Filmy

« powrót
Non si deve profanare il sonno dei morti
(Let Sleeping Corpses Lie)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Jorge Grau
Scenariusz: Miguel Rubio, Juan Cobos
Produkcja: Hiszpania/Włochy
Rok produkcji: 1974
Muzyka: Giuliano Sorgini
Obsada: Ray Lovelock
Cristina Galbo
Arthur Kennedy
Roberto Posse
Jose Lifante

Zombie, żywe trupy, nieumarli. Kto z nas, horrormaniaków, nie oglądał żadnego filmu o tej tematyce? Era powstałych z grobu w kinie grozy rozpoczęła się na dobre dopiero w latach 80-tych, ale już w poprzedniej dekadzie powstało kilka obrazów, których tytuły są rozpoznawalne do dziś. Jednym z nich jest „Let Sleeping Corpses Lie” (znany też pod tytułem „The Living Dead At Manchester Morgue”), bardzo nietypowy film, nie będący – mimo obecności żywych trupów – klasycznym zombie movie.

George, właściciel sklepu z antykami, zamyka na jakiś czas swój interes i wyjeżdża. Na stacji benzynowej jego motocykl potrąca przez przypadek dziewczyna. Mimo tak niefortunnego początku znajomości oboje decydują się na wspólną podróż – nie widzą, że obszar do którego zmierzają jest terenem doświadczeń naukowych. W wyniku wydzielanego w ich trakcie promieniowania radioaktywnego na miejscowym cmentarzu umarli powracają do życia.

„Kolejny zombie movie” – pomyśli zapewne czytelnik. Ale, jak już wspomniałem, tak nie jest. Od razu w oczy rzuca się ekologiczny przekaz filmu, widoczny zwłaszcza w początkowej sekwencji, kiedy to obserwujemy całą gamę zanieczyszczeń środowiska, za jakie odpowiedzialna jest nasza cywilizacja. Kiedy indziej główny bohater wyśmiewa komunikat ekologiczny, zaś same żywe trupy powstają z grobów na skutek radioaktywnego promieniowania – nie można się oprzeć wrażeniu, że są one tylko pretekstem do zaprezentowania krytyki wobec naszego świata. Przez dłuższy czas pozostaje niestety na marginesie „horrorowy” aspekt filmu, a to za sprawą bardzo wolnego tempa akcji – przez pierwsze 40 minut próżno szukać scen grozy.

Samych zombie jest w filmie bardzo niewiele, nie nastawiajcie się na hordy nieumarłych powstające ze swych miejsc pochówku. Co więcej, nie mają one żadnej charakteryzacji, co wynagradza częściowo dobra gra aktorska – sposób poruszania się żywych trupów robi wrażenie. Dużą rolę odgrywają też efekty gore, za które odpowiedzialny był Gianetto De Rossi (twórca charakteryzacji i efektów specjalnych min. w „Zombie Flesh Eaters” Fulciego). Niektóre spośród tych krwawych scen są bardzo efektowne (jak choćby ucztowanie żywych trupów na zwłokach policjanta), ale mimo wszystko wypadają one średnio przy późniejszych dokonaniach De Rossiego.

Mimo wszystko można momentami poczuć w „Let Sleeping Corpses Lie” rodzaj specyficznego klimatu. Przyczyniają się do tego dobre lokalizacje, takie jak górskie plenery czy cmentarna krypta. Niestety, finał filmu rozgrywa się już w znacznie bardziej trywialnej atmosferze, na czym traci ogólnie wrażenie po obejrzeniu obrazu.

Komu mogę polecić film Jorge Graua? Z pewnością zagorzali fani żywych trupów sięgną po tę pozycję, ale ja osobiście traktuje ją bardziej jako filmową ciekawostkę niż klasyk gatunku. Gdyby obraz ten został dopracowany (odpowiednie tempo akcji, więcej zombie, lepszy finał) mogłoby być zupełnie inaczej…

data: 22:16; 03 listopada 2009     autor: Cezary Namirski vel. Cement

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomoœci suwałki | strzyżenie | Dzwonki |