Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
Killer fish agguato sul fondo
(Killer Fish)
(Zabójcza ryba)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Antonio Margheriti
Scenariusz: Michael Rogers
Produkcja: Włochy, Brazylia, USA
Rok produkcji: 1979
Muzyka: Guido De Angelis, Maurizio De Angelis
Obsada: Lee Majors
Karen Black
Margaux Hemingway
Marisa Berenson
James Franciscus

Prawdą jest, że wytyczne dla większości filmów z cyklu animal attack określił kasowy przebój Spielberga – „Szczęki”. Zamiast żarłacza ludojada widzieliśmy już niedźwiedzia grizzly, gigantyczną ośmiornicę, opętaną rządzą zemsty orkę, kolosalnego aligatora, barakudę, morderczą płaszczkę, czy tysiące piranii. W kolejności, autorzy zaczęli kopiować pomysły nie tylko mistrza Spielberga, ale również swoje własne. Joe Dante, reżyser „Piranii” (1978) nakręcił jeden z lepszych horrorów zainspirowanych opowieścią o rekinie terroryzującym wybrzeża Long Island. Pomimo ewidentnych zapożyczeń, film przyjęto z otwartymi rękoma, a Dante mógł za zarobione pieniądze rozwinąć swój talent i nakręcić kolejne horrory – „Skowyt” (1981), „Strefę mroku” (1983) oraz „Gremliny rozrabiają” (1984). Antonio Margheriti, po sfilmowaniu „Killer fish” zarzekał się, że nigdy wcześniej nie oglądał „Piranii”. Może to i prawda, ale z pewnością Michael Rogers zaczerpnął z nich co nieco, po czym zgrabnie wplótł do swojego scenariusza, na podstawie którego ów film powstał.

Kilkuosobowa grupa złodziejaszków rabuje cenne klejnoty, które mają zapewnić im szczęśliwe życie w dostatku. Sprawa musi jednak ucichnąć, zatem partnerzy zgodnie stwierdzają, że najrozsądniej będzie ukryć łup w pobliskiej zatoce słonecznego kurortu. Aby zabezpieczyć skarb, jeden z nich wpuszcza do zbiornika gromadę piranii, by w ten sposób nie zostać wyrolowanym przez nieuczciwych sprzymierzeńców. Oczywiście, żaden z nich nie wie, co strzeże ukrytego majątku, przez co, zwabieni żądzą chciwości, po kolei wpadają w morderczą pułapkę…

„Killer fish” to dobre, włoskie, niskobudżetowe kino. Co prawda, piranie dla wielu widzów wydawać się będą jedynym horrorowym aspektem, i w zasadzie ciężko jest odmówić im tej racji. Mimo wszystko, choć tytułowe ryby pełnią w filmie drugoplanową rolę, są jego bezdyskusyjną zaletą. Sceny z ich udziałem prezentują się nie gorzej niż we wspomnianym wcześniej przeboju Joe'go Dante – „Piranii”, a podwodne sekwencje, jak na film klasy B, ogląda się nad wyraz przyjemnie, pomimo, że nie jest ich zbyt wiele. Istotnie, ciężko osiągnąć tutaj rezultaty na miarę kasowych przebojów z fabryki snów, lecz przypominam, że mamy do czynienia z historią nakręconą za niewielkie pieniądze. Zresztą, daje to o sobie znać w wielu scenach, które dla popcornowych widzów z pewnością będą identyfikatorem prymitywu i potocznie ujmując, tandety. Jedną z nich będzie rozpad gigantycznej tamy wodnej spowodowany nadciągnięciem trąby powietrznej, co przywodzi na myśl kadry rodem z każdego klasycznego filmu katastroficznego nakręconego w latach 70. Hektolitry wody zalewają nadmorskie miasteczko, które zostało zaprojektowane przy pomocy średniozaawansowanych, miniaturowych makiet. Niestety, kilka szczegółów wygląda niezbyt imponująco. Chwileczkę, zapewne wielu z Was zastanawia się, co w horrorze robi trąba powietrzna, katastrofa gospodarcza oraz piranie? „Killer Fish” to jedna wielka mieszanka akcji, charakterystyczna dla różnych gatunków kina. I chyba właśnie dlatego, sięgając po taśmę polskiego dystrybutora Neptun Video Center, nie odczułem przeraźliwego zmęczenia materiału, o które przecież nie było trudno. Już na samym początku będziemy obserwatorami eksplozji, pościgów i strzelanin rozpoznawalnych dla każdego podrzędnego filmu sensacyjnego. W dalszym ciągu przyjdzie czas na egzotyczny romans uwodzicielskiego złodziejaszka i długonogiej fotomodelki, beztroską zabawę na słonecznej wyspie, aż w końcu kryminalną intrygę zakończoną opisaną wcześniej katastrofą zbiornika wodnego. Koniec opowieści jest, bez wątpienia, najsilniejszym atutem filmu, gdzie uwięzionym na tonącej łodzi wczasowiczom przyjdzie walczyć z wygłodniałymi piraniami. Napięcie sięga zenitu, zatem widz przeżyje chwilę stuprocentowej grozy głowiąc się, jak grupa ludzi wydostanie się z łodzi, kto z nich zginie i, co najważniejsze, który z gangsterów wyjdzie z sytuacji obronną ręką i zgarnie cały łup.

Ważnym elementem filmu jest także muzyka braci De Angelis, która mnie osobiście zahipnotyzowała już w pierwszych minutach. Usłyszymy wpadającą w ucho melodię oraz klimatyczne, wakacyjne piosenki, które z pewnością spodobają się większości widzów dobrze odbierających i rozumiejących pojęcie kiczu. Co prawda, miłośnicy krwawych scen nie będą specjalnie zachwyceni, pomimo tego, że kilka momentów sprawi, że serce zabije im szybciej. Tkwiąc już w tej elementarnej wyliczance, warto wspomnieć również o całkiem dobrej obsadzie, którą „Killer fish” śmiało może się szczycić. Męscy widzowie z pewnością zwrócą szczególną uwagę na damskie trio, gdzie podziwiać można: Marisie Berenson, która sławę zawdzięcza drugoplanowej roli w kapitalnym musicalu pt. „Kabaret” z 1972, uwodzicielską Margaux Hemingway czy sławną Karen Black znaną pożeraczom horrorów choćby z roli Firefly („Dom 1000 trupów”). Pomiędzy nazwiskami atrakcyjnych kobiet spotkamy również kilku dobrych aktorów: Lee Majors, James Franciscus, oraz kojarzony z niskobudżetowym kinem grozy Frank Pesce.

Koniec końców, uważam, że „Killer fish” jest dość typowym, ale jednocześnie wszechstronnym kinem. Mamy tu komplikację akcji charakterystycznej dla różnych odłamów kina, co niektórym z widzów może się spodobać. Mnie film Antonia Margheriti przypadł do gustu przede wszystkim dzięki niezobowiązującej i lekkiej fabule, która zarazem potrafi być interesująca. Rzecz jasna, nie wszyscy docenią tego typu widowisko, lecz konsumenci, którzy lubią pławić się we włoskiej, niskobudżetowej kinematografii powinni znaleźć w filmie coś dla siebie. Może i nie jest on krwawy, czy nazbyt rewelacyjny. Może w ogóle nie ma w nim nic solidnego. Zawiera jednak coś magnesującego, co z łatwością przyciągnie sympatyków nieco zapomnianego już kina.

data: 13:44; 11 listopada 2009     autor: Miłosz „J.M” Górniak