Filmy
(Inside)
(Najście)
Scenariusz: Alexandre Bustillo
Produkcja: Francja
Rok produkcji: 2007
Muzyka: Francois Eude
Beatrice Dalle
Nathalie Roussel
Paul Ehlers
Aymen Saïdi
Fascynacja ekranowym okrucieństwem podobnie jak ludzka ciekawość jest bezkresna. Na każdym kroku barbarzyńskie akty penetrują filmową taśmę, z większą bądź mniejszą intensywnością. O ile mądrym powiedzeniem jest, że sztuka wymaga poświęceń, o tyle ma ono sens, jeśli nie chodzi o pozbawioną sensu czy przesłania brutalność. Masowa eksploatacja scen gore wielokrotnie cieszy oczy, lecz głównie wtedy, gdy nie ma za zadanie maskować scenariuszowych luk i niedopatrzeń. O „À l'intérieur” można w sieci przeczytać mnóstwo pochlebnych opinii. Pisano że jest wstrząsający, niebywale krwawy, wręcz nieludzki. Przystępując do seansu miałem znaczne obawy. Przerost formy nad treścią to przecież codzienność. W tym przypadku moje odczucia o francuskim dziele są bardzo mieszane. Co do jednego jestem jednak pewien – tak drastycznego spektaklu moje oczy dawno nie ujrzały.
Fabuła jest bardzo intrygująca. Już po kilku pierwszych scenach wciąga widza w swe szpony, by wypuścić przytłoczonego dopiero podczas napisów końcowych. Sarah w wypadku samochodowym straciła swego męża, i cudem zdołała ocalić dziecko. Któregoś dnia u progu jej drzwi pojawia się tajemnicza kobieta błagająca o pomoc. W rzeczywistości jest to niebezpieczna maniaczka, która wie niemalże wszystko o głównej bohaterce. Pytanie tylko czego ona chce…?
Krew. Wszędzie krew. Wydobywająca się niemalże z każdego zakątka ludzkiego ciała – brzucha, oka, głowy, kolan, krocza… Tak. W pewnej chwili przysłania ona zupełnie wszystko począwszy od racjonalności historii, a na ciąży Sarah kończąc. Filmowi brak symbiozy tego pięknego stanu kobiety z przedstawiającymi scenami. Pomimo iż to właśnie ona jest kluczowym elementem scenariusza, francuski duet niespecjalnie postarał się, aby ją uwypuklić. Fakt ten zasadniczo nic nie wnosi. I bez niej kobieta stałaby się zażarcie walczącą o życie ofiarą. Jest ona jednak pretekstem do krwawego show z końcowych scen. Zresztą bardzo sugestywnych, przejmujących i najważniejsze – odrażających. Ale czy to właśnie chcieliśmy zobaczyć? Dwójka reżyserów pomimo stworzenia niezwykle przejmującego widowiska, najzwyczajniej udała się po najmniejszej linii oporu, by ich obraz szokował. A szokuje, niepodważalnie. Widzowie o słabych nerwach, a co najważniejsze kobiety w ciąży powinny darować sobie seans. Szczerze wątpię, czy będą gotowi na tak wielką eksplozję przemocy. „À l'intérieur” nie tylko wybija dziurę w głowie treścią, ale również obrazem. Każda ze scen przedstawiona jest dosadnie, a operatorzy kamer i charakteryzatorzy nie mają żadnych hamulców. Widać w zasadzie wszystko w pełni. Przedziurawioną nożyczkami twarz lub dłoń, rozpryskującą głowę z pistoletu, choć to jeszcze nic przy tym, co oferuje finał tejże opowieści.
Pod względem technicznym ciężko jest zarzucić coś filmowi (niestety, gorzej już z przesłaniem). Znakomicie skomponowana ścieżka dźwiękowa na zasadzie kontrastu melodycznego jest fenomenalna. Jej autor, François Eudes, zestawił ze sobą elektroniczne tonacje z subtelnymi dźwiękami smyczkowych instrumentów przyczyniając się tym samym, do jeszcze bardziej wyrafinowanej formy końcowej filmu. Nie zawiodły także ujęcia kamer, potęgowane świetną kolorystyką. Epicki akcent z odpaleniem papierosa w końcówce, surrealistyczny impuls miłosny, czy druzgocząca scena w której napastnik stoi na tarasie a pomiędzy nim a ofiarą znajduje się szklana szyba miażdżą. Ważnym elementem są role. Jeszcze na początku, kiedy akcja zaczęła się dopiero zacieśniać, miałem spore obawy do tego, jak poradzą sobie Alysson Paradis (Sarah) oraz Nathalie Roussel (Louise). Teraz wiem, że niepotrzebnie. Kobiece starcie wypadło przekonująco, realistycznie, a ekspresyjna gra aktorska jeszcze bardziej ułatwia odbiór. Co prawda doświadczani jesteśmy przez kilka iście idiotycznych sytuacji. Irytujące próby dostania się do łazienki w której przez dłuższą część filmu skrywa się Sarah, czy motyw z komisarzem który w jednej chwili wstaje na równe nogi i urządza prawdziwą jatkę są pozbawione jakiegokolwiek sensu. To ostatnie w szczególności, tym bardziej, że jest to w pewnym stopniu scena kulminacyjna. Z łatwością można było rozwiązać ją w inny, mniej żenujący sposób. No, chyba że z założenia miała ona po prostu szokować.
Forma przerosła treść. Niestety. Ciąża, która określana jest często jako jeden z najpiękniejszych okresów w życiu kobiety została zepchnięta daleko na drugi plan, choć w zasadzie jest ona przyczyną tego całego zamieszania. Przyczyną, a raczej zaledwie pretekstem do krwawego spektaklu w domowym zaciszu okrytym gorzkim mrokiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że ciężko porównać ciężarną bohaterkę „À l'intérieur” z sylwetką Rosemary pochodzącej ze sławnego dreszczowca Polańskiego. Jednak gdyby Alexandre Bustillo & Julien Maury uczynili swój obraz dłuższym, tym samym bardziej skupiając się na postaci Sarah, pozwoliliby widzom ją pokochać. W tym przypadku otrzymaliśmy komputerowo wygenerowany płód w kilku scenkach, jej ciężarny brzuch, oraz rewelacyjną, fatamorganiczną scenkę miłosną. To niestety zbyt mało żeby dowiedzieć się więcej o głównej bohaterce, utożsamić z nią, i najzwyczajniej polubić. Wizja polskiego reżysera ociekała gorzką subtelnością, ciąża Rosemary była miłosnym łącznikiem dwójki kochanków. Wizji Francuzów brak tej namiastki geniuszu.
„À l'intérieur” filmem złym nie jest, lecz mogło być znacznie lepiej. Szkoda, że z pewnym stopniu zaprzepaszczono interesującą opowieść, która broni się naprawdę bardzo sprawną realizacją. Szokujący, niezwykle melancholijny i dołujący obraz mogę polecić jedynie osobom o stalowych nerwach, i bynajmniej nie dla zabicia czasu. Do wzięcia udziału w krwawym prysznicu potrzeba należytej atmosfery i nastroju. Nie jest to tytuł na niedzielne popołudnia, czy romantyczne wieczory we dwoje. O nie. Co do oceny, cóż, lekko naciągana, ociekająca śluzem płodnym i limfą (nie)szczęśliwa siódemka.