Filmy
(Nieproszeni goście)
Scenariusz: Craig Rosenberg, Doug Miro, Carlo Bernard
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2008
Muzyka: Christopher Young
Arielle Kebbel
Elizabeth Banks
David Strathairn
Fala udanego bądź nieudanego przerabiania filmów przez Amerykanów trwa w najlepsze. Tym razem producenci odpowiedzialni za przyzwoity remake japońskiego „The Ring: Krąg” i jego nienajgorszą kontynuację zabrali się za koreańską „Opowieść o dwóch siostrach”. Szkoda tylko, że „Nieproszeni goście” okazują się produkcją znacznie słabszą od „The Ring” i „The Ring dwa”.
Nastoletnia Anna wychodzi ze szpitala psychiatrycznego, do którego trafiła po tragicznej śmierci matki. Po kilku miesiącach dziewczyna ciągle powraca w snach do wieczoru, gdy jej matka zginęła w pożarze, który wybuchł w ich domu. Psycholog uznaje, że najlepszym sposobem na pozbycie się koszmarów będzie odesłanie Anny do domu, aby mogła stanąć oko w oko z demonami przeszłości. Na miejscu okazuje się, że ojciec dziewczyny znalazł sobie nową kobietę – młodą Rachel, pielęgniarkę, która opiekowała się jego byłą żoną. Anna nie jest przekonana do swojej przyszłej macochy, a po niedługim czasie zaczyna podejrzewać, że to ona jest odpowiedzialna za wybuch pożaru. Kolejnych wskazówek wskazujących na winę Rachel dostarczają Annie duchy, ale w prawdziwość wiadomości przekazywanych zza światów wierzy jej tylko siostra Alex.
Nie znam koreańskiego oryginału, nie wiem więc, jak na jego tle wypada amerykańska wersja. Wiem za to, że ogólnie jako horror sprawdza się średnio. Prawdę mówiąc jest to bardziej thriller psychologiczny okraszony wątkami nadprzyrodzonymi niźli „rasowy” film grozy. W „Nieproszonych gościach” znalazły się sceny, w których muzyka, oświetlenie i inne elementy mają wzbudzić w widzu strach, ale jest ich raptem parę, a w dodatku nie są one w stanie nastraszyć wyrobionego miłośnika horrorów bądź chociażby starszego widza. Twórcy robili co mogli, aby utrzymać horrorową atmosferę, do pewnego momentu nawet jakoś im to wychodziło, ale wszystko zepsuli na pół godziny przed końcem, sugerując (podkreślam: sugerując) oglądającemu, że duchy są w tym filmie tylko dodatkiem, a tym złym jest człowiek. Takie sugestie sprawiły, że ostatecznie przestałem nawet próbować wczuć się w atmosferę grozy, a zacząłem odbierać „Nieproszonych gości” tak, jak zasugerowali twórcy: jako thriller.
„Nieproszeni goście” to film średni do granic możliwości, nie będący ani produkcją rewelacyjną, ani wybitnie beznadziejną – ot, zwykłe filmiszcze do obejrzenia. Chociaż technicznie nic nie mogę mu zarzucić, na jego odbiór niekorzystnie wpłynął bardzo przeciętny klimat i, jak na mój gust, spora przewidywalność. Chociaż twórcy starali się zwieść widza ciągłym podsuwaniem błędnych tropów, odnoszę wrażenie, że już parokrotnie widziałem podobnie poprowadzony film, nie będący co prawda horrorem, ale za to znacznie lepiej opowiedziany. Nie jest to też film dla miłośników gore’u, jako że z racji ograniczenia wiekowego można liczyć jedynie na duchy oraz odrobinę krwi i mocno złagodzone drastyczne sceny.
Gdy za kilka miesięcy któraś z płatnych stacji telewizyjnych zacznie powtarzać „Nieproszonych gości” o każdej porze dnia i nocy, a człowiek nie znajdzie żadnego ciekawszego zajęcia, od biedy może ów film obejrzeć, seans raczej go nie zabije, ale również nie zaskoczy. Niemniej pójście na „Nieproszonych gości” do kina bądź zakup filmu na DVD (chyba że z gazety) to w moim odczuciu dopłacanie do interesu.