Filmy

« powrót
Camp Blood
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Brad Sykes
Scenariusz: Brad Sykes
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1999
Muzyka: Ghost
Obsada: Jennifer Ritchkoff
Michael Taylor
Courtney Taylor
Tim Young
Shemp Moseley
Betheny Zolt

Dopóki istnieje horror, dopóty będą kręcone slashery – dekady które upłynęły od powstania pierwszych filmów reprezentujących ten podgatunek przekonują niezbicie o jego nieśmiertelności. Coraz częściej dawcą życia dla kolejnych ekranowych morderców i ich ofiar są jednak nie pracujący dla wielkich wytwórni reżyserowie, ale amatorzy-zapaleńcy, tworzący ze znikomym budżetem częstokroć całkiem niezłe obrazy. Symbolem takiego twórcy stał się w ostatnich latach Brad Sykes, reżyser niezwykle popularnej w pewnych kręgach widzów trylogii „Camp Blood”, znany też ze świetnego  ”Zombie Chronicles” z 2001 r.. Przyjrzyjmy się zatem debiutowi tego ambitnego miłośnika kina grozy. 

W prologu obserwujemy parę młodych ludzi prowadzących obserwacje ornitologiczne. Wkrótce jednak bardziej niż fauną zajmują się sobą nawzajem. Niestety, sielanka trwa krótko, gdyż miłosne igraszki przerywa uzbrojony w maczetę morderca w masce clowna – chłopak pada z przebitym korpusem, a dziewczyna po krótkiej ucieczce kończy żywot w korycie potoku. Kilka dni później w tę samą okolice, znaną jako Camp Blood, przybywa czworo przyjaciół z zamiarem spędzenia weekendu na łonie natury. Nie chcą oni słuchać ostrzeżeń starego człowieka wspominającego o czyhającym w lasach zagrożeniu, a efekty tego braku rozwagi będą opłakane. Jak nietrudno się domyślić, Clown uaktywnia się ponownie, rozpoczynając systematyczną eliminację intruzów.  

Kolejny schematyczny slasher – powie niejeden widz. I w gruncie rzeczy będzie miał rację, gdyż „Camp Blood” niczego nowego nam nie oferuje. Lokalna legenda, zamaskowany morderca czający się w leśnej gęstwinie i grupa nierozgarniętej młodzieży o sztampowych ceachach (macho-szpaner, lalkowata blondynka, wrażliwa dziewczyna i niezdecydowany chłopak) – wszystko to przerabialiśmy już dziesiątkach tego typu produkcji na przestrzeni dekad. Tyle, że w filmie Sykesa nie chodzi wcale o wprowadzenie do podgatunku świeżości czy też zaskoczenie widza, to po prostu radosna kwintesencja kiczu naznaczona stylistyką lat 80-tych, przeznaczona przede wszystkim dla fanów slasherów. Mnóstwo tu mrugnięć okiem do widza, liczne momenty filmu będą nawiązywać w bardzo czytelny sposób do takich obrazów jak ”Friday The 13th”, „Halloween”, „The Burning”, druga i trzecia część „Prom Night”, a nawet „Scream”. Obfitość tych nawiązań w połączeniu z elementami humorystycznymi nie pozostawiają widzowi złudzeń co do charakteru filmu, choć wcale nie stanowi to wady, a dla miłośników slasherów wręcz przeciwnie – obraz przypominający stylistyką złotą dla podgatunku dekadę lat 80-tych, wyróżniający się na dodatek licznymi odniesieniami do klasyki jest bowiem nie lada gratką. Niestety, przy całym uznaniu dla konwencji w jakiej Brad Sykes utrzymał „Camp Blood” trzeba umieć przymknąć oko na typowe dla niskobudżetowych produkcji błędy. Aktorstwo jest bardzo słabe, jakkolwiek na plus wyróżnia się rola Shempa Moseleya jako Clowna – jego goryli chód w połączeniu z groteskową maską na twarzy i dzierżoną w ręce maczetą robią spore wrażenie i zadają kłam twierdzeniu, iż rola niemego mordercy musi być bezbarwna. Niestety, pozostali aktorzy odgrywają swe role kiepsko, choć uczciwie mówiąc oglądałem już gorsze pod tym względem produkcje. Nienajlepsza jest też praca kamery, momentami bardzo chaotyczna (co ciekawe, kilka fragmentów zostało nakręconych w technologii 3D).

W porównaniu z późniejszymi filmami Brada Sykesa „Camp Blood” nie jest zbyt krwawy – przy wielu morderstwach kamera nie pokazuje ofiary, a krew ma zabarwienie… pomarańczowe. Na szczęście dane nam będzie obejrzeć kilka atrakcyjnych wizualnie momentów, jak choćby wbicie maczety w głowę czy dekapitacja. Nie zmienia to faktu, iż po obejrzeniu ”Zombie Chronicles” tegoż samego reżysera liczyłem na znacznie więcej scen gore oraz na ich lepsze wykonanie. Ale jak mówili Rzymianie – ardua prima via est, a Sykes w swych kolejnych produkcjach postarał się o znaczące poprawienie jakości krwawych scen, wystarczy wspomnieć choćby zatrudnienie Rona Karkoski, znanego specjalisty od charakteryzacji, na planie „Death Factory” z 2002 r.

Muzyka skomponowana przez formację Ghost jest nadspodziewanie dobra – tego typu elektroniczne utwory znamy co prawda z licznych filmów grozy, ale sprawdzają się one doskonale w budowaniu atmosfery i napięcia. Te dwa niezwykle ważne elementy slasherów są w „Camp Blood” tworzone całkiem nieźle, leśny klimat dominuje praktycznie cały czas, a jako taki suspens utrzymuje się aż do końcówki – wtedy to niestety dochodzi do mało przekonującej i kiepsko zaaranżowanej konfrontacji z Clownem.

Podsumowując, „Camp Blood” jest interesującym slasherem klasy C, a żonglowanie przez Brada Sykesa nawiązaniami do klasyki, niezła muzyka i klimat czynią go dziełem godnym uwagi – polecam tę produkcję miłośnikom podgatunku i kiczu w stylu lat 80-tych. Ostrzegam jednak, widzowie oczekujący horroru z prawdziwego zdarzenia srogo się zawiodą, bo do seansu ”Camp Blood” trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem – z całą pewnością nie jest to kino dla każdego. Mnie przypadło ono do gustu, liczę więc, że i Wy podejmiecie ryzyko i wybierzecie się na teren krwawego obozu.

data: 00:16; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |