Filmy
(Lustra)
Scenariusz: Alexandre Aja, Grégory Levasseur
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2008
Muzyka: Javier Navarrete
Paula Patton
Julian Glover
Amy Smart
Motyw zniekształcenia świata poprzez lustrzane odbicie jest dość powszechnie stosowany w filmowych horrorach. Przyzwyczailiśmy się, że jeśli bohater pochyla się nad umywalką i podniesie głowę, to usłyszymy charakterystyczny, dynamiczny motyw dźwiękowy i zostaniemy przestraszeni zniekształconym odbiciem. Zwykle zabieg ten nie ma związku z główną fabułą i jest tylko jednym z budujących napięcie efektów. Dopiero w tym miesiącu na ekrany kin wejdzie film, w którym to właśnie lustra grają pierwsze skrzypce jako źródło koszmaru.
Ben Carson, nowojorski policjant traci pracę, wpada w alkoholizm i zostaje wyrzucony z domu przez żonę. Żeby jakoś naprawić swoje życie zatrudnia się jako dozorca spalonego budynku domu towarowego. Szybko odkrywa, że (o ile nie jest to wina zażywanych przez niego psychotropów) nie wszystko z miejscem pracy jest w porządku. Wszędobylskie lustra ukazują świat różniący się od tego prawdziwego i, co gorsza, mają moc wpływania na tych, którzy w nie spojrzą.
Trafiające właśnie do polskich kin „Mirrors” to kolejna produkcja pana Alexandra Aja, francuskiego reżysera, który zdobył światową sławę filmami „Haute Tension” i remake’iem klasyku Wesa Cravena, „Wzgórza mają oczy”. Autorem scenariusza jest Grégory Levasseur i to właśnie on jest odpowiedzialny za znaczne obniżenie przeze mnie oceny filmu. Ale najpierw o tym, co dobre w „Mirrors”.
Kiefer Sutherland (nagradzany za role w „Phone Boot”, serialu „24 godziny” i „Czasie zabijania”) jako główny bohater, który używa wszystkich swoich policyjnych kontaktów by ocalić rodzinę i rozwiązać sprawę luster to wyjątkowo korzystny wybór twórców. Jest to aktor tej klasy, że odgrywana przez niego rozpacz ściska za serce, zamiast śmieszyć (co w podobnych filmach ostatnio coraz częściej się zdarza). Bardzo dobrze spisała się też Paula Patton (znana np. z „Deja Vu”) w roli pełnej wątpliwości żony.
O wysoki poziom ścieżki dźwiękowej zadbał Javier Navarette (ten sam, którego muzyka rozbrzmiewała w „Labiryncie Fauna”).
Wizualna strona „Mirrors” również nie rozczarowuje, a nawet pozytywnie się wyróżnia (poza bardzo kiepsko nałożonym efektem ognia w początkowych scenach).
Sam pomysł na scenariusz był bardzo dobry i przez pierwszą połowę „Mirrors” film wciąga, zaskakuje i sprawia wrażenie filmu grozy na najwyższym poziomie. Nie ma dłużyzn, brak groteski, pojawia się nawet wątek szaleństwa bohatera zmuszający widza do baczniejszego przyjrzenia się, czy jest to horror czy może opowieść o chorobie psychicznej. Po wielu upiornie sztampowych horrorach ostatnich lat jest to przyjemny powiew świeżości przywracający wiarę w to, że kino grozy żyje i ma się dobrze. Niestety naprawdę pozytywne wrażenie, którego podtrzymanie do końca seansu poskutkowałoby ośmioma punktami na dziesięć, zostało podkopane w drugiej połowie. Akcja nadal była wartka i wciągająca, ale miała jeden, niewybaczalny błąd w scenariuszu: przestała być logiczna. Bez żadnego wyjaśnienia zmieniły się właściwości „luster”, nie miało też żadnego sensu rozwiązanie zagadki, do czego było im potrzebne owo ESSEKER. Zakończenie niestety też nie ma logicznego uzasadnienia.
Podsumowując zwięźle, „Mirrors” to film o dużym potencjale i zapewniający dobrą rozrywkę, ale… do czasu. Jeśli przestanie się zwracać uwagę na nieścisłości w scenariuszu, to będzie nam się miło oglądać do samego końca, ale przy takiej obsadzie i niemałym budżecie można było jednak bardziej się postarać.