak najbardziej warto jest pożyczyć krążek DVD z wideoteki, by móc cieszyć się ostrym jak brzytwa obrazem i przestrzennym dźwiękiem. Kapitalne ujęcie majestatycznego sierocińca, skradająca się postać chłopca z zakamuflowaną przez worek twarzą, skrzypiący dźwięk nienaoliwionej huśtawki na dziedzińcu to tylko jedne z ciekawszych ujęć, jakimi odznacza się film.
Pomimo, że „Sierociniec” na większości portalach poświęconych filmowi jawi się stricto jako horror, to zawiera w sobie wiele cech z wyciskacza łez. Z biegiem czasu, historia staje się bardziej poruszająca, niż którykolwiek z typowych melodramatów. Nie wiem, jak podejdą do tego okazjonalne obcujący z horrorem widzowie, ale dla mnie – kinomana od najmłodszych lat – tego typu hybryda jest jak najbardziej interesująca. Bez obaw, filmowi daleko do hiszpańskojęzycznego klona „Love Story”. Nie zmienia to jednak faktu, że seans warto przeżyć z drugą połówką, nie ważne, czy akceptuje ona grozę, czy też nie. Kompletny uniwersalizm sprawia, że opowieść trafi zatem do wszystkich. I nie myślcie sobie, że te recenzję pisze jakiś bezpłciowy chłoptaś lubujący się w lukrowanych romansidłach. Zresztą, wystarczy rzucić okiem na moje inne prace na łamach Horrormanii, by dostrzec, że interesuje się głównie niskobudżetowym kinem, i odstraszają mnie zazwyczaj kasowe (s)hity. „Sierociniec” z pewnością jednak do nich nie należy. Film w zasadzie z dala trzyma się od wysublimowanych jump scenek à la made in Asia, na podstawie których w dzisiejszych latach opiera się zdecydowana większość pozycji grozy. Takie triki zmrożą krew na kilka sekund, po czym tętno na powrót zacznie bić równomiernie. Produkcja Bayona oscyluje mętnym, posępnym klimatem, gdzie akcja dość często zmienia lokalizację, by nie znużyć widza. „Sierociniec” mówiąc najogólniej to porządny, mający wiele do zaoferowania dreszczowiec, podparty znakomitą damską rolą. Reżyser J. A. Bayona, jak wyjaśnił, potrzebował bardzo wszechstronnej aktorki, która mogłaby z dobrym skutkiem odegrać postać Laury. Ze wszystkich kandydatek, które pojawiły się na castingu, Belén Rueda była najkompetentniejszą osobą. Sekret tkwi w fakcie, że kobieta posiada wieloletnie doświadczenie macierzyńskie, co z łatwością daje się wyczuć na ekranie. Bohaterka, która początkowo przypomina delikatną osobę, z biegiem czasu staje się silną, zaradną kobietą opętaną żądzą miłości.
Ciężko w „Sierocińcu” wskazać jakieś poważne mankamenty. Dla mnie jedynym, niekomfortowym aspektem jest w zasadzie tylko i wyłącznie finał. Niestety, pomimo w pełni hiszpańskiego klimatu, który daje się odczuć przez zdecydowaną większość projekcji, końcówka wydaje się nadto hollywoodzka. I to chyba nie tylko moje odczucie, biorąc pod lupę internetowe recenzje, które można przeczytać na innych portalach poświęconych kinematografii. Nie będę jednak narzekał. W ostateczności, otrzymałem przecież bardzo stylowy film, który potrafi uwypuklić wyższe uczucia, nie przeradzając się tym samym w komercyjny dramat. Jeśli zatem czujecie wewnętrzną potrzebę obejrzeć coś naprawdę elektryzującego, „Sierociniec” będzie odpowiednim kandydatem. No, chyba, że skusicie się na jakąś alternatywę. W takim razie rekomenduje „Frágiles” (2005) oraz „The Others” (2001) – równie ciekawe, hiszpańskie przeboje, które bez problemów spotkacie w każdej wypożyczalni DVD.
„Sierociniec”, mówiąc najkrócej, to absolutna harmonia pełnowymiarowego horroru z wytrawnym kinem skłaniającym do głębszych refleksji. Innymi słowy: lektura obowiązkowa.