Filmy
(Ofiara spełniona)
Scenariusz: Daniel Kay, Tony Giglio
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Henning Lohner
Brianna Brown
Nick Searcy
Sascha Rosemann
Beth Broderick
Schematyczność to jedna z najpoważniejszych chorób trawiących współczesne kino grozy. Można dyskutować nad przyczynami tego stanu rzeczy, ale buszowanie wśród powstałych w ostatnich latach filmów w poszukiwaniu obrazów wnoszących coś do gatunku staje się powoli poszukiwaniem igły w stogu siana. Coraz częściej musimy się w tym zakresie zadowalać produkcjami, które bazują co prawda na ogranych schematach, ale dodają do nich odrobinę świeżości i polotu. „Timber Falls” w reżyserii Tony’ego Giglio spełnia ten warunek, choć jest to dopiero pierwszy horror w dorobku tego mało znanego twórcy.
Para młodych ludzi – Sheryll i Mike – wybiera się nad jezioro Kumbrabow w zachodniej Wirginii. Za radą napotkanej na miejscowej kobiety wybierają za trasę swej wędrówki szlak Timber Falls, słynący ze wspaniałych widoków i efektownej grupy wodospadów. Wkrótce napotykają pierwsze problemy – napastuje ich grupa miejscowych kłusowników, a po spędzonej pod namiotem nocy Sheryll znika. Jak się wkrótce okazuje, tajemniczy oprawcy działają z pobudek religijnych …
Do pewnego momentu nic nie zwiastuje nowatorskich pomysłów ani zbytnich odstępstw od utartych schematów survival horroru – mamy młodych ludzi, dzikie ostępy i czające się wśród nich niebezpieczeństwo, a wszystko to było już przecież w „The Hills Have Eyes”, „Rituals” czy „Just Before Dawn”, coby wymienić tylko najznakomitszych przedstawicieli podgatunku. Ciekawym posunięciem było natomiast wplecenie w film wątku religijnego, który dał scenarzystom spore pole do popisu, wykorzystane zresztą dość dobrze. Grupa szaleńców opacznie rozumiejących religijne zasady (które, jak się okaże, są tylko przykrywką do ich innych celów), to interesująca odskocznia od zamaskowanych morderców, zdeformowanych mutantów i innych „straszaków”, jakie obserwowaliśmy już w dziesiątkach slasherów i survivali.
Z pewnością wrażenie, jakie wywiera na widzu trójka nawiedzonych tubylców, nie byłoby tak duże bez świetnej gry aktorskiej. Nick Searcy i Beth Broderick znakomicie spisują się w roli demonicznego małżeństwa, zaś Sascha Rosemann przekonująco odgrywa rolę ich upośledzonego fizycznie (i chyba też umysłowo) pomocnika. Brianna Brown i Josh Randall, których role wymagały zdecydowanie mniejszego kunsztu ze względu na schematyczność, również nie zawiedli. W efekcie aktorski aspekt filmu można uznać za udany.
Poważnym atutem „Timber Falls” są wspaniałe lokalizacje. W pierwszej części filmu dane nam będzie obejrzeć uroki amerykańskiej natury, takie jak masywy górskie, lasy i wodospady. Wraz z rozwojem akcji przenosimy się jednak do podziemi domu szalonej rodziny, które sprawiają dość mroczne wrażenie i skutecznie przyczyniają się do budowania klimatu. A ten w przekroju całego obrazu również jest świetny, w czym spora zasługa efektownych zdjęć i umiejętnego zagęszczania atmosfery wraz z kolejnymi wydarzeniami. Niebagatelną rolę odgrywa też muzyka, która – choć znów została sprowadzona do roli typowo ilustracyjnej – dobrze komponuje się z filmem. Zawiedzeni nie będą też zwolennicy gore, bowiem krwawych scen Tony Giglio zaserwował nam dość sporo. Będzie dekapitacja, będzie wbijanie ostrza za paznokcie i chłosta, a wszystko to wykonane bez zarzutu. Nie są to może tortury na miarę „Guinea Pig”, ale ich obecność dodaje filmowi niezbędnego odcienia brutalności, kontrastującego w pewien sposób z pięknem przyrody eksponowanej raz po raz przez kamerzystę.
Niestety, Tony’emu Giglio i Danielowi Kayowi zabrakło konsekwencji aby doprowadzić film do udanego finału. Ostateczna konfrontacja z szaloną rodziną trzyma co prawda w napięciu i jest dość przekonująca, jednak po niej następuje zupełnie niepotrzebne zakończenie, przypominające zarówno swą formą jak i treścią pewną niesławną serię teen-slasherów z ostatnich lat. Twórcy „Timber Falls” wyraźnie poddali się tu panującym trendom, bardzo psując ogólne wrażenie po projekcji obrazu.
Podsumowując, „Timber Falls” to bardzo udany survival, jawiący się na tle mizerii ostatnich lat niemal jako objawienie. Mimo zupełnie spartaczonego zakończenia polecam ten film fanom horroru, gdyż interesująca fabuła, dobrze wykonane efekty gore i fantastyczne lokalizacje to atuty nie do pogardzenia. Spośród horrorów wyprodukowanych w fatalnym dla gatunku roku 2007 znacznie lepiej zapamiętam „Timber Falls” niż poruszający podobną tematykę „The Hills Have Eyes 2”. A więc drodzy horrormaniacy, przed telewizory ;)