Filmy
(Wilk)
Scenariusz: Jim Harrison, Wesley Strick
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1994
Muzyka: Ennio Morricone
Michelle Pfeiffer
James Spader
Kate Nelligan
Skoro wszystko w porządku, niechaj tak pozostanie; nie budź śpiącego wilka.
Szekspir, Druga część dziejów króla Henryka IV
Zimowa noc podczas księżycowej pełni. Samochodowy poślizg kończący się uderzeniem w przebiegającego przez podrzędną drogę wilka. Z pewnością nie był to najlepszy czas dla Willa Randalla – zmęczonego życiem redaktora jednego z naczelnych wydawnictw. Nie dość tego, podczas próby usunięcia wydawać by się mogło nieżywego zwierzęcia, to w akcie desperacji ujada go. Od tego czasu organizm Willa zaczyna przechodzić dziwną metamorfozę. Rana po ugryzieniu pokrywa się sierścią, zmysły znacznie wyostrzają a chęci do życia wracają w mgnieniu oka. Czy jednak to aby na pewno dobry prognostyk?
„Wilk” jest specyficznym tytułem o charakterze egzystencjalnym. Biorąc pod uwagę natłok dzisiejszych pseudo produkcji spod znaku grozy, kino Mika Nicholsa ma wiele do zaoferowania. Nie ma tu miejsca na bezpodstawną brutalność, hipnotyzujące efekty CGI, czy tanie efekty gore. To, do czego przyzwyczaja nas dzisiejsze kino młodych, europejskich artystów bądź Stolicy Gwiazd, zabija tym samym finezję grozy, choć z pewnością obok niektórych tytułów nie da się przejść obojętnie. Niemniej jednak, coraz rzadziej współczesna sztuka filmowa powraca stylistyką do dawnych, subtelnych dreszczowców. Czy zatem romantyczna historia mężczyzny, przechodzącego proces transformacji w wilkołaka ma szansę na uznanie wśród dzisiejszych widzów? Sądzę, że w pewnym stopniu tak. Zmęczeni tępymi teen horrorami czy kolejnymi częściami rdzewiejącej „Piły” oglądacze docenią bezkompromisowego „Wilka”. Historia wydawać by się mogła jakich wiele, jednak tryskający z niej profesjonalizm realizacji czyni film Nicholsa zmysłowym widowiskiem.
Warto zwrócić uwagę choćby na gwiazdorską obsadę. Jak zawsze szarmancki Jack Nicolson w świetny sposób przelewa swój talent na postać filmowego Willa. W pewnym momencie klątwa, która spoczywa na przeciskającemu się przez życie mężczyźnie, wydaje się być lekiem na martwicę dzisiejszego świata. Poprawa na podłożu psychiczno – fizycznym przywraca mu wewnętrzną harmonię i głosi istotę połączenia się człowieka z naturą, ujawniając przy tym swe zwierzęce instynkty i popędy. Ważną sylwetką jest również Laura (w tej roli urokliwa Michelle Pfeiffer), która stara się pomóc zadręczającemu się Willowi, popadającemu w wir tragicznych zdarzeń. Kobieta w pewnym czasie znajduje w nim swe odbicie, co przeradza się w kontrowersyjny romans. Film w pewnym momencie dzięki tej dwójce przybiera zupełnie nowe oblicze. Utrzymany w konwencji typowego horroru, łagodnie przechodzi w delikatną opowieść o miłości, nie osłabiając przy tym scenariusza. Co więcej, wzbogaca go i sprawia, że staje się jeszcze bardziej interesującym. Uczuciową gamę ilustruje muzyka jednego z najwybitniejszych kompozytorów muzyki filmowej – Ennio Morricone. Artysta jednak nie specjalnie postarał się o oryginalność. Podobne takty mogliśmy usłyszeć w rewelacyjnym „White Dog” (1982), w którym również odpowiedzialny był za soundtrack. Mimo wszystko, utwory dobrze odnajdują się w filmie, a osoby, które nie miały kontaktu z wymienionym tytułem, z pewnością nie będą rozczarowane. Ba! Z całym przekonaniem, docenią większość melodycznych wstawek.
Na początku mojej pracy wspomniałem, że „Wilk” jest egzystencjalnym horrorem. Tak. To właśnie cała akcja skupia się na wewnętrznych rozterkach bohaterów i ich życiowych dramatów, będących motorem napędowym całej produkcji. Przemieniający się podczas księżycowej pełni Will, prowadzi wewnętrzną walkę ze swą nową, nieposkromioną osobowością. Któż z nas uwierzyłby, że w pewnej chwili może stać się człowiekiem – wilkiem? Czy nie łatwiej tłumaczyć to ułomnością ludzkiej psychiki? Za egzystencjalną formą opowiada się również uczucie, łączące głównych bohaterów, które doprowadza do wielkiej tragedii, czy odwieczne połączenie człowieka z naturą. Jak wiadomo romantycy fascynowali się pięknem przyrody, a impresja brała górę nad rozumem. Zmieniający się z każdym dniem Will znajduje wolność którą można utożsamić jako utracony raj pod skorupą zgiełku i hołoty dzisiejszego świata. Postępująca ewolucja pomaga mu tym samym dostrzec obłudę i zakłamanie istoty ludzkiej, a docenić rześką, bezkarną niezawisłość. Za kurtyną pozornie szablonowej wilkołaczej opowieści kryje się pewna głębia, która w przeciwieństwie różnego typu cukierkowych romansów, nie jest natarczywa lecz symboliczna i dyskretna. Sam reżyser w swej karierze kręcił głównie dobrze oceniane przez publiczność oraz krytyków dramaty, stąd tak umiejętny miszmasz.
Jestem przekonany, że „Wilka” można nazwać kultowym, ponadczasowym horrorem, i potraktować jako luźny remake „Wolf mana” (1941), który dał początek fali wilkołactwa na dużym ekranie. Piękny, melancholijny, niezwykle prawdziwy, a przy tym dobrze zrealizowany i względnie krwawy (nie brutalny!). Wzrokowców i horrorfilów ponadto ucieszy wiadomość, że osobą odpowiedzialną za efekty charakteryzatorskie jest Rick Baker. Owoc jego pracy mogliśmy podziwiać przykładowo w dyskusyjnym „It’s alive” (1974), głośnym remaku „King Konga” (1976), perfekcyjnym „Videodrome” (1983) czy różnych, likantropijnych filmach jak: „An American Werewolf in London” (1981), „Werewolf” (1987), „Cursed” (2005) bądź bezkompromisowym „Howling” (1981). Znajduje się on również na planie nowego „Wolf Mana” Joe’go Johnstona, którego premierę przewiduje się na rok 2009. Jak skończy się tragiczna historia Willa i jego złotowłosej miłości? Czy z góry skazany jest on na księżycową samotność i odwieczny strach przed srebrnymi kulami? W poszukiwaniu odpowiedzi zachęcam do zapoznania się z obrazem. Z pewnością nie będzie to czas stracony, tym bardziej, że wieczory stają się coraz chłodniejsze a noce dłuższe…
Kompletny, filmowy unisex – dla kobiet jak i dla mężczyzn. Polecam.