Ostatnio na Forum

Przemo - 18:14; 19 października 2016
Cement - 10:48; 25 lutego 2015
Judith Myers - 09:58; 25 lutego 2015

Filmy

« powrót
American Haunting, An
(Demon: Historia prawdziwa)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Courtney Solomon
Scenariusz: Courtney Solomon
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Caine Davidson
Obsada: Donald Sutherland
Sissy Spacek
Rachel Hurd-Wood
James D'Arcy

Kiedy fan horrorów słyszy słowo „opętanie”, przed oczami pojawia mu się twarz Regan z „Egzorcysty” lub nienaturalnie powykręcana bohaterka „Egzorcyzmów Emily Rose”. Innych możliwości nie ma. Demon wchodzący w czyjeś ciało i rządzący nim od wewnątrz przeraża do głębi, o ile tylko film zrobi się umiejętnie. Poza dwoma wymienionymi tytułami nikomu nie udało się oddać tej przejmującej grozą sytuacji w sposób satysfakcjonujący.

Z chwilą, kiedy posądzana o czary Kathryn Batts przeklina Johna Bella i jego córkę, dom rodziny staje się miejscem regularnych nawiedzeń. Zły duch wybiera sobie na ofiarę sympatyczną i delikatną Betsy, która od tej pory noc w noc przeżywa koszmar kontaktu z demonem we własnym pokoju.

Taki okrojony opis fabuły przedstawia w zasadzie całą treść filmu „An American Haunting”, poza mającym stanowić zaskakujący zwrot akcji zakończeniem. W Polsce produkcję opatrzono przebiegłym podtytułem „Historia prawdziwa” (co w naszym kraju wydaje się działać jak lep na naiwne muchy, bo ludzie do tej pory wierzą, że w „Teksańskiej masakrze” wszystko wydarzyło się naprawdę) i dopiskiem, że jest to jedyny udokumentowany przypadek nawiedzania ludzi przez demona. Jest to pewne wypaczenie faktów, bo do tej pory po Internecie krążą nagrania z upiornych sesji z „Emily Rose”, a William Blatty, autor „Egzorcysty” przyznaje, że swoją kultową powieść stworzył inspirując się autentycznym opętaniem pewnego chłopca. Rodzina Bellów wydaje się być jednak wdzięczniejszym tematem dla twórców niż wymienione powyżej historie, bo powstały o niej jeszcze dwa filmy: „Nawiedzony dom państwa Bellów” i „Bell Witch: The Movie”.

Reżyserem i scenarzystą „An American Haunting” jest Courtney Solomon. Na swoim koncie ma już film „Lochy i smoki” oraz współpracę przy produkcji chociażby sequelu „Efektu motyla”. Nie można powiedzieć, żeby horror o rodzinie Bellów mógł uchodzić za przełom w jego karierze. „An American Haunting” pod względem fabuły jest najwyżej mierne. Każdy, kto miał do czynienia z filmami o opętaniach zna już sceny, które zaprezentuje reżyser, a obrazki, które mają nas przestraszyć znajdziemy w pierwszej lepszej produkcji o duchach. Jedyny element zaskoczenia, zakończenie, jest po prostu słabe.

Gdyby nie rozłożenie scenariusza, „An American Haunting” miałby predyspozycje do stania się solidnym filmem. Do produkcji zaangażowano aktorów z pierwszej półki: Donalda Sutherlanda (z dorobkiem zbyt długim, by próbować go wyliczyć), Sissy Spacek (doskonała w „Carrie”), James d’Arcy („Egzorcysta: Początek”) i Rachel Hurd-Wood („Pachnidło: Historia mordercy”). Choć wszyscy spisali się zgodnie z pokładanymi w nich oczekiwaniami, najlepsze kreacje stworzyły jednak kobiety: Spacek w roli zatroskanej, ale ślepej na prawdę matki i Hurd-Wood jako dziewczyna popadająca w rozpacz z każdym kolejnym nocnym nawiedzeniem.

Rewelacyjne i klimatyczne są również zdjęcia Adriana Biddle (nominowanego do Oscara za „Thelmę i Louise”). To one, w połączeniu z trzymającą wysoki poziom ścieżką dźwiękową autorstwa Caine’a Davidsona sprawiają, że podczas seansu widz może odczuwać napięcie i wędrującą po plecach grozę.

Wystarczyłoby więc tylko zapomnieć, że w filmie najważniejszy jest jednak scenariusz, by mieć naprawdę udaną produkcję. Dopóki jednak twórcy nie zaczną przykładać większej wagi do treści, ich dzieła nie będą mogły liczyć na wysoką ocenę łączną.

data: 21:14; 10 listopada 2009     autor: Agnieszka Mazur vel. agneau