Filmy
Scenariusz: Kevin Higgins
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2006
Muzyka: Jason Snell
Ernest Dancy
Brandon Slagle
Brian Dixon
Jeszcze jeden slasher – po usłyszeniu takiego sformułowania niejeden miłośnik kina grozy rozpocznie wywody o schematyczności podgatunku oraz wyczerpywaniu się jego formuły, ale prawdziwy zwolennik filmów o seryjnych mordercach szlachtujących młodzież bez wahania będzie sięgał po kolejne tego typu produkcje. Eksplorując mniej znane połacie kina grozy z ostatnich lat może on natrafić na „Plasterheada”, reżyserski debiut Kevina Higginsa z 2006 r. Obraz ten wiernie kopiuje doskonale znane nam już od lat 80-tych schematy, czy jednak należy go z tego powodu skreślać?
Grupa przyjaciół – Steve, Maggie, David i Audrey, podróżuje lokalnymi drogami Zachodniej Wirginii. Z powodu braku paliwa zmuszeni są zatrzymać się w niewielkiej miejscowości Rolling Glen, a na polu przy drodze David odnajduje torbę pieniędzmi oraz kartką opatrzoną adresem. Po burzliwej dyskusji młodzi ludzie decydują się podjąć próbę odnalezienia właścicielki, jednak zapytani o zapisany na skrawku papieru adres miejscowi stają się nieufni. Ostatecznie pracownik miejscowej stacji benzynowej wskazuje im drogę, która prowadzi ich do dużego, położonego na odludziu domu. Tutaj jednak młodzież popełnia fatalny w skutkach błąd – rozdziela się. Nie wiedzą, iż budynek zamieszkuje Ray Williams, pobity kilkanaście lat wcześniej przez miejscowych czarnoskóry mężczyzna. Oprawcy pozostawili jego ciało na polu uprawnym, ale zdołał on przeżyć – teraz morduje każdego kto naruszy jego teren, a z powodu gipsowej maski na twarzy znany jest jako Plasterhead. Zapowiada się krwawa noc…
W dzisiejszym kinie grozy stworzenie nowatorskiego filmu grozy, wnoszącego pierwiastek innowacyjności do gatunku, jest niezwykle trudne. Często więc łatwiej jest zrealizować ograne już schematy, i to Kevinowi Higginsowi do pewnego stopnia się udało. Mamy mroczną historię sprzed lat, grupę młodzieży i zamaskowanego mordercę – wszystkie najważniejsze składniki przepisu na slasher są to zatem obecne, a co najważniejsze, ich wykonanie jest całkiem niezłe. Spore wrażenie robi zwłaszcza Plasterhead – w swej gipsowej masce, przypominającej z nieco większej odległości maskę hokejową Jasona Voorheesa, wygląda rewelacyjnie, a świetną rolę niemą odegrał tu Brian Dixon. Co ciekawe, oblicze mordercy jest pokazane ze szczegółami już na wstępie, a w przekroju całego filmu widać, iż Kevin Higgins dostrzegł w nim, najzupełniej słusznie zresztą, spory atut – zamaskowana twarz Plasterheada będzie się pojawiać bardzo często w drugiej połowie filmu. Wyczyny killera są natomiast umiarkowanie krwawe – przeciągnięcie drutu kolczastego przez usta, wyciśnięcie krwi z oczu czy pokazane post factum wnętrzności sprawiają co prawda nienajgorsze wrażenie, ale dla bardziej doświadczonych zwolenników gore będzie to pestka.
Po pierwszych minutach filmu byłem rozczarowany brakiem klimatu, tak ważnego dla stworzenia dobrego slashera, ale z czasem sytuacja zmieniła się na lepsze. Pokryte śniegiem pustkowia Zachodniej Wirginii sprawiają autentycznie przygnębiające (w „horrorowym” tego słowa znaczeniu) wrażenie, choć efekt ten został osiągnięty w dużej mierze dzięki przypadkowi – scenariusz nie przewidywał umieszczenia akcji w zimowej scenerii, dopiero na planie dokonano w nim odpowiednich korekt. W drugiej połowie filmu zaskakująco dobrze prezentuje się napięcie, gdyż finałowa konfrontacja z Plasterheadem została dość rozciągnięta w czasie i umiejscowiona w sprzyjającej do jego budowania lokalizacji.
Muzyka prezentuje się dość standardowo, usłyszymy przede wszystkim elektroniczne brzmienia mające w odpowiednich momentach podsycać napięcie. Wyróżniłbym jedynie motyw z napisów końcowych, urzekający swoją prostotą, a zarazem niepokojący.
Najpoważniejszym minusem „Plasterheada” jest bez wątpienia bardzo słaba gra aktorska. Młodzi aktorzy odgrywający rolę głównych bohaterów są jeszcze do zniesienia, ale pojawiające się w sporej ilości postacie drugoplanowe zostały już zagrane wprost fatalnie. To jestem jeszcze w stanie wybaczyć, ale sam scenariusz powinien zostać w kilku miejscach mocno skorygowany, gdyż idiotyczne zachowania bohaterów (element dość częsty w slasherach, co nie znaczy że przez swą powszechność irytuje mniej) momentami kłują w oczy. Cóż, typowe dla niskobudżetowych przedstawicieli tego podgatunku przypadłości…
Podsumowując, „Plasterhead” to dobrze zrealizowany niezależny horror, który dla zwolenników slasherów będzie sporą gratką. Obraz Higginsa zbyt straszny z całą pewnością nie jest, jednak na wieczór z kinem grozy średniego kalibru jest jak znalazł, a świetna postać mordercy może zapaść pamięć na dłużej.