Filmy

« powrót
Chello hongmijoo ilga salinsagan
(Cello)
(Wiolonczela)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Woo-cheol Lee
Scenariusz: Woo-cheol Lee
Produkcja: Korea Południowa
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Han-na Lee
Obsada: Hyeon-a Seong
Jin Woo
Da-an Park
Ho-bin Jeong

Azjatyckie kino grozy, mimo swej ogromnej różnorodności, przyzwyczaiło nas do kilku schematów. Bodaj najbardziej popularnym z nich są zjawy długowłosych dziewczynek/kobiet, które podbiły horror tego kontynentu po premierze „Ringu” Hideo Nakaty w 1998 roku. Od tego czasu powstało, nie tylko w Japonii, mnóstwo wykorzystujących ten motyw produkcji, a do jednych z bardziej udanych zalicza się koreański film ”Cello” z 2005 roku. Reżyserem jak i scenarzystą tego obrazu jest Woo-cheol Lee, debiutant w świecie kina grozy, a jego dzieło jest znakomitym przykładem umiejętnego połączenia horroru z dramatem.

Mi-ju wiedzie uporządkowane życie u boku kochającego męża, dzieląc czas między wychowywanie dwóch córek i muzykę, pasję swego życia. Wkrótce jednak jej światem wstrząsają dramatyczne wydarzenia. Uczennica szkoły muzycznej, którą kiedyś Mi-ju oblała na egzaminie, chce się zemścić – prześladuje swoją byłą nauczycielkę SMS-ami z pogróżkami i makabrycznymi ostrzeżeniami. Co gorsza, Mi-ju zaczyna ponowne rozpamiętywać wypadek samochodowy sprzed lat, w którym nie bez jej winy zginęła jej najlepsza przyjaciółka. Wkrótce okazuje się, że to coś więcej niż tylko trauma – duch Tae-yeon zaczyna prześladować kobietę i jej rodzinę. Podejrzanie zachowuje się też nowo zatrudniona pokojówka Ji-sook, a stan psychiczny Mi-ju pogarsza się z dnia na dzień…    

Woo-cheol Lee wykorzystał w swym filmie większość elementów, które doskonale znamy z innych azjatyckich ghost stories – motyw długowłosej zjawy, mroczna historia z przeszłości, wstawione z wyczuciem jump scenes. Mimo to „Cello” w żadnym wypadku nie można nazwać kalką z takich obrazów jak „Ringu”, „Ju-On” czy „Phone”. Jest to spowodowane głównie sposobem poprowadzenia akcji – w „Wiolonczeli” duch nie jest najważniejszy, bowiem film koncentruje się wokół dramatu samej bohaterki oraz jej rodziny. Sylwetki bohaterów oraz następujące w ich psychice zmiany zostały nakreślone bardzo dokładnie, podczas gdy wątek zemsty i długowłosej zjawy stanowi jakby dodatek, będący pretekstem do ukazania postępującego obłędu głównej bohaterki oraz jego skutków. Nie znaczy to oczywiście, że zaniedbane zostały typowe sceny grozy – jak już wspomniałem dane nam będzie obejrzeć kilka bardzo udanych jump scenes, nie zabraknie też scen gore, które – choć nieliczne – są bardzo dobrze wykonane.

Tak wierne oddanie portretów psychologicznych nie byłoby możliwe bez dobrej gry aktorskiej i trzeba przyznać, że większość aktorów stanęła na wysokości zadania.  Szczególnie zaskoczyła mnie Hyeon-a Seong w roli Mi-ju, która zagrała nie tylko bardo dobrze, ale i niezwykle ekspresyjnie jak na azjatyckie kanony, tworząc znakomitą kreację. Inną bardzo mocną stroną obrazu jest muzyka – usłyszymy nastrojowe dźwięki wydobywane z wiolonczeli, ale są i fragmenty ścieżki dźwiękowej typowe dla filmów grozy. Twórcy „Cello” często korzystają też z… ciszy, co jest kolejnym częstym zabiegiem z filmach azjatyckich, ale i tu sprawdza się on doskonale.

„Wiolonczela” wyróżnia się znakomitym klimatem i głęboką warstwą psychologiczną, ale rozczarować się mogę ci widzowie, którzy liczą na szybkie tempo akcji. Jest ono bowiem dość leniwe, choć dzięki temu mamy czas na zagłębienie się w koszmar w jakim żyje bohaterka, a w odpowiednim momencie zaskakuje on nas nagłym zrywem,  i tak aż do finału. A ten jest iście mistrzowski, zobaczymy bowiem powtórzenie jednej z pierwszych scen filmu, tyle że z zupełnie innym zakończeniem – wrażenie jest piorunujące. Mimo wszystko widzowie nastawieni na akcję bądź nieobeznani z azjatyckimi sposobami straszenia mogą się podczas seansu „Wioloczeli” nudzić.

Mimo powielania kilku utartych schematów oraz wolnego tempa akcji „Cello” jest filmem bardzo dobrym, choć niełatwym w odbiorze. Stylistyka ghost story połączona z rozbudowaną warstwą psychologiczną tworzy znakomitą, choć nie rewolucyjną dla horroru mieszankę – w podobnej konwencji utrzymane są tak znakomite azjatyckie filmy grozy jak koreańska „Acacia” czy japoński „Ringu 0: Birthday”. Z całą pewnością warto jednak sięgnąć po film Won-cheola Lee ze względu na świetną muzykę, klimat, kreację Hyeon-a Seong i znakomite zakończenie. Być może nie jest to ścisła czołówka azjatyckich ghost stories, ale fanom kina tego kontynentu gorąco polecam.

data: 00:36; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |