Filmy

« powrót
Carrie
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Brian De Palma
Scenariusz: Lawrence D. Cohen
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1976
Muzyka: Pino Donaggio
Obsada: Sissy Spacek
Piper Laurie
Amy Irving
William Katt

Są takie sceny filmowe, które do znudzenia niemal powtarza się później w innych produkcjach, czasem jako parodię, innym razem znów wplatając ich opisy w dialogi bohaterów nowszych produkcji. Stają się one w pewnym sensie samodzielnym przekazem kulturowym, zrozumiałym i znanym odbiorcom na całym świecie. Takim kultowym kadrem jest na przykład ujęcie „czarno-białego” Maxa Schrecka na tle drzwi z „Nosferatu” Murnaua, przekręcająca się o 180 stopni głowa małej Regan w „Egzorcyście” czy przemowa Buffalo Billa o wkładaniu balsamu do koszyczka z „Milczenia owiec”. Jeszcze jednym klasykiem obecnym na tej liście jest scena, w której wiadra świńskiej krwi wylewają się na ukoronowaną głowę i odświętną sukienkę Carrie podczas balu maturalnego. I motyw ten kojarzą nawet ci, którzy ani z debiutancką powieścią Stephena Kinga, ani też z jej ekranizacją nie mieli nigdy do czynienia.

Tytułowa bohaterka, Carrie White to nieśmiała, zahukana i wyalienowana uczennica jednego z amerykańskich liceów. Jako córka fanatyczki religijnej, zabraniającej jej stosowania kosmetyków i wybierającej jej koszmarne ubrania, staje się ofiarą szykan i żartów ze strony nastolatków ze szkoły. Sytuacja zaognia się, kiedy podczas lekcji W-Fu Carrie dostaje pierwszej miesiączki i, nieuświadomiona przez konserwatywną matkę, nie ma pojęcia, co się z nią dzieje. Zwierzęce przerażenie w oczach dziewczyny wyzwala w innych uczennicach drapieżne instynkty i z dzikimi okrzykami rzucają w nią tamponami. Późniejsze wydarzenia związane z tą sytuacją doprowadzą do ujawnienia się mocy, którą posiada Carrie.

Jak już zostało napomknięte we wstępie, film Briana De Palmy (który w chwili kręcenia miał już na swoim koncie chociażby dobrze przyjęte „Sisters”) powstał na podstawie powieści Stephena Kinga pod tym samym tytułem. Co więcej, była to pierwsza próba ekranizowania twórczości pisarza. Jak trudno jest się mierzyć z bestsellerowymi książkami wie chyba każdy reżyser, a pozycja De Palmy na rynku wymagała od niego, żeby nie zepsuł tej produkcji. Podejrzewam, że podobny lęk odczuwali fani Kinga, kiedy wybierali się na premierę. Wbrew obawom jednak film spotkał się z ciepłym przyjęciem, a jego porównanie do książki wypada całkiem korzystnie. Doskonały okazał się wybór aktorów do dwóch najbardziej istotnych ról (Carrie i jej matki), a kultowa, krwawa scena podczas balu wypadła wręcz bardziej makabrycznie niż ubrana w słowa Kinga. Żadne przymiotniki wykorzystane przez pisarza nie oddałyby też tak doskonale spojrzenia Carrie w końcowych scenach.

Przejdźmy więc do krótkiego opisu gry aktorskiej, a w zasadzie tego, co zaprezentowały dwie wspomniane już kobiety: Sissy Spacek w roli głównej i Piper Laurie jako Margaret White. Obie panie miały to szczęście, że przeznaczone dla nich postaci miały największy potencjał i wywoływały u odbiorców największe emocje nawet na papierze. Wystarczyło więc tylko nie grać w sposób wybitnie drewniany, żeby kreacje były dobre. Tymczasem jednak aktorki nie spoczęły na laurach i dały z siebie wszystko. Laurie wcieliła się w fanatyczną chrześcijankę tak, że wywoływała ciarki na plecach, a Spacek… cóż, pomimo nominacji nie dostała za rolę Carrie Oskara, ale jej panikę ze sceny spod prysznica, wzrok zranionej sarny podczas balu i świdrujące spojrzenie zakrwawionej kobiety, która czuje już tylko złość w końcowych ujęciach zapadną w pamięć każdemu, kto po film De Palmy sięgnie.

Od strony dźwiękowej „Carrie” również wyróżnia się w sposób pozytywny. Dobrą, klimatyczną i w powolny sposób stopniującą napięcie muzykę skomponował Pino Donaggio, utalentowany włoski kompozytor, który w swym dorobku poza sukcesami może się też pochwalić udziałem w najbardziej bezsensownym sequelu sequeli ostatnich lat, a mianowicie „Seed of Chucky”.

W ogólnym podsumowaniu napiszę niewiele ponad to, co już wyłożone zostało. „Carrie” to jedna z lepszych ekranizacji książek Kinga, a jednocześnie stojący na wysokim poziomie, kultowy horror. Młodszym widzom, wychowanym na „Pile”, „Koszmarze minionego lata” i „Scream” pewnie nie przypadnie do gustu, bo nawet takim klasykom jak „Teksańska masakra piłą mechaniczną" zarzucają dłużyzny i powolność akcji, a „Carrie” też nie cechuje zbytnia dynamiczność. Przed seansem zachęcam oczywiście do sięgnięcia po pierwowzór.

data: 21:19; 10 listopada 2009     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |