Filmy

« powrót
Piranha
(Pirania)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Joe Dante
Scenariusz: John Sayles, Richard Robinson
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1987
Muzyka: Pino Donaggio
Obsada: Heather Menzies
Bradford Dillman
Kevin McCarthy
Keenan Wynn
Dick Miller

Na początku były „Szczęki”, a później chaos… Z chaosu wyłoniły się filmy powstałe na tle sukcesu produkcji Spielberga, bądź trzy kolejne jej części (nie wliczając obrazu Bruno Mattei’ego pt. „Jaws 5: Cruel Jaws”). Jedne z nich są godne zwrócenia uwagi, inne natomiast powinny przepaść w bezkresnej otchłani zwanej czasem. „Pirania” w debiutanckim występie Joe Dantego śmiało można nazwać udaną wariacją. Co więcej, film wcale nie kryje tego, że oparty został na „Szczękach”! Nim zaczniemy jeszcze seans, i rzucimy okiem na jedno z haseł reklamujących obraz, niemalże natychmiast zobaczymy zabawną aluzję skierowaną do produkcji Spielberga: „niegdyś… byliście szokowani przez rekina ludojada – teraz… będziecie na łasce 1000 szczęk!”. To jednak dopiero początek nawiązań do czołowego przedstawiciela nurtu animal attack.

Maggie McKeown wraz z Paulem Groganem zajmują się sprawą zaginięcia dwójki nastolatków. Podążając za tropem, trafiają do opustoszałej bazy wojskowej, gdzie opróżniają basen by przeszukać dno. Okazuje się, że wypełniały go setki piranii które teraz dostały się do miejscowej rzeki, i kierują się wprost na letni obóz dla dzieci. Czy ktoś jest w stanie powstrzymać zbliżającą się tragedię?

„Pirania” okazał się świetnym startem debiutującego, ówcześnie 32 letniego Joe Dante. Na rok po premierze, produkcja została nominowana do Saturna w kategorii „Najlepszy horror”, a nawet wygrała główną nagrodę za „Najlepszy montaż”. Choć na wszystkich filmowych portalach można przeczytać, że wizja Joego jest horrorem komediowym, to nie należy brać tego zbyt dosłownie. Wprawdzie od czasu do czasu pojawiają się żartobliwe akcenty, lecz są one wyszukane, i najczęściej objawiają się podczas dialogów. Nie wkradają się bezczelnie w sceny, które mają wystraszyć jak np. atak piranii. Groza pozostaje więc niezachwiana. Warto poruszyć temat ataków mięsożernych ryb. Podwodne sekwencje zostały nakręcone bardzo dobrze, i niejednokrotnie odniesiemy wrażenie, że oglądamy rip scenek z „Szczęk”. Wygląd gumowych piranii jest bez zarzutu, choć miejscami drażni nadmierny zoom. Całkiem przyjemnie kłapią one drobnymi paszczami, uzębionymi w ostre jak brzytwy zębiska, wyrywając przy tym setki kawałków ludzkiej tkanki. Krew gęsto nadaje mętnej wodzie jeziora kolor purpury, choć scen gore jest jak na lekarstwo. Kiedy już się jednak pojawiają, charakteryzacja poszarpanych szczątek ciał jest satysfakcjonująca. Szczególnie szokujące wrażenie sprawia widok nóg miejscowego pijaczyny, a raczej tego, co z nich zostało. Miłe wrażenie sprawia także muzyka włoskiego kompozytora Pino Donaggio, która znacząco ułatwia odbiór. Skomponował on w głównej mierze delikatny, wręcz melancholijny soundtrack, który znakomicie kontrastuje z krwawymi scenami ataku rzecznych poczwar. Reżyserowi tak bardzo spodobał się owoc pracy artysty, że zatrudnił go to napisania utworów w jego kolejnym, jak przyznał życiowym dziele: „Skowycie”. Donaggio w głównej mierze tworzy muzykę instrumentalną, przy pomocy typowych aparatów klawiszowych, dętych czy smyczkowych, rezygnując zupełnie z elektronicznych tonów à la John Carpenter.

Dante dzięki swemu obrazowi nie tylko kłania się w stronę obrazu Spielberga, ale również całemu gatunkowi monster movie. Poza oczywistymi nawiązaniami do „Szczęk” w postaci początkowej gry na tzw. „automacie”, tragline’u, rzecznej histerii, plakatu i sposobie kręcenia podwodnych sekwencji, reżyser zgrabnie wplątuje elementy kina sci- fi, charakterystycznego dla filmów z cyklu inwazji potworów. Piranie okazują się być genetycznie modyfikowanymi rybami, które potrafią przeżyć nie tylko w swym rodzimym, tropikalnym środowisku, ale również zimnych odmętach rzeki. Oczywiście w całą aferę zostaje wplątana amerykańska armia, która jak się później okazuje odpowiedzialna jest za całe to zamieszanie wokół. Tajemnicą nie jest, że końcowe sceny zwiastują nadejście kolejnej części, która zresztą powstała. Zapewnienia Dr Mengers, oraz jej lisi wzrok podczas wypowiedzianych słów: „Nie ma się czego obawiać” są rewelacyjną sekwencją finałową. Ponadto potęguje ją nałożony czerwony filtr na ujęcie niespokojnych fal morza. To właśnie w nadmorskim kurorcie rozgrywa się dramat „Piranha II: The Spawning” w reżyserii Jamesa Camerona(!) – przeciętnego sequela, który broni się atrakcyjnymi efektami gore w wykonaniu Gianetto De Rossiego (charakteryzator żywej śmierci w „Zombie Flesh Eaters”). Śmiem twierdzić, że zrealizowane są one lepiej niż w pierwowzorze. Także warto wg mnie sięgnąć i po następną część.

Nurtuje mnie jednak drobna sprawa. Otóż, w roku 1994 powstał naprawdę godny uwagi przedstawiciel włoszczyzny „Creatures from the Abyss”, którego alternatywny tytuł brzmi „Piranha 4”. Gdzie więc zaginęła „Piranha 3”? Być może uzupełniającym ogniwem ma zostać nowy obraz Alexa Aji zatytułowany „Piranha 3 -D”? Nic tylko przytoczyć tytuł piosenki nieżyjącego już Czesława Niemena: „Dziwny jest ten świat” i pogrążyć się w zastanawiającym milczeniu… 

data: 12:20; 11 listopada 2009     autor: Judith Myers

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |