Filmy

« powrót
Howling, The
(Skowyt)
Ocena: * * * * * * * * * *
Reżyser: Joe Dante
Scenariusz: Terence H. Winkless, John Sayles
Produkcja: USA
Rok produkcji: 1981
Muzyka: Pino Donaggio
Obsada: Dee Wallace-Stone
Patrick Macnee
Dennis Dugan
Christopher Stone

Pierwszym filmem poruszającym tematykę wilkołactwa był „The Werewolf” (oparty na opowieści Henrego Beaugranda), pochodzący jeszcze z roku 1913 – czyli początków horroru na dużym ekranie. Wszystkie kopie tego niemego, krótkometrażowego obrazu zostały niestety pochłonięte w pożarze 1924. Prawdziwa fala tejże problematyki rozpoczęła się jednak później, początkiem lat 40., kiedy olbrzymi sukces zyskał czarno – biały „The Wolf Man” ze wytwórni Universal. Po nim zaczęto masowo produkować tematyczno – podobne filmy niemalże z roku na rok, lecz miana kultowych doczekało się stosunkowo niewiele. Jednym z nich bezapelacyjnie jest „The Howling”, znany w Polsce jako „Skowyt” lub „Wycie” biorąc pod uwagę zamierzchłe czasy pirackich taśm wideo.

Joe Dante, reżyser, swój niemalże debiutancki obraz nakręcił w oparciu o scenariusz powieści Gary'ego Brandnera o tym samym tytule. Ambitna dziennikarka Karen White prowadzi sprawę seryjnego mordercy. Uwikłana w intrygę, wpada w jego sidła i gdyby nie krwawa interwencja policji, z pewnością nie uszłaby z życiem. Prześladowana wspomnieniami traumatycznej sytuacji, za namową Dr Waggnera, wyjeżdża do „Koloni” – ośrodka wypoczynkowego – by wrócić do dawnej formy psychicznej. Którejś nocy słyszy niepokojące odgłosy wycia, a kolejnej jej mąż zostaje zaatakowany przez niezidentyfikowane zwierzę…

„Skowyt jest najlepszym filmem w moim reżyserskim dorobku” – przyznał w jednym z wywiadów Joe Dante. Bez chwili zawahania przyklaskuję do tych słów, gdyż jest to jedna z najdoskonalszych mieszanek kina sensacyjnego, thrillera czy nawet pełnokrwistego dramatu psychologicznego. Dante w mistrzowski sposób balansuje na pograniczu różnych gatunków, wprowadzając nawet bardzo sporadycznie rewelacyjne akcenty komediowe. Nie odbiega on jednak zbyt odlegle od stylistyki grozy, dzięki czemu obraz posiada formalny – horrorowy odcień. Jedną z najjaśniejszych zalet produkcji, która narzuca wspomniany wcześniej poważny wizerunek jest atmosfera. Leśna aura skąpana w morzu wysokich drzew i mglistej pianie tworzy doskonałą scenerię grozy, zupełnie jak widok cmentarza pod płaszczem nocy. Klimatyczną estradę uchwycono bardzo dobrze, a jej naturalna dekoracja sprzyja skutecznemu budowaniu napięcia. Przeraźliwe jęki niesione przez wiatr, które początkowo słyszy tylko Karen, przyprawiają o dreszcze i znakomicie wplątują się w leśną otchłań. Akustyczne brzmienie zmodyfikowano bardzo profesjonalnie, i bez wątpienia jest one charakterystyczną cechą każdego filmu o tej tematyce. Swój zdobniczy wkład miał także Robert Burns, zajmujący się wystrojem leśnej chatki uwodzicielskiej nimfomanki Marshy. Przypomina ona wnętrze jednego z pomieszczeń Skórzanej twarzy z „Teksańskiej masakry…”, lecz powód tkwi w fakcie, że scenarzysta pracował również przy filmie Hoopera. Oporom klimatu oraz scenerii jest muzyka włoskiego kompozytowa Pino Donaggio, i na odwrót. Generalnie jest ona nieodzownym elementem całości, a europejski artysta wstrzykuje w obraz odrobinę klimatu tegoż kontynentu. Utalentowany mężczyzna, którego geniusz odkryto w muzycznej oprawie pierwszej w historii filmowej adaptacji prozy Kinga – „Carrie” De Palmy, skomponował zestaw chwytliwych dźwięków przy pomocy różnych instrumentów. Krótkie utwory pojawiają się w bardzo odpowiednich momentach i uzależniają od siebie obraz, nadając mu tym samym rytm.

„Skowyt” swoją niezaprzeczalną kultowość w głównej mierze zawdzięcza Robowi Bottinowi oraz Rickowi Bakerowi. To właśnie ta dwójka odpowiedzialna jest za efekty specjalne. Szokująca scena transformacji człowieka w wilka, została okrzyknięta jedną z najlepszych metamorfoz w kinie grozy, a dorównać jej może jedynie ta z „Amerykańskiego wilkołaka w Londynie”. Charakteryzatorzy stworzyli równie znakomite jak na tamtejsze lata kostiumy wilkołaków, oraz kilka efektownych scen gore, jak np. krwawy motyw z odrąbywaniem łapy, która następnie przemienia się w ludzką dłoń. Choć nieczęsto można je w pełni podziwiać, co wiązało się z problemami budżetowymi (zrezygnowano z kilku scen, raz nawet przerwano zdjęcia by zgromadzić większa ilość pieniędzy), to otoczone mrokiem, wyjące i warczące pyski pełne zębów robią wrażenie. Swego rodzaju sławę przyniosła filmowi także zwierzęca scena dzikiego, wilczego seksu w płomieniach ogniskach i jękach ekstazy. „Wycie” w pewnym stopniu odsłania również straszliwy i groźny świat wilkołaków, głównie dzięki scenie w bibliotece. Swego rodzaju realność opowieści podtrzymuje także kilka zapisków, zdjęć i rysunków ludzi - wilków, czy kilkusekundowa scena filmu w filmie, przedstawiająca „Wilkołaka” z wytwórni Universal, oglądanego przez dwójkę bohaterów. Zupełnie jakby przez nią reżyser chciał pokazać, że jego obraz relacjonuje faktyczny dramat bohaterów. Zresztą, sam finał również o tym napomina, lecz z dużo większym ładunkiem emocjonalnym.

Dla młodziutkiej Dee Wallace (filmowa Karen White – główna bohaterka) „The Howling” był drzwiami do filmowej kariery. Uzdolniona ślicznotka, której talentu niestety wcześniej nie zauważono w „The Hills Have Eyes” Cravena, to w dzisiejszych czasach jedna z najbardziej rozpoznawalnych kobiecych gwiazd produkcji grozy. Ceniąca swą prywatność, nie zgodziła się na rozbieraną scenkę, a jej postać ogląda się z przyjemnością. Obraz ten nie był jednak zaledwie początkiem jej horrorowego sukcesu, ale drogą do 15 letniego związku z jej filmowym a później prywatnym mężem - Christopherem Stone, którego szczęście przerwała jego śmierć. Pomimo nie do końca realistycznej tematyki, „Skowyt” nie jest zwykłą historią z bezmyślnym zlepkiem scen. Egzystencjalny aspekt został ukryty pod płaszczem mitycznych istot, i choć nie jest nazbyt eksponowany, daje się zauważyć. Równie poważne przesłanie ma zresztą finałowa scena, która choć przygnębiająca, wyraża oczywisty sprzeciw powszechnej obojętności otoczenia.

Czy zatem jest ktoś, kto jeszcze nie oglądał tego filmu? Dodam, że w roku 1981 zdobył on główną nagrodę Saturna w kategorii „Najlepszy horror” i dwie nominacje za „Najlepszą charakteryzację” oraz „Najlepsze efekty specjalne”. Ekhm, no i mój aplauz w tutejszej recenzji. AłłłuUuUuUuUu…

data: 22:14; 03 listopada 2009     autor: Miłosz „J.M” Górniak

Copyright © Horrormania.pl 2010
Wszelkie prawa zastrzeżone
realizacja: kmatuszewski.com

porady finansowe | nieruchomości suwałki | strzyżenie | Dzwonki | gzymsy | zdjęcia fryzur | zidane | suwałki praca | instalacje przeciwpożarowe | gry planszowe | Perfumeria | Projekty domów |
sprzedam psa kota | pisanie prac licencjackich | luksusowe apartamenty | myjnia kraków | konferansjerzy | kalendarze | dentysta warszawa |