Filmy

« powrót
Dark Fields
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Al Randall
Scenariusz: Allan Randall, Al Randall
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2006
Muzyka: Levi Oliver
Obsada: Brian Austin
Brian Austin Jr.
Allan Bezanson
Lindsay Dell

 Motyw zemsty za krzywdy to standardowy temat horroru, w szczególności wyeksponowany w slasherach. Można się mścić za śmierć matki/syna, za poniżenie na walentynkowej imprezie i inne tym podobne, mniej lub bardziej błahe powody. W końcu parafrazując słowa pewnego powiedzenia, każda okazja jest dobra, żeby kogoś zaszlachtować. W sumie to fakt, ale żeby mordować za kradzież karnistra benzyny? To już lekka przesada!

Grupka przyjaciół wybiera się na koncert pewnej kapeli rockowej. Czas spędzony w samochodzie upływa im przyjemnie, aż do momenty kiedy… tak, tak, wiem że wiecie - kiedy kończy im się paliwo. Widać są bardzo nieuważni - widz bez trudu dostrzeże w jednej ze scen w samochodzie, kiedy radośnie pomykają obok stacji Shella. No cóż, mimo wszystko resztkami sił pojazd dotacza się pod zaniedbaną posiadłość jakiegoś farmera. Postanawiają poprosić go o pomoc, lecz cała farma zdaje się być opuszczona. Podczas gdy większość towarzystwa zaczyna radośnie hasać po domku i stodole, ich kolega znajduje zbiornik z benzyną. Postanawia „pożyczyć” trochę cennej cieczy, czym sprowadza na wszystkich gniew maniakalnego farmera z włosami heavy metalowca.

Brzmi idiotycznie? To dobrze, bo taki właśnie jest cały film - pozbawiony logiki i zrobiony na siłę. Motyw zabijania za benzynę godzi w poczytalność psychiczną widza (wszak to nie „Mad Max”!), ale prawdziwy fan slasherów potrafi przymknąć oko na takie kwiatki, bo tak naprawdę nie fabuła jest tu najważniejsza. Niestety cała reszta wykonana jest również miernie. Przez cały czas trwania seansu towarzyszyło mi dziwne wrażenie, że twórcy chcieli się wzorować na rewelacyjnym „Malevolence” - lokacje i próby stosowania podobnych zabiegów reżyserskich (niestety będących jedynie marną kopią pierwowzoru) są tu aż nadto widoczne. To bardzo dobrze, że ludzie biorący się za kręcenie filmów chcą się wzorować na perełkach gatunku (w tym przypadku raczej niedocenianej perełce), jednakże od talentu jaki pokazał Steven Mena w swym filmowym debiucie dzieli ich przepaść. Na cóż, mimo wszystko mroczne i klimatyczne lokacja pozostają chyba jedynym plusem całego filmu - niestety niedostatecznie wykorzystanym. Co dostajemy ponadto? Aktorstwo na zasadzie „jesteś ładna, to zagraj za piwko”, denerwującą muzykę i kompletną zapaść intelektualną - zarówno bohaterów jak i samego mordercy. Scenariusz kuleje na każdym kroku, brak tu akcji czy ciekawszych rozwiązań - wszystko sprowadza się do zwiedzania farmy i wpadania kolejno w łapy owłosionego psychopaty. A kiedy już wpadają w owe łapy, to niestety okazuje się, że budżet filmu był za mały, żeby zrobić jakiś porządny efekt gore. Tym sposobem krew nie leje się prawie wcale, a eliminowanie bohaterów wygląda, nazwijmy to „umownie” jak w szkolnym teatrzyku. Ostatecznym gwoździem do trumny tej produkcji jest niewydarzony psychopata. Nie dość, że facet nie sprawił sobie żadnej maski, a jego twarz skrywają jedynie sporej długości włosy, to jeszcze rusza się jak żółw i krótko mówiąc… jest mięczakiem. Bo co mam powiedzieć, gdy widzę, jak jakaś ślicznotka leje go pięściami po twarzy kiedy tylko chce i jak tylko chce, a on jeszcze po kilku ciosach pada na ziemię? Oj, wstyd panie morderco!

Krótko mówiąc, mimo wielkiego zamiłowania do slasherów „Dark Fields” przełknąłem z trudem. Film trwa zaledwie nieco ponad godzinę i może nawet byłby to znikomy plus, ale w gruncie rzeczy to i tak zbyt długo w przypadku tej produkcji. Amatorszczyzna i beztalencie w jednym.

data: 11:34; 04 listopada 2009     autor: Adrian Miśtak

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |