Filmy

« powrót
Masters of Horror VII: Deer Woman
(Kobieta-jeleń)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: John Landis
Scenariusz: Max Landis, John Landis
Produkcja: USA
Rok produkcji: 2005
Muzyka: Peter Bernstein
Obsada: Cinthia Moura
Brian Benben
Alex Zahara
Sojna Bennett
Don Thompson

Określenie Johna Landisa mianem mistrza horroru jest być może nieco na wyrost, mimo głośnego „An American Werewolf in London”, jednak zaangażowanie go do nakręcenia jednego z trzynastu odcinków antologii Masters of Horror okazało się posunięciem znakomitym. Urodzony w Chicago reżyser nakręcił bowiem jeden z najciekawszych odcinków serii, nie porzucając przy tym swego charakterystycznego stylu sprawnie łączącego w sobie humor i makabrę. Kobieta-jeleń czeka, aby Was uwieść i… zadeptać na śmierć.

Policjant Dwight Faraday jeszcze do niedawna pracował w wydziale zabójstw, jednak po nieudanej akcji zostaje zdegradowany do wydziału… ataków zwierząt. Mimo to jego ambicje są nadal spore, a okazję do ich zrealizowania daje mu pewien niezwykły przypadek – w zaparkowanej niedaleko przydrożnej restauracji ciężarówce znalezione zostają zmasakrowane zwłoki mężczyzny ze śladami jelenich kopyt. Jak wykazuje autopsja, denat w momencie śmierci był w stanie podniecenia seksualnego. Początkowo Faraday w żaden sposób nie potrafi połączyć tych elementów w jedną całość – aż do momentu, kiedy poznaje pradawną indiańską legendę o pięknej kobiecie-jeleniu…  

Sama historia jest jak widać sama w sobie dość absurdalna, co podkreśla dodatkowo sposób jej przedstawienia. Ale o to przecież Landisowi chodziło, gdyż jego epizod nie ma zamiaru zmrozić krwi w naszych żyłach, lecz dostarczyć przepełnionej komizmem i ironią, doprawionej odpowiednią dawką krwi zabawy. Szeroki uśmiech zagości na twarzy widza niejednokrotnie, jak choćby w scenie kiedy Faraday układa w myślach możliwe scenariusze przebiegu zabójstwa w ciężarówce. Równowaga miedzy humorem a makabrą jest zresztą wyraźnie zachwiana w stronę tej pierwszej, o czym świadczy choćby brak pokazania któregokolwiek z morderstw na ekranie – miłośnicy gore będą się musieli zadowolić widokiem efektów działalności kobiety-jelenia post factum. Także i muzyka skomponowana przez Petera Bernsteina pasuje bardzo dobrze do luźnej atmosfery obrazu, choć w końcówce dane nam będzie usłyszeć rytmy utrzymane w stylistyce muzyki rdzennych mieszkańców Ameryki. Oczywiście przyjęta przez Landisa konwencja nie obniża w żadnym wypadku wartości „Deer Woman”, mimo iż nie każdemu przypadnie do gustu – zupełne odpuszczenie takich elementów jak klimat czy napięcie z pewnością nie zachwyci ortodoksyjnych zwolenników filmowej grozy.   

Gra aktorska prezentuje się dość dobrze, choć skłamałbym pisząc, że spośród obsady największego wrażenia nie zrobiła na mnie Cinthia Moura. Jej atutem są oczywiście nie aktorskie umiejętności (w roli kobiety-jelenia nie wypowiada ani jednej kwestii), ale wspaniała uroda, którą brazylijska modelka prezentuje nam bardzo odważnie.

Słowem podsumowania – oglądając siódmy epizod Masters of Horror z całą pewnością się nie przestraszycie, być może na Waszej twarzy zagości uśmiech, ale z całą pewnością John Landis dostarczy wam godzinę dobrej zabawy w odrobinę kiczowatym guście. Zwolennicy twórczości reżysera wychwalający „An American Werewolf in London” będą zachwyceni, zachęcam jednak każdego do spotkania z kobietą-jeleniem, zwłaszcza kiedy macie ochotę na coś lżejszego. Nie jest to bynajmniej jedyny odcinek antologii w którym pojawia się humor i groteska, jednak Landis operował tymi elementami najumiejętniej, niekoniecznie dbając o balansowanie na granicy horroru – namiastki grozy jako takiej doświadczymy dopiero w końcówce – i komedii. Czy taki koktajl przypadnie Wam do gustu? Jedynym sposobem otrzymania odpowiedzi na to pytanie jest przekonanie się na własne oczy.

data: 22:55; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |