Filmy
(Burial Ground: The Nights of Terror)
Scenariusz: Piero Regnoli
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1980
Muzyka: Elsio Mancuso, Burt Rexton
Peter Bark
Roberto Caporali
Gianluigi Chirizzi
Rok 1980 był jednym z najwspanialszych dla filmowego horroru. Powstały wtedy znakomite obrazy reprezentujące niemal wszystkie podgatunki kina grozy – przypomnijmy choćby takie tytuły „Friday The 13th”, „The Fog”, „The Shining”, „City Of The Living Dead” czy „Anthropophagus”. Być może to właśnie natłok doskonałych produkcji z tego okresu spowodował, że wiele wyśmienitych filmów zostało zapomnianych, a powinny stać się klasykami horroru. Taki los spotkał „Burial Ground” Andrei Bianchiego (znanego także z rok starszego filmu „Malabimba”, kontrowersyjnego horroru z dużą dawką erotyzmu). Obraz ten jest jednym z najlepszych zombie movies jakie kiedykolwiek powstały, jednak mało kto uwzględnia go przy tworzeniu wszelakich rankingów filmów o żywej śmierci. Obyście Wy nie popełnili podobnego błędu…
Mniej złożoną fabułę trudno sobie wyobrazić. Naukowiec prowadzący badania w starożytnych podziemiach niechcący przywraca do życia zgromadzone w korytarzach zwłoki, których staje się pierwszą ofiarą. Zombie bez przeszkód wydostają się na powierzchnię, opanowując okolice willi w której przebywają trzy pary, syn jednej z nich i służący. Dalszego ciągu łatwo się domyśleć – lokatorzy rezydencji stają się głównym punktem menu żywych trupów.
Cóż jest tak niezwykłego w „Burial Ground”? Na pierwszy rzut oka nic – i w zasadzie jest to stwierdzenie trafne. O sile filmu stanowi bowiem perfekcyjne wykonanie wszystkich elementów koniecznych do stworzenia dobrego zombie movie. W pierwszej kolejności należy wymienić fantastyczną charakteryzację powstałych z grobu. To już nie przybledli ludzie, lekko podgniłe ciała czy dopiero co zarażeni wirusem ludzie – to prawdziwe mumie, rozsypujące się zwłoki, a niemal każdy z nich ma swoje charakterystyczne elementy wyglądu. Z żywymi trupami z „Burial Ground” mogą konkurować jedynie te w filmach Fulciego (zwłaszcza w „Zombie Flesh Eaters”). Perfekcji wizualnej strony filmu dopełniają liczne efekty gore (polecam tu obejrzenie wersji uncut), których twórcą jest Gino De Rossi (nie mylić z Gianetto De Rossim, choć obaj pracowali na planach takich filmów jak „City Of The Living Dead” czy „House By The Cemetery”).
Gra aktorska jest dobra choć – mówmy sobie szczerze – bohaterowie są tu tylko dodatkiem dla żywych trupów, a ich rola ogranicza się do prób przetrwania ataków nieumarłych. Na szczególne wyróżnienie zasługuje jedynie rola Michaela (Peter Bark) – jej przerysowany komizm ociera się o groteskę, dobrze komponującą się z wydźwiękiem całego filmu …
… tak jest, prawie całego filmu, bo elementów czarnego humoru tu nie brakuje. Niektóre sceny z udziałem żywych trupów, mimo iż krwawe i brutalne, są przekomiczne (scena śmierci pokojówki). Połączenie ich z narastającym napięciem i atmosferą osaczenia daje przedziwny, lecz fascynujący efekt. Na szczęście Bianchi wiedział, jak zachować proporcje miedzy humorem a grozą, w efekcie czego w finał filmu to już pełnokrwisty horror, który zadowoli nie tylko zwolenników makabry, ale i ekranowego klimatu. Reżyser nie wyzbył się też po nakręceniu „Malabimby” ciągot do pokazywania scen erotycznych, w efekcie kilka takowych zobaczymy i w „Burial Ground”.
Muzyka skomponowana przez Burta Rexona i Elsio Mancuso momentami nie komponuje się z wydarzeniami na ekranie, ale oferuje nam kilka miłych dla ucha motywów. Nie mogą się one co prawda równać z oprawą muzyczną zombie movies Fulciego, ale warstwę dźwiękową obrazu można uznać w ostatecznym rozrachunku za udaną.
Czas na kilka słów podsumowania. „Burial Ground: The Nights Of Terror” to film wybitny, jeden z najlepszych zombie movies w historii kina. Zwolennicy podgatunku dostaną tu wszystko, czego mogą oczekiwać. Doskonała charakteryzacja zombie, liczne i dobrze wykonane efekty gore, czarny humor i dobra oprawa muzyczna – czego chcieć więcej ? Wielu krytyków nie zrozumiało tego obrazu, skutkiem czego jest spora ilość niepochlebnych recenzji w Internecie i poza nim. Namawiam Was jednak – dajcie „Burial Ground” szansę, a nie pożałujecie. Najwyższa ocena głównie dla miłośników żywej śmierci, ale i inni widzowie powinni film Bianchiego docenić.