Filmy
Scenariusz: Jason Christ
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2006
Muzyka: Shawn Donoho
Emily Haack
Benjamin Gaa
Eric Stanze
David Propst
Jonathan Baker
W 1994 r. mało znany wówczas Eric Stanze nakręcił undergroundowy horror “Savage Harvest”. Ten krwawy obraz na swój sequel czekał aż 12 lat – Stanze oddał jednak reżyserską pałeczkę Jasonowi Christowi, czuwając nad całością projektu jako producent. Po obejrzeniu „October Blood” trzeba przyznać, że warto było czekać, gdyż otrzymaliśmy jeden z lepszych niskobudżetowych horrorów ostatnich lat.
Tyge Murdock powraca do swojego rodzinnego miasta, gdzie odwiedza przyjaciela sprzed lat. Ten opowiada mu szczegóły związane z serią morderstw, jakie miały miejsce w tej okolicy dziesięć lat wcześniej. Tyge spotyka również swoją dawną przyjaciółkę Ashley, która otrzymała kasetę wideo z nagraniem… śmierci swojej siostry, która była jedyną ocalałą z masakry sprzed dekady. Ich wspólny znajomy Zack wierzy, że wydarzenia te mają ścisły związek z miejscową legendą na temat siedmiu indiańskich demonów (skorpion, dzik, wąż, pająk, wilk, ryś, sęp i człowiek) które opanowują człowieka dotykającego kamieni z ich wyrytymi wizerunkami. Wkrótce okazuje się, że zagrożenie jest bliższe i bardziej realne niż mogłoby się wydawać – nadchodząca noc będzie prawdziwym koszmarem.
Film Jasona Christa jest sequelem w pełnym tego słowa znaczeniu. Mamy tu czytelne nawiązanie do wydarzeń z części pierwszej, ponownie wykorzystany został motyw kamieni i zaklętych w nich indiańskich demonów. Główną siłą filmu są jednak znakomite efekty gore autorstwa Patricka Vossa. Nawet najbardziej wybredni zwolennicy krwawych scen powinni być usatysfakcjonowani – dekapitacja, przecinanie wpół, metalowy pręt wbity w oko to tylko kilka z szerokiej gamy zadawanych ran. Omawiając techniczną stronę obrazu nie sposób pominąć charakteryzację opętanych przez demony – widać, iż została wykonana przy użyciu prostych środków, ale robi spore wrażenie, stanowiąc doskonały przykład, jak za niewielkie pieniądze można stworzyć film grozy prezentujący się bardzo dobrze pod względem wizualnym.
„October Blood” jest filmem bardzo długim, trwa bowiem aż 115 minut. Przy takim czasie trwania trudnym zadaniem było wykreowanie klimatu, a przede wszystkim utrzymanie odpowiedniego napięcia. Oba elementy udało się Christowi uzyskać tylko częściowo, gdyż przez pierwsze 50 minut niewiele się dzieje i trudno nie odnieść wrażenia, że z tego czasu można byłoby wyciąć kilka scen z korzyścią dla całości. Znacznie lepiej jest jednak w drugiej połowie filmu – mroki nocy, atmosfera osaczenia i niespodziewane ataki kolejnych opętanych przez demony tworzą klimat, jakiego „October Blood” może pozazdrościć wiele nie tylko niskobudżetowych horrorów. Całkiem nieźle prezentuje się warstwa dźwiękowa obrazu. Zostaniemy uraczeni nastrojowymi dźwiękami wydobywanymi z gitary, a w momentach rosnącego napięcia niepokojącą muzyką elektroniczną. Co prawda żaden z motywów muzycznych nie zapada w pamięć na dłużej, ale skutecznie budują one atmosferę i komponują się z ekranowymi wydarzeniami.
Jednym z najpoważniejszych minusów „Savage Harvest 2” jest kiepskie aktorstwo, jeden z bardzo częstych mankamentów niskobudżetowych produkcji. Na słowa uznania zasłużył jedynie reżyser pierwszej części, Eric Stanze, który odegrał rolę Zacka (reżyser „October Blood” Jason Christ również pojawił się na ekranie, choć w bardzo skromnym epizodzie). Pozostali aktorzy wypadają bardzo słabo, a niektórzy wręcz fatalnie. Undergroundowym produkcjom skłonny jestem tego typu błędy wybaczyć, ale szkoda, że film tak dobrze prezentujący się w innych aspektach tak bardzo kuleje w kwestii aktorstwa.
Co ciekawe, film pełen jest nawiązań do klasyki. Niektóre sceny nawiązują w sposób na tyle oczywisty do takich obrazów jak „Ringu” czy „Texas Chainsaw Massacre”, że wyłapane owych nawiązań pozostawiam widzowi – stanowi to równie dobrą rozrywkę jak oglądanie kolejnych krwawych scen.
Słowem podsumowania – „Savage Harvest 2” jest bardzo udanym filmem, który mogę z czystym sumieniem polecić przede wszystkim miłośnikom kina gore. Co prawda nie jest to obraz pozbawiony błędów, takich jak dłużyzny i kiepska gra aktorska, ale rachunek jego plusów i minusów wychodzi zdecydowanie na korzyść Jasona Christa i jego ekipy. Gorąco polecam !