Filmy

« powrót
Rise of the Dead
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: William Wedig
Scenariusz: Jeff Croock, Jose Croock
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Evan Wilson
Obsada: Emily Akerman
Steve Downer
Vicky Myers
Brooke Delaney
Erin Wilk

Nakręcić horror to w brew pozorom nie taka trudna sprawa – wystarczy niewielka suma pieniędzy, kamera i grupa oddanych projektowi ludzi. W efekcie ostatnie lata , żeby nie powiedzieć dekady, to istny wysyp niskobudżetowych filmów grozy o najrozmaitszej tematyce i poziomie wykonania. Pośród nich można natknąć się na prawdziwe perełki, które zapewniają wrażenia znacznie mocniejsze niż ograniczone cenzurą mainstreamowe produkcje, ale i obrazy, których oglądanie jest prawdziwą katorgą. Niestety, recenzowany film „Rise Of The Dead” należy do tej drugiej grupy i nie przyczynił się do uratowania słabego – w mojej opinii – dla kina grozy roku 2007. Czego można spodziewać się po fabule obrazu noszącego taki tytuł? Zombie! – odpowie ochoczo większość zwolenników horroru. Czeka nas jednak niespodzianka, gdyż żywych trupów to nie zobaczymy, a film łatwiej zaliczyć do kiepskich ghost movies. Ba, kiepskich to delikatnie powiedziane…

W niewielkim miasteczku Dudley dochodzi do serii morderstw. Są one powiązane z osobą Laury Childs, która wkrótce znajduje się w centrum zainteresowania miejscowej policji. Jednak wkrótce okazuje się, że zbrodnie mają ścisły związek z dzieckiem Laury, które kobieta oddała do adopcji – w nowej rodzinie spotkał je tragiczny los, a teraz jego duch prześladuje matkę.

Jak widać fabuła do oryginalnych nie należy, ale mogła ona stanowić podstawę do stworzenia klimatycznego i trzymającego w napięciu horroru, okraszonego kilkoma brutalnymi scenami. Niestety, żadnego z tych elementów w „Rise of the Dead” nie odnajdziemy. Mimo iż film trwa niecałe 70 minut, wynudziłem się na nim wprost kosmicznie. Pierwsze sceny morderstw są jeszcze oblane pewną ilością krwi (dość szczupłą zresztą), ale im dalej, tym gorzej – budżetowe braki zostały obnażone w sposób bolesny. Co gorsza, twórcy filmu uczynili z morderstw najważniejszy element swego „dzieła”, spłycając zupełnie wątek ducha zmarłego dziecka. Dlaczego tak uczynili nie sposób zrozumieć, skoro nie potrafili nam zaserwować nawet najtańszych efektów gore rodem z pierwszych filmów Andreasa Schnaasa – przy większości morderstw praca kamery pokazuje tylko twarz oprawcy, przez co widz szybko zaczyna ziewać i oczekuje na rozwój wydarzeń z coraz większym zniechęceniem. Potęguje je fakt, że pojęcia takie jak klimat czy napięcie są omawianej produkcji zupełnie obce. Poszczególne sceny są bardzo krótkie, co rusz przenosimy się z miejsca na miejsce, a konkretnej akcji brakuje. W efekcie można odnieść wrażenie, że film to zlepek przypadkowych scen powiązanych skleconą naprędce fabułą. Z tej szarzyzny wyróżnia się jedynie zakończenie – niestety,  negatywnie. Jest tak idiotyczne, że lepiej w ogóle spuścić na nie zasłonę milczenia.

Gra aktorska jest taka, jakiej można oczekiwać po niskobudżetowej produkcji. O ile w dobrych horrorach klasy B i C kiepskie aktorstwo można wybaczyć, o tyle tutaj przy multum mankamentów jest ono gwoździem do trumny filmu. Aktorom w żaden sposób nie wychodzi naturalne oddawanie emocji, a główna rola kobieca, posiadająca jakieś ślady warstwy psychologicznej – okrojone zresztą w dużej mierze przez tragiczny scenariusz – została przez Erin Wilk zawalona totalnie.

Takiego ścierwa nie mogę polecić nikomu, mimo luźnych nawiązań do takich filmów jak „Rosemary’s Baby” czy – spośród nowszych obrazów – „Blessed”. Powstrzymałem się jednak przed wystawieniem oceny najniższej. Dlaczego? Zasadniczy powód jest tylko jeden:  istnieją filmy jeszcze gorsze. I jeszcze jedno – produkcję tę firmuje swoim logo Lions Gate Entertainment… po prostu żal…     

data: 02:12; 05 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |