Filmy
(Last Cannibal World, The)
(Zapomniany świat kanibali)
Scenariusz: Renzo Genta, Tito Karpi
Produkcja: Włochy
Rok produkcji: 1977
Muzyka: Ubaldo Continiello
Me Me Lai
Massimo Foschi
Ruggero Deodato w włoskim nurcie kanibalistycznym miał wiele do powiedzenia. To przecież on odpowiedzialny jest m.in. za nakręcenie „Cannibal Holocaust” – bez wątpienia najbardziej rozpoznawalnego obrazu tegoż gatunku, a nawet jednego z najbardziej skandalicznych filmów w historii kina. Wcześniej jednak, spod ręki reżysera pojawił się recenzowany „Zapomniany świat kanibali”, będącym drugim w historii filmem opowiadającym o antropofagach. Mówiąc szczerze, to właśnie on zapoczątkował falę pochodnych produkcji, pomimo, że 5 lat wcześniej podziwiać można było „Człowieka z głębokiej rzeki” Umberto Lenziego (twórcy późniejszego „Cannibal Ferox” – swoistej odpowiedzi na „CH”).
Akcja w „Ultimo mondo cannibale” rozwija się błyskawicznie. Samolot z czwórką pasażerów ląduje w sercu amazońskiej dżungli, gdzie ulega awarii. Bohaterowie wpadają w pułapkę plemienia kanibali. Jednym, który ucieka jest Robert Harper. Rozpoczyna się walka o przetrwanie.
„Zapomniany Świat Kanibali” skupia się w szczególności na postaci głównego bohatera – Roberta. To on po pewnym czasie wydaje się być tym, który relacjonuje opowieść, gdyż odskoki akcji rozgrywające się z dala od jego osoby są niebywale rzadkie. Metamorfoza bohatera, z niezaradnego człowieka w waleczną ofiarę, odbywa się etapami. Rzec można, że dżungla zaraża Harpera bakcylem okrutności. Dane jest mu bowiem oglądać bezlitosne uśmiercanie zwierząt przez szczep kanibali, czy w końcu śmierć swych przyjaciół. Z biegiem czasu, on sam staje się bezdusznym zabójcą w trosce o swoje życie. W przeciwieństwie do „CH” tego samego autora, zło nie osiedla się w dżungli, lecz trwa tam od dziejów, wstrzykując bohaterowi wirus swej podłości.
Towarzyszące śmiercią motywy gore są podle sugestywne. Część z nich zresztą jest autentyczna. Mowa tutaj oczywiście o aktach zabijania zwierzaków. Scena konającego w agonii krokodyla, jego rozpłatanie i widok pulsującego wciąż serca budzi wstręt (swoją drogą, zastanawiam się, dlaczego już za ten obraz reżyser nie został ukarany – przypominam, że dostało mu się dopiero po „CH”). Jest to jednak jedna z charakterystycznych cech kanibalistycznego nurtu, podobnie jak rewelacyjna ścieżka dźwiękowa. W tym przypadku otrzymaliśmy ładnie odegraną kompozycję muzyczną, która w duecie z przyrodą i kilkoma naprawdę świetnymi, statycznymi ujęciami kamer pobudza wyobraźnie widza.
Kino kanibalistyczne, pomimo pozbawienia go elementów typowo rozrywkowych, a wypełnienia demoralizującymi scenami śmierci żywych zwierząt, krwią, flakami i pulsującym barbarzyństwem, częstokroć posiada w sobie jakieś przesłanie. Na myśl od razu rzuca się choćby słynne zdanie: Zastanawiam się, kim są prawdziwi kanibale... pochodzące z „Cannibal Holocaust”. W tym przypadku „Zapomniany świat kanibali” opowiada o konfrontacji cywilizacji z dziczą, w wyniku której własne przekonania i wiara muszą ustąpić czysto zwierzęcym popędom. Bo przecież czy istnieje coś ważniejszego niż wola życia, chęć istnienia…? Nie sądzę. Niestety (a może i na szczęście…) nie jest to nurt skierowany do szerokiego grona odbiorców. Osoby z przesadną wrażliwością nie powinny sięgać po żadnego z jego przedstawicieli, i to nawet w wersji ocenzurowanej. Wykończy ich sama myśl o tym, co miało zostać pokazane…
Znany również pod alternatywną nazwą „Jungle Holocaust” jest tytułem godnym zwrócenia uwagi. Szczep kanibali zachowuje się bardzo naturalnie, a pomiędzy Harperem i jedną z jego przedstawicielek w pewnym momencie dochodzi do bliższego spotkania. Początkowa ciekawość dzikuski zafascynowanej białym człowiekiem w pewnym czasie przeradza się wyższe uczucie. Spostrzegawczy dostrzegą je już podczas zaskakującej sceny pettingu. Zaintrygowana ludożerczyni i jej ucywilizowany obiekt seksualny? Niesłychane.