Filmy
(Wagary)
Scenariusz: Steve Slavkin
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1989
Muzyka: Jill Fraser
Jill Schoelen
Brad Pitt
Raddy McDowall
Schyłek lat osiemdziesiątych zaowocował dla slasherów próbą odświeżenia konwencji i urozmaicenia schematów. Pallenberg w reżyserskim debiucie wkroczył odważnie na ową drogę zmian. Odważnie ale bez pomysłu czego efektem końcowym stał się słabiutki horror „Wagary”.
Brain wiele lat temu zamordował swojego ojca, za co trafił do zakładu psychiatrycznego. Po kilku latach ktoś uznaje go z wystarczająco zdrowego i wypuszcza na wolność. Teraz, jako nastoletni chłopak, Brian próbuje wrócić do społeczeństwa i podejmuje naukę w szkole średniej. Tam wpada mu w oko Paula - dziewczyna jego dawnego przyjaciela, która boi się kontaktów z mordercą. Jak nietrudno się domyślić przez szkołę przetacza się fala morderstw, a uczniowie jak i personel są do tego stopnia dziwni, że praktycznie każdy z nich może być mordercą.
Ceremonii przyznawania Orderu Uśmiechu za pomoc dzieciom towarzyszy wypicie szklaneczki soku z cytryny. Wypicie go z uśmiechem ostatecznie przypieczętowuje otrzymanie odznaczenia. Jeśli ktoś chciałby przyznawać Order Fana Slasherów, to ową cierpką próbą spokojnie mogłoby być obejrzenie „Wagarów”. Plan przykucia uwagi widzów historyjką lekką i zabawną ze znacznie zredukowanymi elementami horroru spełzł na niczym. Pallenberg ucieka od poważnej i mrocznej atmosfery, w jej miejsce eksponując pokłady idiotycznego humoru zawartego w scenariuszu. Wyszło poniżej krytyki. Akcja filmu kuleje - z braku innych pomysłów zdecydowano się na zmontowanie ze sobą kilku scen dziejących się raz to w szkole lub na przyległych terenach, raz w domu któregoś z bohaterów. Nic z tego nie wynika a paplanina bohaterów nie wnosi nic do filmu. Gdy twórcy decydują się na nakręcenie pełnometrażówki i nagle orientują się, że brakuje im pomysłu na pociągnięcie akcji, dokładają starań by upakować w filmie sporą ilość trupów i doprawić to wszystko nutką napięcia. W „Wagarach” nikt nie wpadł na ten pomysł i w efekcie przez niespełna półtorej godziny widz nie ma na czym zawiesić oka. Ciężko nawet skupić się na wątpliwej urody aktorkach, które w towarzystwie kilku chłopaków plątają się bez celu po planie filmowym, od czasu do czasu wpadając pod nóż (bądź też inny ostry przedmiot) mordercy. A kiedy już się pod niego dostaną to kamera cichcem ucieka na kilka chwil, żeby powrócić i ukazać jedynie trupa polanego czerwoną posoką. Same efekty wizualne są słabiutkie, a częstokroć w ogóle z nich zrezygnowano kręcąc „umownie” kolejne sceny eliminowania nastolatków. Właściwie ciężko wymagać czegoś więcej - jakim sposobem niby krew miała by się lać z drewnianych do bólu aktorów? Gdyby na upartego szukać plusów tej produkcji, to można by wskazać na młodego Brada Pitta obsadzonego w jednej z głównych ról. „Friday The 13th” miał Kevina Bacona, „The Burning” Holly Hunter, więc dlaczego „Wagary” miały by nie mieć swojej gwiazdki? Niestety pomiędzy dwoma wyżej wymienionymi horrorami a słabiutkim „Cutting Class” rozpościera się olbrzymia przepaść. Jeszcze jedna rzecz jest naprawdę przyzwoita w tym filmie - gdyby widz zamknął oczy i odciął się od spartaczonego obrazu, w tle może usłyszeć całkiem miło przygrywającą muzyczkę - nie buduje napięcia, nie podkreśla klimatu, ale jest przynajmniej znośna - w przeciwieństwie do całej reszty.
„Wagary” to film, który rozczarowuje. Wygrzebałem go w swojej wypożyczalni spomiędzy zakurzonych VHSów, po które nikt już od lat nie sięga. Liczyłem na przyzwoity horror i zawiodłem się, tak jak zawiedzie się znaczna większość osób, które po niego sięgną. Niektóre horrory nie powinny być odświeżane - stratą czasu było wyciągnięcie „Wagarów” spośród zapomnianych taśm video - tam miał dla siebie najlepsze miejsce.